4-6.10.2013 Powitanie jesieni w Pawełkach

W dniach 4-6.10.2013 r. klub Catena z Bytomia zorganizował jesienny rajd rowerowy z bazą w Pawełkach w okolicach Lublińca. Kilka osób z Rajdera postanowiło wziąć udział w tej imprezie. Marek z Januszem wyruszyli w piątek już koło południa (trasą ok. 94 km przez Ozimek, Zawadzkie i Krupski Młyn), a ja z Tadeuszem około 14- tej, mimo wiatru w oczy jechaliśmy w stronę Ozimka, nową ścieżką rowerową, gdzie dołączyli do nas Jacek z Grażyną.

 

Pojechaliśmy drogą na Zawadzkie, odbiliśmy na Myślinę i spokojną drogą przez jesienny las dotarliśmy na leśne kąpielisko. Po krótkim odpoczynku, posiliwszy się nieco ruszyliśmy w dalszą drogę przez Dobrodzień na Ciasną. Droga była pusta, asfalt o dziwo mało dziurawy, więc pędziliśmy dość szybko. A Jacuś z Grażyną jak zwykle wyrwali się do przodu, nie mogliśmy się ich dowołać, a coś nam nie pasowało, no i oczywiście zajechaliśmy za daleko i musieliśmy się wracać. Nie obyło się oczywiście bez drobnych nieporozumień, booo Jacuś wyciągnął swoje cudowne Endo-błondo i próbował wytyczyć jedynie słuszny kierunek. Ale Endo pokazywało raz w prawo, raz w lewo, gubiło sygnał, wiec wolałam się dopytać w sklepie. Po zasięgnięciu języka u miejscowych bez większych problemów dotarliśmy do schroniska po blisko 70 km trasy – na całe szczęście, bo zaczęło się już zciemniać. Schronisko PTSM w Pawełkach mieści się w centrum wsi w dużym i całkiem komfortowo urządzonym budynku, niedawno gruntownie wyremontowanym. Pokoje są tam 2, 3, 4 osobowe, a my dostaliśmy 6-tke, bo tyle nas było z Rajdera. Janusz i Marek byli już ma miejscu od kwadransa, pomogli nam się rozlokować w pokoju, który nam przydzielono. Schowaliśmy rowery do stodoły, szybki prysznic, kolacja, bo o 20-tej odbyło się spotkanie organizacyjne w celu omówienia trasy rajdu. Imprezę organizował klub z Bytomia, ale byli też ludzie z Katowic, Pyskowic i Bielska Białej, którzy wyjechali dużo wcześniej niż my, zwiedzając po drodze Koszęcin. Niektórzy przyjechali pociągiem, inni samochodami, bo kto nie chciał jechać na sobotnią trasę rowerową, mógł wybrać grzybobranie. W sumie było 45 uczestników. Po tej wstępnej operatywce odbyły się zajęcia w podgrupach, my wybraliśmy partię remika. Graliśmy tak mniej więcej do 11-nastej, gdy pan Tadeusz doszedł do tysiąca, a ja ograłam ich wszystkich razem wziętych i mogliśmy spokojnie pójść spać. Jacusiowi jednak było jeszcze mało atrakcji, więc tłukł się jeszcze chwilę z Grażyną w ping-ponga, ciesząc przy tym dość hałaśliwie, aż ich było słychać w pokoju na piętrze. Na szczęście nie trwało to długo, bo nastała cisza nocna.

 

 

W sobotę rano wyruszyliśmy dopiero o 10-tej, bo było dość mroźno – temperatura około zera, ale pogodnie. Pojechaliśmy najpierw do Ciasnej, obejrzeć pałac, w którym kiedyś był Dom Dziecka, a teraz stoi pusty i czeka na nowego właściciela. Na przełomie XIX i XX w. majątek zakupili Kitzingowie, którzy na początku dwudziestego stulecia w miejscu wcześniejszej budowli wznieśli istniejący do dziś pałac. W latach trzydziestych XX w. pałac został upaństwowiony...

Podczas zwiedzania okazało się, że Jacuś dojeżdżając do parku zerwał łańcuch (jakby kto nie wiedział – to właśnie Catenę – stąd nazwa bytomskiego klubu) integrując podczas naprawy najbardziej bystrą w tych sprawach część ekipy z Opola i Górnego Śląska. Po szybkim usunięciu usterki ruszyliśmy do wsi Gwoździany, gdzie obejrzeliśmy drewniany kościółek przeniesiony tam spod Olesna w latach 70-tych. Niestety w tamtych czasach nie staranno się zbytnio, by zachować oryginalny wygląd zabytków. Więc kościółek gruntownie wyremontowano i wewnątrz nadano mu prosty modrzewiowy wystrój (panele), co niestety nie wpłynęło dodatnio na ogólny charakter budowli. Zachował się jednak specyficzny dla drewnianych budowli zapach drewna i środków konserwujących oraz kadzideł. Kościół pw. Narodzenia NMP w Gwoździanach wzniesiony w 1576 r. w Kościeliskach k. Olesna (w pierwotnej lokalizacji pod wezwaniem Nawiedzenia NMP), przeniesiony do Gwoździan w latach 1976-1978. Świątynia została usytuowana na sztucznym wzniesieniu - ok. 2 m, konstrukcji zrębowej z wieżą konstrukcji słupowej. Prezbiterium zamknięte trójbocznie, przy nim zakrystia od zachodu. Nawa na rzucie prostokąta z wejściem bocznym od wschodu. Wieża czołowa przylega do nawy od południa, datowana na XVII/XVIII w. o ścianach szalowanych deskami z hełmem ośmiobocznym, baniastym z latarnią. Dach świątyni siodłowy kryty gontem, nad nawą sześcioboczna wieżyczka na sygnaturkę, nakryta baniastym hełmem. Na zewnątrz ściany podbite gontem. Dawne wyposażenie w nowszym kościele parafialnym w Kościeliskach. Wnętrze świątyni w Gwoździanach – współczesne.

Po półgodzinnej przerwie udaliśmy się przez Bąki, Starą i Nową Bzinicę, Łagiewniki do Pawonkowa, gdzie dla odmiany obejrzeliśmy kościół murowany. Z Pawonkowa drogami na skróty pojechaliśmy do Łubecka obejrzeć Sanktuarium Maryjne z zabytkowymi freskami i obrazem w kształcie medalionu. Pierwsza historyczna wzmianka o  kościele w  Lubecku pochodzi z  1342 r. w  roku 1362 istniała tam już parafia. W roku 1704 przybył do parafii ks. Jerzy Franciszek Zmieszkał, późniejszy proboszcz. To za jego kadencji znaleziono w  1716 r. Cudowny Obraz. Jest to medalion o  wymiarach 12,5 x 7,5 cm, malowany na srebrnej blasze, przedstawiający na awersie wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, a na rewersie Zbawiciela w  cierniowej koronie (Ecce Homo). Wieść o  znalezieniu obrazu rozniosła się szeroko po okolicy i  dotarła także na Jasną Górę. Ojcowie Paulini wysłali natychmiast swoich przedstawicieli do Lubecka, celem wyjaśnienia sprawy. Widząc wyraźne podobieństwo do Obrazu Jasnogórskiego, wysłannicy z  Jasnej Góry zażądali wydania medalionu. Natknęli się jednak na odmowę ze strony parafian oraz proboszcza i  musieli zadowolić się jedynie spisaniem okoliczności towarzyszących znalezieniu obrazu. Dokument ten jest opatrzony datą 12 marca 1720 r. Na tym jednak spór się nie skończył, bowiem obraz został zabrany do Kurii Biskupiej we Wrocławiu. Mocą decyzji papieskiej obraz powrócił w  1738 r. na zawsze do Lubecka. W  1897 r. umieszczono go w  nowym marmurowym ołtarzu, gdzie znajduje się do dnia dzisiejszego. Mając na uwadze ponad 250-letnią tradycję pielgrzymowania ludu Ziemi Śląskiej do łaskami słynącego wizerunku Najświętszej Maryi Panny w  kościele w  Lubecku, Biskup Gliwicki Jan Wieczorek ustanowił dnia 14 sierpnia 1994 r. parafialny kościół pw. Wniebowzięcia NMP w  Lubecku diecezjalnym Sanktuarium Matki Boskiej Lubeckiej.

Największe zainteresowanie wzbudził jednak łańcuch ze stalową obrożą w przedsionku kościoła, gdzie jak wieść gmina niesie przykuwano drzewiej rozpustnice, by je ludzie cnotliwi wyszydzać i napiętnować mogli. Aby wczuć się w ich rolę daliśmy się z Jacusiem zakuć w te okowy, co zostało uwiecznione na pamiątkowej fotografii. Z Lubecka pojechaliśmy do Kochcic obejrzeć piękny pałac i ogrody. Kochcice i okoliczne ziemie zostały nabyte przez Franciszka von Ballestrema na przełomie XIX i XX wieku. Ofiarował je swojemu synowi, Karolowi Ludwikowi von Ballestremowi, który w latach 1903 - 1909 zbudował neobarokowy pałac. Wokół pałacu tworzy park - od północy w typie angielskim z dwoma zarybionymi stawami i bogatym drzewostanem a od południa w stylu francuskim. Ponadto tworzy gorzelnię i stajnię dla 30 koni. Hrabia Ballestrem ucieka ze Śląska w 1945 roku. Pałac trafia w ręce miejscowej ludności i żołnierzy radzieckich, zostaje ograbiony z dzieł sztuki i częściowo zniszczony. Do roku 1952 jest ośrodkiem kolonijnym. Do roku 1962 jest ośrodkiem szkolenia Kadr Rolniczych. Od 20 marca 1963 roku do dnia dzisiejszego w pałacu funkcjonuje Wojewódzki Ośrodek Rehabilitacji. Pałac jest zachowany w dobrym stanie. Dyrekcja Ośrodka została nagrodzona w 1992 roku Złotym Medalem Ministra Kultury i Sztuki za utrzymanie przypałacowego parku. W sąsiedztwie parku znajduje się kilka budynków gospodarczych z lat 1902-1903.

Po zrobieniu przed pałacem pamiątkowego zdjęcia grupa ze Śląska udała się w powrotna drogę do schroniska. Dla nas ta trasa była nieco za krótka, więc przez Lubliniec pojechaliśmy do Koszęcina obejrzeć pałac i drewniany kościółek. Pałac w Koszęcinie - zespół pałacowy w stylu klasycystycznym  położony w centrum miejscowości. Obecna siedziba Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk". Pałac zbudowany został w roku 1609, gdy miejscowość należała do rodu Kochcickich. W XVII wieku przebywał na nim prawdopodobnie kilkakrotnie król Jan III Sobieski. W latach 1829 - 1830 rozbudowany został do obecnej formy przez właściciela Koszęcina, księcia Adolfa zu Hohenlohe Ingelfingen. Do zamku dobudowana została wówczas także kaplica. W 1945 roku zamek w znacznym stopniu został zdewastowany przez wojska radzieckie. W pałacu do tej pory organizowane są różnego typu uroczystości, a także konferencje. Pałac otacza park, w którym znajduje się obecnie kilkanaście gatunków chronionych roślin i zwierząt.


Pałac był w zeszłym roku odremontowany, teraz brukują dziedziniec, wiec nie można było swobodnie wejść, ale bardzo miły ochroniarz oprowadził nas po wnętrzach pałacu. Obejrzeliśmy salę „Zieloną”, „Kominkową”, „Balową”, taras skąd roztaczał się piękny widok na przypałacowy park. Po obejrzeniu pałacu pojechaliśmy zobaczyć zabytek architektury drewnianej - kościół pątniczy, bardzo ładny z zachowanym oryginalnym wystrojem. Najstarsze zapisy o kościele Świętej Trójcy wspominają o źródle, zaś wielowiekowa tradycja nakazywała pątnikom myć się w tej wodzie i zabierać ją w różnych naczyniach do domów. Woda miała szczególnie pomagać przy schorzeniach oczu i skóry. Źródło – według starych opowieści – znajdowało się w miejscu blisko dębu, gdzie Wiktoria spotykała trójkę dzieci, uosabiających Trójcę Świętą, proszących o wybudowanie w miejscu objawień kościółka. Źródło ujęto w obramowaną drewnianą studnię i postawiono nad nim małą – także drewnianą – kapliczkę z figurą św. Jana Chrzciciela. O tej kapliczce wspomina również Juliusz Ligoń słowami: A tuż w płocie od drogi jest kapliczka mała. Na przestrzeni XX wieku – z różnych względów – dawna kapliczka pełniła inne funkcje, a źródlaną wodę odprowadzono na zewnątrz obiektu. Obecnie – już za proboszczowania ks. Jana Matli – kapliczce przywrócono dawną funkcję.

Z kościółka znów pod górkę pojechaliśmy w stronę miejscowości Cieszowa, gdzie jest kolejny drewniany kościółek i zabytkowy spichlerz. Zabytkowy kościół p.w. św. Marcina wybudowano w 1751 roku w miejscu dotychczasowej kaplicy, wzniesionej przez protestantów w 1598 roku. Otoczony wraz z cmentarzem ogrodzeniem z desek. W ogrodzeniu od północnego zachodu bramka drewniana z mieczowaniami i zadaszeniem gontowym. Ponad wejściem data 1779. Kościół orientowany, drewniany, konstrukcji zrębowej. Prezbiterium zamknięte trójbocznie, przy nim od północy prostokątna zakrystia z lożą kolatorską na piętrze. Szersza nawa prostokątna z wy­datnie ściętymi narożnikami od wschodu. Pod nawą kościoła znajduje się krypta, w której do 1960 roku znajdowały się prochy właścicieli miejscowości.

Zaczynało się już robić późno wiec trzeba było przyspieszyć, bo na godzinę 18-tą było przewidziane grillowanie, więc pięknymi drogami wśród lasów pomknęliśmy przez Kochanowice, potem Kochcice do Pawełek, gdzie już wszystko było przygotowane przez organizatorów. Na stołach był już chleb ze smalcem, ogórki, salceson, a na ogniu piekła się kaszanka i kiełbasa. Po skonsumowaniu tych pyszności, podlanych niewielką ilością płynów rozweselających, zaczęło się wspólne śpiewanie. Wypadło wspaniale dzięki pomocy gitarzysty Marka z Bytomia, który prowadził i narzucał ton, a my bardzo dzielnie go wspomagaliśmy. Śpiewy często były przerywane wystąpieniami oratorskimi Józka z Katowic - klub Wagabunda, który potrafił mówić rymami dużo, głośno, wesoło i kwieciście na każdy temat, wywołując salwy śmiechu wśród słuchaczy. Gdy już zrobiło się całkiem ciemno i zimno przenieśliśmy imprezę do środka, gdzie przy cieście i kawie kontynuowaliśmy śpiewy i rozmowy, a później przyszedł czas na tańce. I jak się okazało rowerzyści nie tylko dobrze kręcą się na rowerach, ale też i na parkiecie. Wszyscy dobrze się bawili, ale gwiazdą wieczoru był znowu Józek, który przy mojej skromnej pomocy okazał się królem parkietu dając doskonałe show. Dostarczył tym reszcie uczestników wiele radości i uatrakcyjnił w niezapomniany sposób ten wyjazd integracyjny. Zabawa była doskonała, jedni balowali krócej, inni dłużej, każdy według swoich możliwości i chęci. Potem każdy udał się na spoczynek.

W niedzielny poranek wstawało się nam różnie, w zależności od intensywności wieczornego balowania. Nastąpił podział uczestników na podgrupy, w których udaliśmy się w stronę domu. Wyruszyliśmy ok. 9.30 – część od razu na Bytom, a nasza grupka troszkę okrężną drogą do Opola, by zwiedzić jeszcze co nieco w tej okolicy, bo ze względu na odległość rzadko tu bywamy. Marek się spieszył na niedzielny obiad, więc wybrał najkrótszą wersję trasy (62 km przez Dobrodzień, Ozimek i Strzedrzyk) a my pojechaliśmy zobaczyć rezerwat przyrody „Brzoza” – unikatową plantację rododendronów położoną w głębi lasu, założoną przez dawnych właścicieli tych okolic Ballenstremów. Oczywiście inaczej wygląda ten leśny ogród w czerwcu w porze kwitnienia, ale chcieliśmy zobaczyć to miejsce teraz, by tam wrócić wiosną. Jest tam też zaznaczone nad stawkiem miejsce, gdzie kiedyś  stała leśna kaplica przeniesiona później do Pawełek. Historia. Kościół p.w. Matki Boskiej Fatimskiej z 1928 r. Zbudowany przez hrabiego Ludwik von Ballestrem jako kaplica myśliwska p.w. Świętego Huberta w Brzozach. Zbudowana przez cieślę Lamajtra. Przeniesiony na obecne miejsce w 1956 r. Mieszkańcy Pawełek zakupili kościół od Państwa pod pretekstem wykorzystania świątyni na opał. Remontowana w 1993 r.

Po obejrzeniu leśnych atrakcji (dzięki uprzejmości kilku przewodników ze śląskiej grupy, którzy nas tam zawieźli) wróciliśmy na trasę  i przez Lubliniec udaliśmy się w stronę Krupskiego Młyna, by obejrzeć w parku wiszący most. Most wiszący w Krupskim Młynie powstał około 1930 roku. Łączy on brzegi Małej Panwi. Liny nośne wsparte są na bramach arkadowych. Rozpiętość kładki to 25 m. Most nadal świetnie służy mieszkańcom i jest pięknie odrestaurowany, a w nocy atrakcyjnie podświetlony z różnych stron. Na moście pohuśtaliśmy się trochę, zjedliśmy małe co nieco, dzieląc się z kaczkami, które podpłynęły zaraz gdy tylko nas wyczuły. Tu z żalem pożegnaliśmy naszych przewodników ze Śląska, którzy udali się w stronę Bytomia, a my do Zawadzkiego. Gdy minęliśmy Zawadzkie, znaleźliśmy piękną leśną drogę rowerową w okolicach Małej Panwi, która prowadzi do Pałacyku myśliwskiego Geringa i dalej aż do Staniszcz Małych i Wielkich, pojechaliśmy potem przez Krasiejów do Ozimka. Tu pożegnaliśmy Grażynę i Jacka i pojechaliśmy z Tadeuszem i Januszem na obiad do Zajazdu „Hema” w Pustkowie, bo niedzielny schabowy z surówką i ziemniakami kosztuje tam tylko dychę - polecam pyszny. Stamtąd leśną drogą przez Niwki około godz. 17-tej wróciliśmy do Opola, syci i pełni wrażeń, planując już następny wspólny wypad.

 


 

Ostatnio zmieniany sobota, 16 listopad 2013 17:02


Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/jacekar2/domains/rajder.opole.pl/public_html/templates/jsn_epic_pro/html/com_k2/templates/default/item.php on line 147

Odwiedzający

Odwiedza nas 945 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie