2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2018-06-17 IX Rajd Szlakiem Rud Żelaza

W rajdach rowerowo-pieszych organizowanych przez Brynicką społeczność bierzemy udział już od kilku lat, chyba nawet od początku. W tym roku zmieniono nieco ich formułę - chyba specjalnie dla nas wydłużono trasę rowerową i były dwie do wyboru. Pierwsza grupa wyruszała o 10- tej i miała do przejechania ok. 55 km, a druga grupa o 14-tej – 30 km. Większość rajdersów wybrała pierwszą grupę, na drugą, pojechał Marek z Elą.

Spotkaliśmy się na placu Mickiewicza o 8.30 w szóstkę - Sławek, Bercik, Maciej, Leszek, Adam i ja, a Marzena z Józkiem dojechali sami trochę później na boisko w Brynicy. Baliśmy się, że nie zdążymy, a byliśmy w sumie pół godziny przed czasem. Od organizatorów dostaliśmy wodę i soki na drogę oraz numery startowe, z czym związana była pewna zabawna historia. Ja wybrałam sobie szczęśliwą siódemkę, ale Sławek nie chciał być "wielki trzynasty", więc się z nim zamieniłam, nooo i jak się później okazało raz otrzymanego szczęścia nie należy oddawać. Zaraz po wyjeździe zgubiłam swoją trzynastkę, potem odblask, ale na szczęście koledzy czuwali i pozbierali. Przed wyjazdem p. Krystian Czech zrobił krótką odprawę i omówił trasę, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i w sile 17-tu ruszyliśmy. Droga wiodła lasami do Jełowej i razem ze Sławkiem pomogliśmy przewodniczkom tam trafić. Pierwszy postój był przewidziany w restauracji "Bartosz" i kto chciał to coś tam sobie zjadł i wypił, bo na obiad było jeszcze za wcześnie. Z Jełowej postanowiliśmy, że pojedziemy do Budkowic asfaltem, bo w niedzielę o tej porze ruch jest niewielki. Dotarliśmy tam w niecała godzinkę, a na ryneczku czekał już na nas p. Molek miejscowy pasjonat historii, który zaprosił nas na zwiedzanie "Farskiej stodoły", jednej z niewielu zachowanych w tak dobrym stanie, właśnie dzięki staraniom p. Molka i okolicznych mieszkańców. Ich ambicją jest stworzenie nie izby pamięci, ale małego muzeum, stąd nie wiele tam przedmiotów, a dużo dokumentów. Po wysłuchaniu kilku ciekawych historii związanych z Budkowicami i nie tylko, p. Molek poprowadził nas leśną drogą na skróty do Bukowej na mały ewangelicki cmentarz, gdzie pochowany jest inżynier Voss - bardzo zasłużony człowiek dla rozwoju przemysłu metalurgicznego w naszym regionie. Obejrzeliśmy też zabytkową stację kolejową i wróciliśmy asfalcikiem do Budkowic, gdzie rozstaliśmy się z naszym historykiem-przewodnikiem. Z Budkowic pojechaliśmy do Zagwiździa zobaczyć odnowiony kościół i 100- letni parafialny ogród botaniczny. Tam obejrzeliśmy to, co jeszcze tam kwitło, nabraliśmy mocy w bukowym czakramie i podziwialiśmy poletko różnych okazów ziół, a Adam sprawdził organoleptycznie jak gorzki jest piołun. Po wyjściu z ogrodu pożegnali się z nami Maciej, Adam, Bercik i pojechali do domu, a my jakimś skrótem za ogrodem, koło zagwiźdzańskiej młotowni, lasem i polami dotarliśmy do Murowa. Tam pod Urzędem Gminy poczekaliśmy chwilę na drugą grupę rowerową, która dojechała tam przez Grabczok, Krzywą Górę, Okoły i Czarną Wodę. Ich było znacznie więcej, bo ponad 50 osób, w różnym wieku, a nasz podziw wzbudziły całkiem małe dzieciaki, które pokonały te 30 km w całkiem niezłej kondycji. Z Murowa całą bandą dojechaliśmy do Grabczoka asfaltem, a potem znowu lasem, aż na boisko w Brynicy, czyli na metę rajdu. Tu wygłodniali rzuciliśmy się na ciasto, a gdy się już zasłodziliśmy to podali dopiero chleb ze smalcem i grilowane kiełbaski - ale wtedy już na nie nikt miejsca w żołądku nie miał. Gdy już się wszyscy najedli organizatorzy rozpoczęli konkurs wiedzy o gminie i okolicy losując nasze numery startowe, a wszystkich uczestników w grupach rowerowo, pieszych i biegowych było aż 199. I tu po raz drugi okazało się, że szczęśliwych numerów się nie oddaje, bo moja zamieniona 13-tka przyniosła mi bidon, a Sławkowa siódemka – plecak. Aleee nie ma co marudzić bo jakby nie było wylosowano oba numery, więc 13-tka tak do końca pechowa nie jest. A tak w ogóle to rajdersi mieli dużo szczęścia, bo Marzenie dostała się paletka do badmintona, a wywołano też Macieja, tyle, że już go nie było. Po tym konkursie występowały zespoły artystyczne Silesia i Zaginione Archiwum, a w międzyczasie odbywał się mecz piłkarski i konkurs rzutu rudą. My raczej mamy mocne nogi, a nie ręce, więc się do rzucania nie palimy /co najwyżej beretem/ bo nie chcemy robić konkurencji miejscowym osiłkom, zresztą i tak z nimi wielkich szans nie mamy czego nie omieszkaliśmy sprawdzić we wcześniejszych latach. Zbliżała się już 18-ta i czas jednym się kończył, podczas gdy inni się dopiero rozkręcali. Marek, Elka, Leszek i ja pojechaliśmy do domu, a Józek, Marzena, Sławek jeszcze zostali. W domu byłam koło 19-tej, a na liczniku miałam 95 km.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 215 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie