2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2018-04-22 Wycieczka na Górę św. Anny i Boże Oko.

Kwiecień nadal rozpieszcza nas letnią pogodą, toteż na zbiórce pojawia się nas coraz więcej chętnych do jazdy. Zgodnie z naszym zwyczajem razem z czasem letnim wróciliśmy do godziny 9 -tej jako pory odjazdu. W tą niedzielę było aż 14 osób zdecydowanych jechać na Annaberg, ale dwóch się wyłamało i pojechali zwiedzać zamek w Niemodlinie. Reszta udała się przez Królewską Wieś w stronę Maliny, gdzie czekał na nas Jacek S, a po drodze"zgubiliśmy" Sławka, więc stan się wyrównał. Mieliśmy jechać na Kamień Śl. przez rozkopany przejazd kolejowy, ale Roman pokazał nam lepszą trasę, przez ulicę Adama, bo na niej mieszka.

Ten skrót był całkiem fajny bo pozwolił nam ominąć kolejarskie wykopy. W Kamieniu Jacuś postanowił wymoczyć nóżki w lodowatej wodzie, a towarzyszył mu Pan Tadeusz i Marzena, pozostali  woleli tylko  oglądać ich spacerki i popisową grę w siatkówkę wodną. Po kąpielach pojechaliśmy dalej koło lotniska, przez lasek, pola do Ligoty Dolnej. Tu nastąpił podział grupy, jedni chcieli potrenować przed wyjazdem w Jesenniki i wspinać się na górę św. Anny po leśnych kamienistych  ścieżkach. Inni woleli asfalcik i i kwitnącą aleję czereśniową, postanowiliśmy, że spotkamy się w rezerwacie "Boże Oko". Dalej pojechaliśmy przez Wysoką, Kadłubiec, Dolną, gdzie Bercik poprowadził nas na skróty piękną drogą polami, górkami do Czarnocina. Po drodze Roman łapał wiatr w żagle jadąc bez trzymanki na swojej poziomce, a trzeba przyznać, że rozpiętość "skrzydeł" ma imponującą. Bercik dla odmiany miał  niemiłą przygodę z łańcuchem, ale wspólnie z Jackiem jakoś sobie poradzili i bez przeszkód dotarliśmy do rezerwatu. Zostawiliśmy rowery na dole i poszliśmy zobaczyć jakie spustoszenia poczyniła jesienna wichura.  Jak się okazało z kaplicy została tylko sterta desek, a drzewo,które się na nią przewróciło, wgniotło nawet betonową podłogę. Gdy zeszliśmy na dół dojechali do nas zdobywcy Annabergu, którzy po drodze spotkali braci Kochanków – Bruna i Jerzyka. Oni odradzili im jazdę czerwonym szlakiem na Boże Oko iiii  dzięki temu ich trasa wydłużyła się o kilkanaście kilometrów. Pośmialiśmy się z nich trochę, zjedliśmy trzecie  śniadanie i pojechaliśmy dalej moją ulubioną trasą widokową, przez górki i wąwozy do Lichyni, a potem dalej do Leśnicy. Tu znaleźliśmy otwarty sklepik, bo niektórym już wody brakowało, a rosnący upał zachęcił nas do konsumpcji lodów. Dalej pojechaliśmy znów skrótem przez pola i lasy do Żyrowej, tylko Bercik wybrał asfalcik przez Zdzieszowice. W Żyrowej poprowadziłam grupę piękną kasztanową aleją, która niestety skończyła się szlabanem i musieliśmy przenosić rowery górą. Ale co to za problem dla naszych "Supermenów"- rowery fruuwały niemal w powietrzu i nikt nawet na mnie nie psioczył, a cała sytuacja wzbudziła wiele radości   podobnie jak fakt, że na drodze za Jasionną spotkaliśmy Bercika. On też gdzieś tam pobłądził jakimś skrótem  i tym sposobem znów jechaliśmy razem, aż do pałacu w Zakrzowie. Potem przeskoczyliśmy przez krajówkę i dalej"skrótem Macieja" lasami i polami przez paskudne piachy dotarliśmy na obrzeża Gogolina. Dalej trasa wiodła  do Górażdży, gdzie odwiedziliśmy "Flinstonów" i zrobiliśmy sobie kilka fotek na ich coraz bardziej zdezelowanym przez czas pojeździe. Bercik chyba poczuł już niedzielny objad bo się nawet nie zatrzymał i już go nie dogoniliśmy. Po sesji zdjęciowej pojechaliśmy przez Chorulę do Kątów Op.  gubiąc po drodze Janusza i Jacka, którzy dogonili nas w Przyworach, ale na krótko bo tu znów się podzieliliśmy – część pojechała wałami, a reszta asfalcikiem do Opola przez Groszowice. Gdy dotarłam do domu była już godzina 17 – ta, a na liczniku 97 km.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 559 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie