2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-05-28 Zamek w Niemodlinie oraz rododendrony w Lipnie i w Mosznej

Zrobiło się wreszcie ciepełko, słoneczko świeci od rana i na zbórkę coraz więcej osób przyjeżdża. W tą niedzielę zebrała się nas dziewiątka, ale jak zwykle prezes tylko spisywał obecnych, a Czesiek P. chciał  się tylko  przywitać i pognał na swoją górkę, Sławek też już wcześniej na nią pojechał, podobnie jak Czesiek Pirat. A my w planie mieliśmy dziś zamek w Mosznej bo, coraz więcej  drzew i krzewów kwitnie do okoła, a że nadeszła pora na różaneczniki to chcieliśmy je zobaczyć. Trochę zmodyfikował nasze plany Kazimierz, który zachęcił nas do zwiedzania zamku w Niemodlinie, gdyż z okazji dni tego miasta odbywały się tam różne imprezy.

Po drodze zgarneliśmy jeszcze Jacka, Romka i przez Komprachcice pojechaiśmy na Szydłów. Po drodze pokazałam im domek gdzie spaceruje sobie paw, który przywitał nas gromkimi okrzykami - ale ogona pokazać nie chciał/ja widziałam go wczoraj, stad fotki mam/. Na leśnym parkingu zrobiliśmy krótką przerwę, ale  mrówki nas przegoniły, zadzwoniliśmy tylko  na zamek by sobie zarezerwować wejście na 12-tą  i pojechaliśmy najpierw do Lipna, bo czasu mieliśmy sporo - zobaczyć kwitnące rododendrony i azalie. Zrobiliśmy parę zdjęć i pojechaliśmy na zamek. Po krótkich targach co do ceny biletów - kto emeryt,  a kto nie zebrała się większa grupa i razem z przewodnikiem udaliśmy się na zwiedzanie. Za wiele to tam do oglądania nie ma, pałac jest wciąż w remoncie - obejrzeliśmy w jednej sali narzedzia kata służące do wydobywania prawdy lub duszy z nieszczęśnika, wobec którego były używane. Przewodnik w skrócie opowiedział nam historię zamku, oprowadził po pierwszym piętrze, pokazując dwa ładne sufity jeden malowany, drugi z dębowymi kasetonami, oraz zamalowane i częściowo tylko odkryte freski. Dużą atrakcją jest znaleziona podczas remontu replika bursztynowej komnaty wykonana z jakiejś masy żywicznej i zrekonstruowana w jednej z sal. Zaprowadził nas na wewnętrzny podwórzec, a potem do kaplicy i  piwnic, które są chyba w najlepszym stanie, wkrótce planują tam otworzyć winiarnię- wróciły już nawet ogromne beczki. Przed zamkiem stały różne kramiki z jadłem i sztuką ludową i każdy poszedł zobaczyć co tam go interesowało. Bruno nawiązał kontakt z artystką ludową- bo sam kiedyś rzeźbił, Romek wdał się w dyskusję z poszukiwaczami skarbów spod Wałbrzycha, którzy ciekawie opowiadali o swojej pasji iii rozczarowali nas co do złotego pociągu, którego ponoć nie ma i nigdy nie było. Po zwiedzaniu udaliśmy się do naszej ulubionej kawiarenki na lody i ciastka, a potem tradycyjnie doszło do rozpadu grupy.  Kazik, Helena, Maciej i Herbert wrócili do Opola, a ja z Jackiem, Romkiem, Tadziem i Brunem pojechaliśmy przez Tułowice, Przechód, Rzymkowice,Pogórze do Łącznika. Tu zrobiliśmy przerwę obiadową bo Jacusia juz mocno ssało  w żołądku. Ja marzyłam tylko o miejscu do drzemki, Pan Tadeusz też, ale była tylko trampolina w ogródku dla dzieci i trochę nam było głupio im przeszkadzać. Knajpka, ktora kiedyś była zwykłą wiejską mordownią, zmieniła nie tylko nazwę na "Spoko loko" ale i wystrój- całkiem przyjemny i jedzenie też. Chłopaki dostali ogromne porcje polędwiczek drobiowych za 15 zł. i nie mogli ich zjeść, Tadziowi pomógł Romek, a ja Brunkowi podjadałam smażone kartoflane kuleczki. Po obiedzie to nam się spać zachciało, ale że nie było gdzie to pojechaliśmy do Mosznej tyłami przez Ogiernicze  poleżeć pod drzewkiem na zielonej trawce. Jacuś pobiegł po pieczątki, które zbiera na jakiś tam rajd Kozła i po krótkiej sjeście ruszyliśmy przebijając się przez  tłum - na oglądanie parku. Ciężko było nawet zrobić zdjęcie, bo najciekawsze miejsca były mocno oblegane. Za cmentarzem  znaleźliśmy niebieski szlak i pojechaliśmy na Racławiczki, potem Strzeleczki i piękną leśną drogą aż do Przysieczy odwiedzając po drodze miejsce odpoczynku z tablicami myśliwych, wśród których znaleźliśmy Brunkowego wuja. Z Przysieczy przez Prószków i Domecko dojechaliśmy do Opola już po 20-tej robiąc okolo 113 km.

Ostatnio zmieniany piątek, 02 czerwiec 2017 23:24

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 367 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie