2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2018-04-29 Wyprawa po czosnek niedźwiedzi do parku w Kopicach.

Dziś na zbiórce same niespodzianki, słoneczna pogoda sprawiła, że przyjechali daaaawno nie widziani rajdersi – Adam, Ela, Krysia, w sumie zebrało nas się 15 osób, a po drodze dołączyła jeszcze Marzena. Mieliśmy w planach wycieczkę do pałacowego parku w Kopicach, ponieważ już rok temu odkryłam tam kilka ciekawych miejsc i budowli, które chciałam innym pokazać. Poza tym nie mogłam zapomnieć zapachu niedźwiedziego czosnku, który unosił się po całym parku i chciałam tego jeszcze raz doświadczyć.

Pojechaliśmy przez wyspę Bolko, Chmielowice, Komprachcice, Szydłów. Peleton rozciąnął się dość mocno ponieważ było nas dużo, a niektórzy po raz pierwszy po zimie wyrwali się na przejażdżkę, toteż różnice kondycyjne były spore. Pierwszy przystanek był na leśnym parkingu pod Szydłowem. Grażyna częstowała nas słodyczami- a właściwie to Jacuś w jej imieniu. Sławek opowiadał dowcipy, trochę się pośmialiśmy sami z siebie, pogadaliśmy i pojechaliśmy przez Tułowice Małe do parku dendrologicznego w Lipnie pod Niemodlinem. Tu podziwialiśmy kwitnące już tak szybko w tym roku rododendrony. Zrobiliśmy sobie małą sesję zdjęciową wśród nich, a ci co zgłodnieli coś nie coś przekąsili. I tu nastąpił podział grupy, tegoroczni "nowicjusze" postanowili zawrócić do Opola, a jak zykle bywa w takich sytuacjach dołączają się jeszcze tacy, którym się spieszy- w sumie 6 osób odjechało. A resztę poprowadziłam przez Jaczowice w stronę Kopic. Po drodze jeden z naszych miał przykry wypadek, zjeżdżając z wzniesienia "złapał pobocze" iiii miał bliskie spotkanie z asfaltem...co nie było zbyt przyjemne bo poobdzierał się paskudnie na rękach i nogę też. Pomogliśmy mu się trochę doprowadzić do ładu, obmyć i zdezynfekować, ale to twardy zawodnik, po chwili jechał dalej. Przed Kopicami obejrzeliśmy jak meandruje tam Nysa Kłodzka, w sklepie kupiliśmy lody i pojechaliśmy je zjeść do parku, bo pod sklepem nie ma cienia, a słońce paliło okrutnie. W parku unosił się już czosnkowy zapach i pięknie wyglądały kwitnące na biało baldachimy tej rośliny. Park jest stary i zaniedbany, ale dzięki temu zachował swój dziewiczy charakter i trzeba się trochę natrudzić by znaleźć ukryte tam zrujnowane już dość znacznie budowle.

Zabudowania pierwszego pałacu w tym miejscu powstały w XIV w., w tym samym czasie też rozpoczęto tworzenie parku. Fundamentem pałacu, który swoją świetność przeżywał w XIX i XX w., był pałac należący do rodziny von Francken-Sierstorpff. Kolejnymi właścicielami była rodzina von Schaffgotsch, która przebudowała i rozbudowała obiekt oraz otaczający go park. Powstały wtedy stawy, malownicze kanały, alejki oraz liczne obiekty małej architektury. Sprowadzono również z całej Europy liczne gatunki roślin obcego pochodzenia.
Najpierw pokazałam im Pruską Kolumnę Zwycięstwa z tablicami, na których można było odczytać jeszcze nazwiska- zwaną przez miejscowych – Aniołem/ kiedyś posąg Nike stał na jej szczycie/. Tam Kazimierz podzielił czekoladę podarowaną nam na odchodne przez Grażynę. Potem pojechaliśmy zobaczyć "Mysią wieżę"- czyli sztuczne ruiny i grotę św. Brygidy, znajdującą się tuż pod nią. Gdy ja ustawiałam wszystkich do zdjęć, Kazimierz znalazł schody i wdrapał się na wieżę, a my mu tego z Januszkiem pozadrościliśmy i wdrapaliśmy się też, by pooglądać świat z góry zgodnie z przeznaczeniem- bo była to kiedyś wieża widokowa. Gdy znów wsiedliśmy na rowery to poprowadziłam ich pięknymi alejkami wśród starych drzew do dawnego Mauzoleum w środku parku. Niełatwo je znaleźć, bo jest mało widoczne wśród zieleni i trafiłam na nie kiedyś przypadkiem szwendając się z Jackiem S. po parku. Obecnie jest dość mocno zrujnowane, tak jak i schody, które do niego prowadzą. Ale widać jeszcze przez dziurę w podłodze – podziemną kryptę. W tym miejscu rośnie najwięcej niedźwiedziego czosnku popularnej obecnie przyprawy o wielu zdrowotnych ponoć właściwościach, mocnym zapachu i pięknym wyglądzie. Po krótkiej przerwie pojechaliśmy dalej alejkami wzdłuż kanałów oglądając po drodze kapliczkę, ruiny lodowni, altany, aż dotarliśmy do jeziora i pałacu, który z tej strony większość oglądała po raz pierwszy. Wyjechaliśmy z parku w stronę kościoła, który był otwarty bo przygotowywano się do koncertu na rzecz odnowy obecnego Mauzoleum, znajdującego się przy kościele. Zwiedziliśmy oba obiekty i udaliśmy się w drogę powrotną przez Tłustoręby do miejscowości Rogi, gdzie obejrzeliśmy kolejny pałacyk w całkiem niezłym stanie,w którym obecnie znajduje się szkoła. Z Rogów przez Roszkowice i Piotrową zjechaliśmy do Niemodlina, gdzie w naszej ulubionej cukierni Prezes Kazimierz – tak jak obiecał postawił ciastka wszystkim, którzy byli wytrwali i tam dojechali. Pierwszej grupie obiecał to Jacek, ale czy dotrzymał słowa nie wiem, bo jadłam bajaderki Kazimierza, które są już w naszym klubie legendarne z racji swej szałowej ceny- 50 gr. za sztukę. To naprawdę sztuka znaleźć tak tanie ciastka w cukierni- polecam są tylko w Niemodlinie. Po konsumpcji ruszyliśmy przez Sosnówkę, Prądy, Wawelno, do Chróścińskiego tym razem parku. Jacka nie było, to nikt nie chciał nóg moczyć w stawie, więc pojechaliśmy dalej drogą przy torach, aż do Opola. W tym miejscu zaczęliśmy się rozjeżdżać, każdy w stronę domu, pierwsi pożegnali nas na Damboniowie – państwo Galusowie, potem zniknął Romano, a Kazimierz wciągnął nas w "wykopki" na ul. Niemodlińskiej bo chciał zobaczyć postępy prac drogowych, a sam się ulotnił bokiem przez most na kanale i ul. Spychalskiego. A my z Januszkiem i Heleną kręciliśmy się między barierkami i testowaliśmy nowy przejazd pod mostem z jednej strony na drugą w okolicach pl. Kazimierza. Było całkiem nieźle, gdyby ścieżka rowerowa nie urwała się nagle koło wału, a my musieliśmy się przepychać wąskim chodnikiem między ekranem, a kamienicą. Potem już bez przeszkód dotarliśmy na Rondo i dalej udaliśmy się w stronę domów mając na liczniku ok. 100 km.

 

 

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 572 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie