2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-03-26 Z wizytą u starego Fryca w Pokoju

Dziś na niedzielnej zbiórce był chyba pierwszy wiosenny wysyp rajdersów,- tak dużo to nas od dawna nie było. Prezes nie nadążał z zapisywaniem nadjeżdżających z każdej strony na plac chętnych do jazdy. Miało to chyba związek z pięknie świecącym od rana słoneczkiem, ale że wiatr dawał się dość mocno we znaki postanowiliśmy trochę sie pokręcić po lasach.

Pojechało nas czternaście osób, bo Czesiek P.swoim zwyczajem pognał na "Ankę", ale zastąpił go dzielnie rzadko ostatnio z nami jeżdżący Czesiek Pirat. Pojechaliśmy ścieżką rowerową koło kamionki do Kępy, a potem skrótami, które wymyślał Kazik najpierw w Kępie, potem w Czarnowąsach. Nie wszystkim się to podobało, więc czasem się rozdzielaliśmy i spotykaliśmy ponownie na asfalciku bo "poziomki" po wertepach jeździć nie lubią. Pierwszy postój był na boisku w Surowinie, każdy coś tam schrupał, kto musiał odwiedził krzaczki, a Sławek opowiedział kilka kawałów w międzyczasie. Z Surowiny przez Grabczok pojechaliśmy do Murowa na stare grodzisko przed Zagwiździem, bo byli wśród nas tacy co go jeszcze nie znają. Całą bandą wdrapaliśmy się na górkę, a Jacuś wszystko focił, potem my chcieliśmy zrobić jemu fotkę jak spada z górki, ale nie chciał nam zrobić tej przyjemności. Tu Jacek z Grażyną postanowili zawrócić do domu bo siodełko w jej ślicznym nowym rowerku było raczej mało wygodne i coś nie coś ją tam bolało. Ale orientację w terenie oboje mają jaką mają i musiałam ich przez telefon naprowadzać na właściwą drogę, bo czort wie gdzie by zajechali i jak by się to dla obolałej cześci ciała Grażyny skończyło. My pojechaliśmy w przeciwnym kierunku, znów skrótami Kazia i wylądowaliśmy w Murowie na drodze prowadzącej do Czarnej wody, a potem przez las do Pokoju.

Rezydencja w Pokoju (dawniej Carlsruhe) założona została w połowie XVIII wieku przez księcia württemberskiego Carla Christiana Erdmanna. Z jego inspiracji mała śródleśna osada została przekształcona najpierw w zwierzyniec, a następnie w założenie pałacowo-parkowe. Był to rok 1747. Zbudowano tutaj drewniany, a następnie murowany pałacyk myśliwski, do którego przylegał stopniowo rozbudowywany ogród. Obecnie założenie parkowe w Pokoju składa się z trzech części: ogrodu francuskiego, parku angielskiego z kompleksem stawów oraz uzdrowiskowego parku z XIX wieku. Wiele elementów architektury i wyposażenia parku z tamtych czasów zachowało się do dziś, jednak sam pałac nie przetrwał dziejowej zawieruchy.

Do pałacowego parku wjechaliśmy w okolicach zrujnowanej herbaciarni, a potem pojechaliśmy zobaczyć czy żeliwny lew na pomniku dalej śpi. Legenda głosi, że tak się dzieje w czasach pokoju, że ten lew leży sobie w Pokoju i spokojnie śpi. Tak też było i tym razem, ale ja postanowiłam,że trzeba mu trochę poprzeszkadzać, zgodnie z tradycją / której jestem wierna od czasów maturalnych/ i że trzeba się na niego wdrapać. Najpierw próbowałam podpuścić chłopaków, ale nie wykazywali większego zainteresowania, więc musiałam dać im przykład i to ich dopiero ruszyło. W Opolu mamy na pl. Wolności kobietę na byku, a ja wolę lwy, oczywiście te śpiące bo z prawdziwymi to bym nie ryzykowała. Gdy dołączyli do mnie Czesiek, Janusz i Bruno, a reszta staneła u naszych stóp zdjęcie wypadło imponująco i okazało się, że nie jest z naszą sprawnością tak źle, skoro mimo upływu lat wdrapać się na tego lwa i bezpiecznie z niego zejść potrafimy. Po krótkiej dyskusji co chcemy zobaczyć ponad 200- letnią sosnę weimutkę czy ewangelicki kościół, wybraliśmy sosnę bo zrobiło się już trochę późno i trzeba było się kierować raczej w stronę domu. I co sosny do tej pory nie widzieli, byli zafascynowani jej wielkością- czterech całkiem sporych rajdersów musiało połączyć swe siły i ramiona by ją objąć. A Pirat chciał sprawdzić czy na proste drzewo każda poziomka wjedzie, bez uszkadzania go oczywiście, co ja musiałam na zdjęciu uwiecznić. W drodze powrotnej wpadliśmy jeszcze przywitać się ze starym Frycem.

na niewielkim wzniesieniu zwanym Wzgórzem Minerwy, znajduje się pomnik Fryderyka Wielkiego, przez mieszkańców zwany Stary Fryc. Pomnik pochodzi z 1790 roku, wykonał go rzeźbiarz Stein. Jest to jedyna w Polsce zachowana rzeźba przedstawiająca Fryderyka Wielkiego w mundurze myśliwskim bądź wojskowym, obecnie bez rąk i głowy. Na niewielkim wzniesieniu zwanym Wzgórzem Minerwy, znajduje się pomnik Fryderyka Wielkiego, przez mieszkańców zwany Stary Fryc. Pomnik pochodzi z 1790 roku, wykonał go rzeźbiarz Stein. Jest to jedyna w Polsce zachowana rzeźba przedstawiająca Fryderyka Wielkiego w mundurze myśliwskim bądź wojskowym, obecnie bez rąk i głowy. .

Obejrzeliśmy też z daleka świątynię Matyldy, do której coraz trudniej się dostać bo kładka jest mocno zdezelowana,więc nikt z nas nie próbował.

Na wyspie usytuowanej na stawie Matylda, w 1826 roku wybudowano kopulastą świątynię autorstwa Leysera. Świątynia powstała na cześć pierwszej żony księcia Eugeniusza Erdmanna, Matyldy von Waldeck, która zmarła w wieku 25 lat, tuż po porodzie. Książę bardzo kochał swoją żonę i pragnął ją upamiętnić. Zlecił w 1827 roku malarzowi Rothe wykonanie wewnątrz kopuły obrazu, przedstawiającego postać zmarłej żony. Artysta dodatkowo wykonał małego aniołka (zwisającego na linie wewnątrz kopuły), który symbolizował zmarłego synka Wilhelma (zmarł na drugi dzień po matce). Podczas renowacji Świątyni, obraz ten usunięto. I zaginął wraz z aniołkiem.
Pierwotnie w tym miejscu stała świątynia Apolla, która rozebrano po zawaleniu się, a posąg przeniesiono do części francuskiej parku.

Po chwili pojechaliśmy dalej zobaczyć jeszcze jedno ciekawe miejsce zwane - Elisium (ciemne ganki lub Rotunda)
Jednym z najbardziej mrocznych miejsc są tzw. Ciemne ganki. Jest to niewielki korytarzyk wyłożony rudą darniową. Trzeba przejść przez ciemny labirynt (stąd wzięła się nazwa „ciemne ganki”) aż oczom ukaże się kolisty placyk z niszami. Niegdyś w niszach tych stały popiersia generałów: Winterfelda, Schwerina, Seydlitza, Zietena i Keitha. Na środku rotundy natomiast znajdował się pomnik króla Fryderyka II Wielkiego w kapeluszu i z laską, autorstwa Steina.
Z rotundy prowadzi wyjście na ogromnych rozmiarów ceglany mur. Było tu umieszczone malowidło zamku Landenburg, skąd pochodziła Helena von Hohenlohe – Langenburg, druga żona księcia Eugena.

Co ciekawsi rajdersi musieli oczywiście zaliczyć kawałek ciemnego korytarza, zrobiłam im parę fotek gdy już wyszli, a potem ruszyliśmy w stronę Opola, najpierw główną drogą, potem skręciliśmy na Krzywą Górę, Okoły i przez Murów, Grabczok, Brynicę , Surowinę, Biadacz, Luboszyce i Kępę dotarliśmy do miasta. Oczywiście nie wszyscy razem, bo niektórzy kolejno odpadali po drodze, najpierw Sławek pojechał prosto główna drogą przez Kup, potem Bruno i Herbercik pojechali na Czarnowąsy, a na koniec Pirat pożegnał się z nami koło "Żwirka". Potem zgubił się jeszcze Grzesiek, a następnie ja z Wojtkiem skręciłam w stronę Witosa, a reszta pojechała znów koło Silesi wstronę miasta, gdzie tam komu bliżej do domu było. W sumie zrobiliśmy około 88 km, a ci co dalej mieszkają jak Bercik i Galusowie to pewnie przekroczyli 100.

 

Ostatnio zmieniany czwartek, 06 kwiecień 2017 20:35

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 1078 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie