2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2018-04-15 Wiosna cieplejszy wieje wiatr...

Dlatego coraz więcej rajdersów wychodzi ze swoich zimowych norek i postanowiliśmy to uczcić jak co roku wspólnym ogniskiem. Długo zastanawialiśmy się dokąd pojechać, bo coraz trudniej znaleźć ustronne miejsce gdzie można to zrobić. Kolejarze rozkopują przejazdy,  by utrudnić wjazd do lasu, leśnicy stawiają tablice zakazu palenia ognisk, albo wymagają podań, pozwoleń i pieczęci, że się każdemu w końcu odechciewa. Jakoś sobie z tym poradziliśmy i  podczas zimowych wycieczek znaleźliśmy fajne miejsce między Masowem i Biadaczem nad jazem na Małej Panwi - tam postanowiliśmy powitać wiosnę. Na zbiórkę koło  Mickiewicza przyjechała rekordowa liczba członków i sympatyków naszego klubu, a jeszcze innych zbieraliśmy po drodze, w sumie było nas 27 osób.

Ruszyliśmy w kierunku dworca wschodniego, dalej rowerówką /przerażająca jest ilość robitych butelek na ścieżkach rowerowych jakby ktoś nie lubił rowerzystówi czychał na nasze dętki/ dalej koło kamionki Silesja do Kępy. Tu namówiłam Kazimierza by skręcił "prosto w prawo" bo jazda główną drogą w tak dużej grupie jest średnio przyjemna, a koło "Żwirka" jest w miarę spokojnie. W Luboszycach skręciliśmy na Kolanowice i  znów bocznymi drogami staraliśmy się dotrzeć  na wybrane miejsce, co wcale proste nie jest, bo polne drogi, które tam prowadzą są bardzo piaszczyste, a właściciele "poziomek" bardzo tego nie lubią, bo grzęzną. Ja chciałam poprowadzić dalej asfaltem trochę okrężną drogą przez Łubniany, ale nowy prezes Kazimierz stwierdził, że dość niańczenia, trzeba trochę powalczyć, by tę formę w końcu złapać, to poprowadziłam ich  leśną drogą  na skróty do  Masowa. Noo i powalczyliśmy... piachy były niezłe, niektórzy troszkę musieli swoje rumaki poprowadzić, a peleton rozciągnął się dość mocno. Za to w Masowie czekała nas nagroda, bo jesienią naprawili dziurawą drogę do Biadacza i było z górki, z wiatrem i gładziutkim asfaltem – sama przyjemność. Na początku Biadacza znów skręciliśmy w pola i całkiem niezłą drogą dotarliśmy na miejsce biwakowania, gdzie czekali już Bruno ze swoją Lady, Marek i Grzesiek, którzy dojechali tam na skróty asfalcikami główną drogą, bo piachów nie lubią. Jak się okazało nie tylko nam się to miejsce podobało, była tam już spora grupka, która zorganizowała sobie już wcześniej tam obozowisko. W "naszym" palenisku już grzał się kociołek, dzieci z rodzicami grały sobie w piłkę i mini krykieta i ... patrzyli niezbyt przyjaźnie na nieproszonych gości. Poszłam grzecznie się zapytać czy możemy się dołączyć noooo i zdania "gospodarzy" były podzielone, bo przerażała ich nasza liczebność, ale suma sumarum kijami nas nie pogonili. Przesuneli nawet trochę swój kociołek i mogliśmy sobie rozpalić małe ognisko w miejscu do tego przeznaczonym. Zrobili nam też miejsce przy stołach, których było ze cztery i jakoś tam wszyscy się pomieściliśmy. Każdy wyjął z toreb co tam przywiózł, wszyscy się częstowali, smażyli, a stary ustępujący Zarząd postanowił powitać nowy –  ruskim szmpanem, koleżanka Grażynka- uraczyła nas niemieckim, a druga Grażynka własnoręcznie upędzoną naleweczką z czarnego bzu. Po tych wszystkich specjałach podniosła się nie tylko temperatura powietrza i zrobiło się całkiem miło. Słońce mocno przygrzewało, czekolada się zaczeła topić i trzeba było szybko zjadać, ale to dla nas żaden kłopot. Sławek opowiedział kilka kawałów mniej lub bardziej znanych, Grzesiek G. raczył wszystkich opowieściami jak to dawniej na kopalni bywało- jakby sam tam pracował. Jacuś i Marek robili zdjęcia, by urozmaicić moją relację, no i cieszyliśmy się swoim towarzystwem, szczególnie osób, których dawno nie widzieliśmy. Koło czternastej Kazimierz odtrąbił wyjazd, który tradycyjnie  odbył się w podgrupach. Jedni zawrócili najkrótszą i najmniej piaszczystą drogą na Biadacz  do domu. Większość przebijała się piachami na Kolanowice, potem Sławek postanowił, że zostaje i się tu jeszcze pokręci ,Marek z Grześkiem pojechali  w prawo na Luboszyce, a reszta w lewo na Węgry, do Kotorza. Tu wciągnełam ich znowu bocznymi drogami do lasu/ by nie jezdzić w kółko tak samo/ bo myślałam, że chcą najkrótszą drogą jechać do domu. Ale skąd ... ich ciągneło do wodopoju w Niwkach- tam jest Mekka wszystkich opolskich rowerzystów. Po drodze   pokazałam im "Denkmal" ku pamięci zabitego tam przez kłusownika w 1849 roku Jegermeistra. Zrobiliśmy fotki i jechaliśmy dalej, gdy nagle usłyszałam krzyk z tyłu- w piachu leżał Staszek, któremu szyszka wpadła pod "zderzak" blokując koło. Uczynni koledzy pomogli mu się pozbierać, wykręcili połamany błotnik, powycierali z kurzu i ruszyliśmy dalej za Marzeną, która pognała przodem nie wiedząc nawet co sie stało
/chyba ją najbardziej suszyło, albo szybko złapała formę/. Po niedługim czasie dojechaliśmy do baru w Niwkach, gdzie okazało się, że napoje i owszem są - ale lodów nie ma, więc spragnieni zostali, a ci co chcieli się ochłodzić pojechali do pobliskiego sklepu. Przy  konsumpcji żartowaliśmy  sobie z Jacusia, który przyniósł sobie tron, a ja go podsiadłam, gdy wstałam, podsiadła mnie z kolei Grażyna, ale się ulitowała i wzięła Jacusia na kolanka. Wtedy przypomniło nam się jak tydzień temu ropucha niosła swojego faceta na pleckach i znów było wesoło tak, ze niektórym już się dalej jechać nie bardzo chciało. Ale czuwał Kazimierz, który zarządził odjazd, więc cóż pojechaliśmy lasem do Opola i jak w naszej ulubionej piosence o 10 murzynkach, kolejno na trasie odpadali ci, którym było dalej razem nie po drodze. Ja odpadłam przy zakładach drobiarskich- pojechałam sobie jeszcze na lody do Promyka i w domu byłam koło 17-tej, a na liczniku miałam tylko 48 km, inni zapewne trochę więcej bo dalej mieszkają.

Ostatnio zmieniany czwartek, 19 kwiecień 2018 20:55

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 670 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie