Wydrukuj tę stronę

2022–01–16 Wycieczka nad Średnie Jezioro w Turawie

Dzisiejszy poranek powitał nas słońcem i lekkim mrozem, toteż sami byliśmy zaskoczeni, że na zbiórce stawiło się 10 osób, w porównaniu do ostatnich wycieczek, kiedy było po kilka osób, to był spory tłum. Grzesiu swoim zwyczajem pogadał trochę, zrobił kilka mniej i bardziej ustawianych fotek i wyprawił nas w drogę do Turawy.

Postanowiliśmy jechać asfaltami, a wracać lasem jak się trochę ociepli i słoneczko drogi rozmrozi. Pojechaliśmy ul. Ozimską na Lędziny, Suchy Bór – gdzie na ścieżce rowerowej złapałam pierwszą w tym roku „gumę”. Niestety nie wszyscy dobrze życzą rowerzystom, albo są zwyczajnie bezmyślni rozbijając butelki na ścieżkach rowerowych, a jest tego naprawdę sporo na prawie każdej ścieżce. Nie zdają sobie sprawy jaki robią nam kłopot, ponieważ zmiana dętki na mrozie, to nie jest to o czym marzy rowerzysta. Na szczęście w takiej grupie jak nasza to żaden problem bo mamy sprzęt, zapasowe dętki i kolegów chętnych do pomocy. Adam z Kazimierzem sprawnie i szybko uporali się z moim defektem, za co bardzo jeszcze raz im dziękuję, bo gdybym była sama to bym się trochę „napłakała” i zmarzła. Dalej jechaliśmy przez Chrząstowice i Dębską Kuźnię, przeskoczyliśmy krajówkę i dotarliśmy do lasu przed Niwkami, gdzie zrobiliśmy przerwę techniczną, a następnie w Niwkach koło Halupczoka – śniadaniową. Niektórzy trochę poćwiczyli, a po chwili ruszyliśmy w dalszą drogę by objechać Średnie Jezioro, zrobiliśmy fotki nad Jeziorem Dużym i zjechaliśmy z wału na leśną drogę o wdzięcznej nazwie Wodociągowa. Chcieliśmy w lesie pod wiatą myśliwskiego koła Szarak nieoficjalnie uczcić przyjęcie w klubowe szeregi dwóch nowych członków Adama i Zdzisława. Niestety miejscówka była już zajęta przez myśliwych, którzy zrobili sobie polowanie w pobliskich lasach. Woleliśmy się pospiesznie oddalić, gdyż strzały słychać było z daleka i nie chcieliśmy być uznani za zwierzynę łowną. Postój urządziliśmy sobie w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody na miejscu postojowym dla zmęczonych rowerzystów kilka kilometrów dalej. Zagrzaliśmy na Kaziowym kocherku sponsorowaną przez Elę herbatkę mnicha, zjedliśmy Adasiowe cukierki, Tadziową czekoladę i ruszyliśmy na Zawadę, a potem ścieżką rowerową do Opola. Zrobiliśmy około 50 km, co o tej porze roku jest wystarczające, a miłego towarzystwa pozytywnie zakręconych nic nie zastąpi.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie