2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-06-11 Kwitnący tulipanowiec - wycieczka do Głogówka

W niedzielny poranek pięknie słonko świeciło, więc na zbiórce stawiło się sporo osób, pojawili się nawet nowicjusze – Leszek i Robert i Czesiek R., ktorego już dawnooo nie było. Ja zachęciłam  rajdersów by pojechać do Głogówka i zobaczyć jak kwitnie tulipanowiec kalifornijski- ogromne drzewo o pięknych zielonych kwiatach. Jacuś wpadł w ostatniej chwili na zbiórkę by zrobić grupową fotkę i w 11-tkę ruszyliśmy przez wyspę Bolko, Chmielowice, Domecko, Prószków. Po drodze wstąpiliśmy nad staw w Nowej Kuźni zobaczyć czy już zrobili pomosty.

Okazało się, że nie zrobili, ale za to  Pan Tadeusz posiał tam gdzieś swoje okulary i wracał po nie spod Prószkowa, a Brunek pojechał za nim by się  nie zgubił w lesie, do którego właśnie skręciliśmy. Na pierwszej krzyżówce zostawiliśmy im strzałki z patyków by wiedzieli gdzie skrecić i dojechali do nas po chwili gdy zatrzymaliśmy się przy myśliwskiej wiacie. Po konsumpcji drugiego śniadanka pojechaliśmy leśną drogą nr 31, która potem przeszła w 30-tkę i wypadliśmy w Strzeleczkach. Tu Kazimierz i Czesiek R.  pojechali w lewo w stronę Krapkowic i domu, a reszta w prawo na Racławiczki do   Kujaw. Zatrzymaliśmy się koło Lewiatana na krótką przerwę i by kupić co tam komu brakowało. Potem skręciliśmy na drogę do Głogówka i przez Zawadę, Błżejowice dojechaliśmy do Mochowa, gdzie znajduje się piękny kościół i klasztor Paulinów. Jak wieść niesie w czasie wojen szwedzkich przechowywany był tam przez jakiś czas cudowny obraz z Jasnej Góry. Obejrzeliśmy kościół przez zamkniętą kratę, porobiliśmy fotki i pojechaliśmy dalej na miejski  cmentarz zobaczyć starą wieżę ciśnień i kościółek na górce- ciekawy przykład budowli szachulcowej. Dalej nasza trasa wiodła przez zamkowy park, aż do tulipanowca- ale Maciej źle skręcił i wylądował na zupie w miejskim barze- widać głód był silniejszy niż wrażenia wzrokowe. My obejrzeliśmy po drodze stawek, w którym Jacuś wykąpać się mimo upału nie chciał -chyba woda była zbyt zielona. Potem pokazałam im pomnik z gwiazdą- pamiąkę po wyzwolicielach Głogówka  i w końcu dotarliśmy do tulipanowca. To piękne okazałe drzewo jedno z kilku  w okolicach Opola, ale tu gałęzie i kwiaty znajdują się dość nisko, więc można je dokłanie zobaczyć i sfotografować. Obejrzeliśmy zamek, mocno naruszony zębem czasu, a Pan Tadeusz uraczył nas kilkoma  ciekawostkami z historii jego remontu, w którym też ma swój udział. Następnie bramą miejską wjechaliśmy do centrum spotykając w  barze po drodze Macieja, do którego dołączyła Helena i Bruno na kawę, a reszta pojechała zwiedzać replikę grobu Pańskiego, a dalej - kaplicę loretańską w pobliskim kościele. Obie budowle powstały w XVII w. z inicjatywy Oppensdorfów owczesnych właścicieli głogówieckiego zamku, który w swoich murach przyjmował znamienitych gości – m.innymi Bethovena, a wcześniej Jana Kazimierza z małżonką - podczas wojen szwedzkich pełnił, więc przez 2 m-ce rolę stolicy Polski. Po zwiedzaniu wróciliśmy do baru i tu towarzystwo na dobre się rozsiadło, pojadło i rozdyskutowało, także trudno ich było pozbierać do dalszej jazdy. Ale jakoś mi się udało i w końcu  ruszyliśmy drogą na Żużelę przez Rozkochów - tu rozjechaliśmy się bo Bruno zagorzały pasjonat Annabergu koniecznie chciał tam pojechać i zabrał ze sobą Macieja, Tadzia i Roberta. Ruszyli drogą na Walce, chcieli się promem przeprawić do Mechnicy i  wjeżdżać na górę od strony Zdzieszowic. W  trakcie dyskusji nad mapą uciekł nam Bercik z Leszkiem, a my z Heleną i Jackiem pojechaliśmy za nimi doganiając ich po drodze i przez Żywocice dotarliśmy do Krapkowic najpierw na lody, a potem wpadliśmy jeszcze na festyn, gdzie głodny Jacuś wciągnął jeszcze szaszłyka. Potem ominęliśmy wielkie korki w Otmęcie i pokazałam im nową drogę przez Odrowąż i tak przejeżdżając pod autostradą i dotarliśmy do Malni. Potem   Jacuś zafascynował się poszukiwaniem niebieskiego nadodrzańskiego szlaku i ja na swoje nieszczeście oddałam mu prowadzenie. No i tak jak się można było spodziewać wylądowaliśmy w piachu, błocie, kukurydzy i na koniec utkneliśmy w szczerym polu i musieliśmy przejechać śladem traktora aż  do drogi przy taśmociągu. Wylądowaliśmy najpierw w Kątach Opolskich potem dalej błąkaliśmy się polnymi drogami aż do  Metalchemu. Ale Jacusiowi nadal było mało przygód i dalej wlókł nas po wertepach lepszych i gorszych, aż do  kamionki Bolko i tu się rozstaliśmy – ja już pragnęłam usilnie cywilizacji, więc asfalcikiem powolutku dotarłam do domu robiąć w tym dniu 110 km.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 547 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie