2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-05-21 Parada orkiestr w Białej

Po raz kolejny postanowiliśmy pojechać do  do Białej obejrzeć  Paradę Orkiestr Dętych. Na zbiórce zebrało się kilka osób, a resztę mieliśmy łapać po drodze. Prezes nas policzył, obfocił i wyprawił w trasę. Czesiek był jak zwykle na kolarce, więc pognał na Górę św. Anny,  a my przez wyspę i Wójtowa Wieś na Chmielowice, tu dołączyli do nas Jacek, Grażyna i Pan Tadeusz, a za chwilę dojechali p. Galusowie.

Postanowiliśmy pojechać przez Domecko, potem przez Pucnik dotarliśmy do lasu - chcieliśmy się trochę schować bo wiało dość mocno. Przeskoczyliśmy przez autostradę i piękną leśną drogą na Rzymkowice dojechaliśmy, aż do rozjazdu na Chrzelice - drodze drogą do nadajnika. W Chrzelicach pożegnał nad Bercik, który zawrócił do domu, a my dalej pojechaliśmy  przez Łącznik i Mokrą. Przed wsią  mijaliśmy mały staw obrośnięty żółtymi irysami i grążelami i podpuściłam Jacusia by zabawił się w hrabiego Tolibowskiego z "Nocy i Dni". Nawet nie trzeba go było długo  namawiać, z ochotą pognał na skraj wody i zerwał jednego irysa dla swojej ukochanej/więcej mu nie pozwoliliśmy/ , do wody nie wchodził bo nie miał białego garnituru, a bez niego to nie miało sensu. Ja oczywiście uwieczniłam to na pamiątkowej fotografi, jak klękał przed Grażynką. Potem próbowalam wysłać Grześka po kwiaty dlą żony, ale jak widać po dwudziestu latach małżeństwa to już tak nie działa. Po tych żartach ryszyliśmy dalej  drogą rowerową przez Krobusz do Białej. Tu na otwartej przestrzeni dopadł nas wiatr i dość mocno sponiewierał, spotkaliśmy też bociana, który spacerował sobie spokojnie naszą rowerówką. Na rynku w Białej trwały już przygotowania  do imprezy i sporo ludzi się tam kręciło. Zaparkowalismy rowery, znaleźliśmy cukiernię, kto miał swoje kanapki to konsumował, reszta wg upodobań zajęła się ciastkami lub lodami i tak czekaliśmy na przemarsz orkiestr. O godz. 13-tej rozpoczeła się parada, każdą orkiestrę wprowadzały pięknie wystrojone mażoretki.  Nas najbardziej wzruszyły przedszkolaki, które maszerowały dużą grupą przed bialską orkiestrą, a najpiękniej jak co roku prezentowała się orkiestra i mażoretki z Jesennika. Gdy już wszystkie orkiestry staneły na rynku, odbył się wspólny koncert. Po tej prezentacji orkiestry  wymaszerowały z rynku, by potem kolejno wystąpić na scenie, a pod sceną tańczyły mażoretki w rytm granej muzyki, mniej lub bardziej marszowej. W tym momencie doszło do podziału grupy. Janusz z Marzeną i Grześkiem zostali na rynku i zajęli się konsumpcją złocistego napoju. Grażyna z Romkiem poszli na kawę, a ja spotkałam miejscową koleżankę i poszłyśmy oglądać orkiestry.  Jacek z Wojtkiem pojechali zamówić  pstragi. W tym czasie dogonił nas drugi Jacek, który sam przyjechał z Opola i też miał ochotę na pstrąga, więc pojechaliśmy na łowisko, a wkrótce dołączyli do nas Grażyna i Romek. Było trochę zamieszania przy płaceniu rachunku, bo Jacek zamówił wszystko razem, potem ciągle dopisywał coś nowego i nie mogliśmy się doliczyć, ale w końcu doszliśmy do ładu i po  konsumpcji pstragów  wróciliśmy na rynek, obejrzeliśmy  jeszcze występy kilku grup mażoretek. W tym czasie Jacek S. tak jak sam przyjechał tak i odjechał, bo nie chciało mu się na nas czekać.  Janusz wymyślił, że będziemy wracać przez Moszną, bo trzeba zobaczyć czy coś juz kwitnie. Nooo i kwitło, a co za tym idzie nie tylko my to chcieliśmy zobaczyć, więc tłum był ogromny, przejechć rowerami było ciężko, więc tylko obejrzelismy azalie przed bramą i poszukaliśmy niebieskiego szlaku, który boczkiem, boczkiem  parku, przez pola, doprowadził nas do Racławiczek. Na polnej drodze znalazłam piękny okrąglutki i dość spory kamień/którego przemaluję na biedronkę/, a szarmancki Pan Tadeusz zabrał mi go do swojej sakwy i dowiózł, aż do samego Opola. W Racławiczkach po burzliwych naradach, w którą stronę jechać, większość za namową Wojtkowego GPS-a zdecydowała, że jedziemy prosto przez las, czarnym nieznanym nam szlakiem. Początek trasy był całkiem fajny, ale potem to już było tylko gorzej i nieźle nas wytłukło po kamieniach. A Wojtek zabrał Galusów, swojego GPS-a i pognał do przodu nie ogladając się za siebie, czy reszta nadąża i czy wogóle wie gdzie jechać. Ja musiałam pilnować Pana Tadeusza/ bo wiózł mojego biedronia/ więc jechaliśmy wolniej i trochę czasu nam zajęło zanim ich dogoniliśmy. Jakoś w końcu nam się udało dojechać do Przysieczy i z ulgą wyskoczyliśmy na asfalt, który docenia się dopiero, po kilkunastu kilometrach kamienistej drogi. Za Prószkowem Grzesiek z Marzeną pognali główną drogą, bo im się spieszyło na imprezkę plenerową z okazji kończących się Dni Opola na stawku zamkowym. A a my pojechaliśmy przez Domecko do Chmielowic i Wójtowej Wsi, bo Jacki chciały się przebrać przed imprezką na stawku, a my z Tadziem tymczasem odpoczywaliśmy sobie w ogrodzie.  Gdy się już wystroili pojechaliśmy przez wyspę na miasto, spotykając po drodze Jacka S. który jechał podobnie jak my tylko trochę okrężną drogą.  Ja ucieszyłam się bardzo, bo  przejął od Tadzia mojego kamiennego biedronia i zabrał go najpierw do domu, a na drugi dzień przywiózł mi go do przedszkola. Gdy dojechaliśmy na stawek zamkowy spotkaliśmy tam Bruna, Sergieja, Galusów i razem podrygiwaliśmy  w rytm muzyki, czekając na występy "Mantikory" – teatru ognia. Czasu do występów było jeszcze sporo, więc wyskoczyliśmy na rynek zobaczyć pokazy mapingu na opolskim ratuszu. Za wiele tam nie było, więc wróciliśmy na stawek i załapaliśmy się na występy tancerza z Warszawy, który tworzył muzykę własnym ciałem poprzez ruch, świecące buty i kabelki, którymi był oplątany. Całkiem ciekawe improwizacje, łączące, światło, muzykę i ruch, choć nieco za głośne jak na mój  gust i zbyt elektroniczne – pozostanę jednak przy klasycznej muzyce. W tym czasie na wyspie pośrodku stawku instalowali sie już tancerze i gdy się zciemniło – rozpoczeli piękny spektakl – teatr tańca, ruchu i ognia, na specjalnie przygotowanych w wodzie platformach. Przepiękne widowisko zakończył pokaz sztucznych ogni na parkingu przed Narodowym Centrum Piosenki. W sumie bardzo ciekawie i aktywnie spędzona niedziela – wykręciliśmy 106 km i zaliczyliśmy kilka imprez rozrywkowych w bliższej i dalszej okolicy.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 368 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie