2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

Spis treści

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę rowerową, na którą Kazimierz namawiał nas od kilku , zachwycony Budapesztem i relacjami internautów ze ścieżek rowerowych ciągnących się wzdłuż brzegów Dunaju. Przygotowania trwały pół roku, wielkim problemem było przedostanie się przez Czechy, bo to górzysty teren, trochę czasu to zabiera, a nie wszyscy mają wakacje tak jak ja. Początkowo mieliśmy zamiar wynająć busa, ale wyszło by nam za drogo na trzy osoby/ bo tyle zgłosiło chęć wyjazdu/ potem myśleliśmy o pociągu, ale trudno było znaleźć sensowne połączenie i nie każdy pociąg zabiera rowery. W końcu namówiliśmy Sławka by/ za stosowną opłatą/ przewiózł nas przez Czechy pod niemiecką granicę z rowerami na dachu. Kazimierz wynalazł w internecie romantyczne pole namiotowe o wdzięcznej nazwie Lenora nad brzegami Wełtawy, blisko niemieckiej granicy iiii drugiego lipca 2016 roku zaczeła się nasza przygoda.

1. dzień 2.07.2016 sobota

Rano o godzinie 7.30 zjechaliśmy się pod domem Sławka - Janusz O., Kazimierz P. i Ewa T.,by zapakować bagaże do auta, a rowery na dach i po 8.15 ruszyliśmy w drogę. Trasa wiodła z Opola, przez Nysę, Kłodzko, Kudowę, Hradec Kralowe, Pragę, w góry na camping w okolicach Szumowego mostu, którego zresztą nie mogliśmy znaleźć/ a podobno wyjątkowy/. Humory nam dopisywały, całą drogę świeciło piękne słońce, a im bliżej gór tym ciemniejsze chmury. Bez problemu znaleźmy camping, ale że recjepcja była czynna od 18-tej to poszliśmy coś zjeść do pobliskiej restauracji. Chłopaki zamówili knedliki z gulaszem, a ja smażeny syr z hranulkami. Posiliwszy się troszeczkę wróciliśmy na pole iiii tu przykra niespodzianka- zaczeło padać. Ja nie cierpię deszczu, namiotów jeszcze bardziej, a podwójna kulminacja doprowadziła mnie do rozpaczy. Niestety żadnych wolnych miejsc pod dachem nie było, za wyjątkiem wiaty w pobliżu torów kolejowych, ale wyglądała mało zachęcająco. Ulitował się nade mną Sławek i przygarnął mnie do auta, tyle że miejsca tam za dużo nie było jak rozłożył swój materac. Pozostała mi wąska szczelina, którą musiałam wypełnić swoimi bagażami i torbą ze słoikami Sławka. Na to rzuciłam swój cienki materacyk i tak oto przemęczyłam pierwszą noc na słoikach flaków i bigosu, obracając się z boku na bok, bijąc się z myślami, czy aby nie zabrać się ze Sławkiem z powrotem do domu. Przerażała mnie jazda w deszczu, spanie pod namiotami i zachwyt Kazia nad romantycznością pól namiotowych. To czeskie zresztą było wyjątkowe, bez żadnych łazienek, pryszniców, woda w rzeczce i studni, ubikacje koszmarne/ dziura z drewnianą pokrywką, którą weseli Czesi napisali by zamykać/, ale drzwi do tego przybytku to sie już nie zamykały bo haczyki były krzywe. Opłaty za pole pasowały do tych warunków – ze 30 koron plus pare za auto.


Prev Next »

Ostatnio zmieniany czwartek, 29 wrzesień 2016 20:47


Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/jacekar2/domains/rajder.opole.pl/public_html/templates/jsn_epic_pro/html/com_k2/templates/default/item.php on line 147

Odwiedzający

Odwiedza nas 747 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie