2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

23.06.2013 Rajd śladami Kopernika

Rajdy rowerowe organizowane przez Niemodlińskie Towarzystwo Regionalne mają już długoletnią tradycję. Odbywają się zawsze w podobnym terminie - koniec czerwca lub początek lipca. Kiedyś nazwa brzmiała Szlakiem Borów Niemodlińskich. Od kilku rajdów nazwa jest inna - tematycznie związana z regionem lub historią. W tym roku był to Rajd Śladami przodków Mikołaja Kopernika, a organizatorem było Tułowickie Towarzystwo Historyczne. Personalnie organizator lub współorganizator zawsze jest ten sam - Henryk Gałkowski.

 

 

  

 

Do kilku lat jest to rajd "dla koneserów" - tak to żartobliwie określam, bo nie każdy lubi jazdę po bezdrożach, a przeważnie 1/3 lub nawet ponad połowa trasy przebiega drogami gruntowymi. Czasem - jak w tym roku - jest to miedza pomiędzy polami z głębokimi koleinami. Jak jest sucho - to pół biedy. Jak po deszczach - to już prawie jazda ekstremalna. Ale na szczęście są odcinki drogami asfaltowymi, na których zapomina się przejściowe trudności i - dalej do przodu. Tegorocznym motywem rajdu były dwie okrągłe rocznice: 540 urodzin i 470 śmierci Mikołaja Kopernika, a że prawdopodobnie jego ród wywodzi się ze wsi Koperniki koło Nysy, więc tam była meta i baza noclegowa imprezy. Każdy uczestnik otrzymał treściwe i bogato ilustrowane materiały drukowane: regulamin rajdu, przewodnik po trasie i suplement o naszym wielkim astronomie oraz mapkę trasy, a w Kopernikach piernik tamtejszej „produkcji” (tzw. produkt regionalny) i folder.

 
O godz. 8.30 stanąłem w umówionym miejscu na pętli Dambonia w Opolu, ale nikt więcej nie przyjechał, więc sam wyruszyłem znaną trasą przez Komprachcice, Szydłów i Tułowice Małe do Lipna. Po drodze w Tułowicach Małych minąłem starą kuźnię z XIX w. (obecnie nieczynna Odlewnia Żeliwa), w której pracuje Heniek. Może kiedyś pod jego przewodnictwem pozwiedzamy ten zakład np. na niedzielnej wycieczce? W Lipnie przy "leśniczówce" obok źródełka Fryderyka czekałem chwilę na grupę z Niemodlina, która miała zbiórkę już od godz. 9 na Rynku w Niemodlinie. Przyjechało 13 osób. Cztery inne dołączyły dalej w Jankowicach i Białej i taka ekipa przejechała cały rajd. Trasa drogami leśnymi prowadziła w kierunku Łabminowic wokół terenu byłego poligonu. Po drodze było kilka krótkich postoi, aż dojechaliśmy do Pomnika Powstańców Warszawskich w ich byłej kwaterze obozowej. Tam spotkaliśmy grupę miłośników historii z Korfantowa, Tułowic i Opola pod kierownictwem pani Borzemskiej (byłej dyrektor Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach). Znów krótki postój, chwila rozmowy i dalej ścieżkami byłego obozu w stronę Jasienicy Dolnej. W Jasienicy był postój, tam spotkaliśmy pozostałych rowerzystów, drobne przepakowania bagaży na samochód i w drogę. Teren zaczął się nieznacznie fałdować i im bliżej Nysy tym wyższe wzniesienia. Ale to tylko nierówności terenu. Dojechaliśmy do wsi Hajduki Nyskie. Tam zatrzymaliśmy się przy kościele parafialnym, którego historia sięga XIII w. Kościół w XVIII i XIX w. po modernizacji zbarokizowano, ale po gotyku zachował się krenelaż na szczycie wieży i wąskie podwójne okna romańskie. Ciekawostką jest szpiczaste zwieńczenie wieży, całkowicie murowane z cegieł. To rzadkość nawet ogólnopolska. Wewnątrz kościoła wyposażenie barokowe oraz odrestaurowane malowidła ścienne. Pojechaliśmy dalej na zachód. Przecięliśmy drogę wojewódzką Nysa - Prudnik, a następnie powiatową Nysa - Głuchołazy i przyjechaliśmy do Białej Nyskiej. Z zewnątrz ładnie prezentuje się neogotycki kościół oraz barokowa brama wjazdowa do byłego pałacu. Pozostał po nim tylko obszerny park, w którym tego dnia był festyn z okazji Nocy Świętojańskiej. My pojechaliśmy do już niedalekich Kopernik. Jeszcze krótki postój w restauracji w Morowie i już szkoła w Kopernikach. Była jeszcze wczesna godzina - około 19-tej, więc pojechałem jeszcze do centrum wioski. Jest tam neogotycki kościół z XIX w. dosyć czysty stylowo. Nawet są proste okna kamienne z manswerkami. Po drodze jeszcze ładny budynek w stylu pałacowym gdzie mieści się dom opieki prowadzony przez siostry zakonne. Kilka zdjęć i w stronę Jeziora Nyskiego. Ponad 2 km z górki do wioski Siestrzechowice gdzie stoi ruina byłego pałacu. Stamtąd było już niedaleko na wał wokół jeziora. Słońce świeciło akurat z przeciwka i dodatkowo nisko, więc nie było widoków fotogenicznych. A ja dalej pojechałem znowu przez Białą i ok. godz. 20-tej byłem w szkole. Po kąpieli przysiadłem się do ogniska. Kiełbasy, bułek i napojów było pod dostatkiem. Jak już się najedliśmy to śpiewaniom i gadaniom nie było końca. Ja poszedłem spać po 12-tej, ale inni siedzieli prawie do świtu, pomimo że całą noc strasznie gryzły komary. Dookoła błyskało, a więc z powodu lokalnych burz komary były wyjątkowo aktywne. Część osób spała w szkole na korytarzu, kilka na sali gimnastycznej, kilka przy ognisku a jeden kolega miał własny namiot.

 

Ranek przywitał nas pięknym słońcem. Ognisko jeszcze paliło się i kto chciał, to na śniadanie znowu miał pieczoną kiełbasę. Ok. 10-tej zebraliśmy się na sadzenie dębu. Heniek przywiózł go z Tułowic. Wystawił certyfikat pochodzenia oraz świadectwo posadzenia. Został nazwany Dąb Kopernika. W posadzeniu asystowała pani Sołtys. Posadziliśmy go na głównym "placu" wioski, na skrzyżowaniu dróg. Za 20-30 lat, jak podrośnie, będzie już co oglądać. Wróciliśmy do szkoły. Pakowanie się i wyjazd ok. 11-tej. Znowu po drodze krótki postój w restauracji w Morowie. Mieli tam bardzo dobre czeskie ciemne piwo Zubr, a pani kelnerka tak nas polubiła, że każdemu podarowała talię kart do gry z logo Żubr (polskie jasne). Ruszyliśmy w trasę powrotną inną drogą niż dojechaliśmy. Początkowo asfalty i myślałem, że już tak zostanie. ale nie na tym rajdzie. Znowu hopki i w dodatku po polnych drogach, a czasem to nawet nie były drogi tylko ścieżki. Na szczęście było twardo i tylko w jednym miejscu był krótki odcinek piachu, gdzie wszyscy "pchali" (nawet ci na „góralach”). I tak na przemian asfalt, gleba, luźny kamień, żwir i mieszanka tego wszystkiego. Trzeba jednak przyznać, że trasa miała walory widokowe. pachniało zboże, zioła i trawy. Z oddali cały czas widok na Jezioro Nyskie i okolice Nysy. Słowem - pełnia lata. Pomiędzy drogą Nysa - Prudnik a wioską Węża to już były prawie góry i lasy. Kilka kilometrów jak gdzieś w Beskidach - pięknie. Ale jak już wyjechałem na asfalt to się jednak ucieszyłem. I już asfaltowo było dla mnie do końca, bo jak rozstałem się z grupą przed Rynarcicami, to oni znowu w pole i na skróty do Myszowic, gdzie mieli kolejny postój w restauracji, a ja w kierunku Korfantowa i dalej przez Tułowice do Opola. Po drodze zatrzymałem się jedynie przy krzyżu ma małym skwerku we wsi Skarbiszowice, gdzie jest pamiątkowa tablica - kiedy i na jaką okazję ten krzyż postawiono. Często tamtędy jeździmy i nigdy nie było okazji zatrzymać się. Tym razem był czas. W Opolu byłem ok. 17.30 a uczestnicy rajdu z Niemodlina dotarli tam też o podobnej porze. Na liczniku rowerowym po 2 dniach było 164 km. Było fajnie dzięki Heńkowi, który wszystko świetnie zorganizował i sympatycznym turystom z Niemodlina i Tułowic. Za rok też pojadę.

Ostatnio zmieniany czwartek, 01 sierpień 2013 07:29

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 828 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie