2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-10-15 Niedzielna wycieczka na "Boże Oko"

W ten weekend zawitała do nas wreszcie "Złota Polska Jesień", więc postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda w rezerwacie w pobliżu góry św. Anny. Na zbiórce stawiło się dziesięciu rajdersów i chociaż 13-ty był w piątek i żadnego czarnego kota nie spotkalismy to pech tej niedzieli jakby się w naszej grupie skumulował. Pierwszy odjechał na kolarce Czesiek P. ale z własnej i nie przymuszonej woli, zgodnie ze swoim zwyczajem pognał asfaltem na Anaberg, by się z nami na krótko znowu spotkać w Czarnocinie.

Już na zbiórce Sławek coś tam majstrował przy hamulcach i niestety odpadł pierwszy już w okolicach Królewskiej Wsi, bo awaria nie pozwalała na jazdę w tak długą trasę. Pojechaliśmy dalej przez Malinę podziwiając pomysłowość opolskich kolejarzy- czyli jak uczynić przejazd bezpiecznym- czytaj nieprzjezdnym. Wykopali wielki rów przed i za torami na środek rzucili parę betonowych płyt, skutecznie blokując  szlak, widać oni na rowerach nie jeżdżą to im nie potrzebny. Pierwszy postój tradycyjnie odbywa się w lesie przy "Denkmalu" – tu pech dopadł Bercika, któremu zepsuła się przerzutka i pomaszerował z rowerkiem w stronę domu. Dobrze, że miał blisko bo to jego strony, wiec chyba długo nie wędrował. Potem okazało się, że ja zapomniałam kasku na ławce, Jacuś go zabrał, ale domagał się cały dzień wykupu/ w odwecie za moje zeszłoroczne dowcipy, gdy on przez pomyłkę schował lampki do mojej sakwy/. Pomysły miał różne – moczenie nóg w zimnej wodzie w Kamieniu Śl., mycie rowerów po błotnistej trasie przez las, ale nie wzbudziły mojego zachwytu i poki co sprawa wykupu jest otwarta. Nóżki wymoczył w towarzystwie Pana Tadeusza, obfotografowany przez Kazia. Z Kamienia pojechaliśmy błotnistą drogą koło lotniska, a po wyjeździe na asfalt Marek zawrócił w stronę Opola bo czas mu sie już kończył, my pojechaliśmy dalej przez Sprzecice, Ligotę Dolną, Wysoką do Kadłubca. Ominęliśmy wielką górę i bokiem przez Dolną przeprawiliśmy się nad autostradą i pięknym zjazdem w cudnych jesiennych okolicznościach przyrody dotarliśmy do rezerwatu "Boże Oko". Tu Kaziu jak co roku wdrapał się na "naszą jabłonkę" by strząsnąć to co tam jeszcze na gałęziach dyndało. Niestety jabłek co roku jest mniej, minęły te czasy gdy w torbach nam się nie mieściły, teraz nawet po jednym nie dla wszystkich starczyło. Potem poszliśmy pod górkę do kapliczki patrząc, że huragany nie omineły również i tego miejsca, sporo połamanych drzew tam było. Ale lasy bukowe nadal tam są najpiękniejsze w naszym rejonie i o tej porze roku koniecznie trzeba odwiedzić ten śliczny zakątek. Gdy już obfociliśmy się w na tle naszych ulubionych krajobrazów, zjechaliśmy wąwozem do Lichyni, potem dalej do Leśnicy. Zatrzymaliśmy się na lody przy markecie, a potem polną drogą ruszyliśmy w stronę Żyrowej. Nie wszystkim się ta droga podobała, więc gdy wypadliśmy na asfalt Kaziu z Januszkiem postanowali nim pojechać i spotkać się z nami w Żyrowej. Tak się jednak nie stało bo wypadli w okolicach Krępnej i pojechali na Gogolin. A my pokazaliśmy Maciejowi pałac, wiekowego dęba i kapliczkę   i postanowiliśmy wg jego mapy jechać dalej szlakami rowerowymi najpierw na Oleszkę a potem na Górażdże.  Trochę zamieszania w trasie było, bo przewodników było trzech i każdy ciągnął w swoją stronę, mapa mało dokładna i zakręciliśmy się w Zakrzowie, ale miejscowi ludzie pomogli nam sie odnaleźć i obrać właściwy kierunek. Ale Maciej asfaltów i ruchliwych dróg nie lubi, więc pociągnął nas znowu w pola, lasy i błota. Nam się nie spieszyło bo pogoda piękna była, a czas dobry, więc za bardzo nie oponowaliśmy, tyle, że on sam 2-gi raz tędy jechał i znów tam gdzieś źle skręciliśmy i wylądowaliśmy na obrzeżach Gogolina. Dalej pojechaliśmy ku mojej uciesze asfalcikiem do Górażdży zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z Fredem i Barnejem na ich coraz bardziej zdezelowanym pojeździe póki jeszcze stoi. W Przyworach Jacuś pojechał wałami, potem w stronę wyspy Bolko pojechał Maciej, następnie Tadziu, a ja sama dotarłam przez Groszowice do Opola około 17.30   a na liczniku 95 km było.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 534 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie