2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-03-12 zamek myśliwski Goeringa

Niedzielny poranek, zimny i pochmurny, ale na zbiórce stawiło się  9 osób, krótka narada gdzie jedziemy iii wybraliśmy kierunek Krasiejów, StaniszczeWlk. Ruszyliśmy ul. Ozimską w kierunku ścieżki rowerowej i od razu zgubiliśmy Cześka P., który pognał kolareczką na swoją górę św. Anny. A my dalej przez Lędziny, Chrząstowice, do Dębskiej Kuźni. Chcieliśmy sobie zrobić zdjęcie koło dawnego młyna, ale pies bronił dostępu do mostka.

Po chwili okazało się, że był bardziej wystraszony niż my, to w końcu odpuścił, podkulił ogon pod siebie i przeszedł przez wodę  brodem i ujadał już pewny siebie zza bramy. My szybko zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia  - psu też bo wyglądał bardzo zabawnie podczas przeprawy. Dalej pojechaliśmy na Daniec, zrobiliśmy krótką przerwę śniadaniową w lesie, a we wsi w stronę domu przez Przywory zawrócił Bercik, a przyłączył się do niego Sławek. Czyli W dalszą drogę pojechaliśmy już w szóstkę. W następnej wsi skręciliśmy w las, ale że droga była piaszczysta, to po chwili znów grupa podzieliła się na pół i jedni lasem, drudzy asfaltem wylądowaliśmy w Spóroku. Tu w stronę Ozimka i domu zawrócili Janusz i Kazimierz, a ja dogoniłam Jacka, Maćka i Wojtka, na rozstaju dróg, gdy próbowali obrócić znak rowerowy, który nie wiadomo kto przekręcił wprowadzając w błąd rowerzystów. Niestety znak trzymał się dobrze i nie dał się obrócić  mimo naszych szczerych chęci, więc pojechaliśmy dalej na Staniszcze Wlk. A poźniej skręciliśmy w las by pokazać Maćkowi i Wojtkowi bunkier i zameczek myśliwski bo oni go jeszcze nie widzieli.

Pałacyk myśliwski (1856) Zawadzkie - Kąty.

W XIXw. Andrzej Renard ze Strzelec utworzył na terenie leśnictw Zawadzkie - Dąbie, Rytwiny, Wyrki, Wierchlesie, Łaziska oraz częściowo Jaźwin rezerwat leśny, który nazwał „Zwierzyniec Leśny” („Tiergarden”). Na terenie rezerwatu hodowano jelenie sika, jelenie karpackie, daniele oraz muflony. W 1856r. hrabia Renard wybudował na obszarze rezerwatu zameczek myśliwski. Budowla zwana „Jagdschloss Malepartus” do 1880r. była siedzibą miejscowego nadleśnictwa. Po 1910r. właścicielem zamku byłhrabia Franz Hubert von Thiele – Winckler z Mosznej. Po II wojnie światowej budynkiem zarządzały Lasy Państwowe, które odsprzedały go Zgromadzeniu Braci Szkolnych. Obecnie zameczek jest częścią Domu Pomocy Społecznej dla dzieci.
Zameczek Zawadzkie - Kąty wzniesiono z cegły na podstawie konstrukcji tzw. muru pruskiego. Jest to budynek dwukondygnacjowy, otynkowany i nakryty wysokimi wielospadowymi dachami. Skomplikowaną bryłę ozdabiają liczne ryzality, szczyty i werandy. Nad całością dominuje sześcioboczna wieża. Zameczek położony jest w lasach porastających brzegi Małej Panwii, która w tej okolicy wspaniale meandruje. Jest to miejsce gdzie mogą nawet liczne rodziny wspólnie biwakować. Całą atmosferę ubarwia subtelny szum liści oraz śpiew ptaków.

Za pałacykiem ścieżka prowadzi na mostek nad Małą Panwią, gdzie spotkaliśmy "morsów", którzy właśnie kończyli swoje kąpiele. Jacka bardzo kusiło by nas przeciągnąć jakimś szlakiem wzdłuż rzeki, którego sam nie znał, ale nie zyskał poparcia bo zrobiło się już późno, więc wracaliśmy tą samą drogą do Staniszcz Wlk. Potem w Staniszczach Małych wpadliśmy na żółty szlak, który wiódł przez Krasiejów, Krzyżową dolinę, Daniec trochę lasami, polami, asfaltami, aż do Suchego boru. Po drodze obejrzeliśmy Srebrne źródła, Madejową kamionkę, a ja odciełam się Jacusiowi za te leśne wertepy i szukanie drogi i poprowadziłam ich na skróty w Suchym borze, które wydawało mi się, że znam, aaa jak się okazało też się pobłąkaliśmy i wyjechaliśmy nie tam gdzie chcieliśmy. Ale  że kierunek był słuszny więc dotarliśmy w końcu do Grudzic i za torami Jacuś pojechał w stronę Królewskiej Wsi i  wyspy Bolko i do domu, my dalej przez Kolonię Gosławicką, po drodze zostawiając Maćka pod Biedronką. Udało nam się zdążyć przed zmrokiem i całkiem niechcący zrobiliśmy 100 km, na tej niby krótkiej niedzielnej wycieczce.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 573 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie