2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9…

2022–02–20 Szlakiem mniej lub bardziej zrujnowanych pałacyków

Dzisiaj kolejny wietrzny dzień i od rana miałam Hamletowski dylemat „Jechać czy nie jechać – oto jest pytanie”. Snułam się od okna do termometru śledząc opady deszczu i właściwie byłam zdecydowana zostać w domu, poczekać na poprawę pogody, gdy zobaczyłam, że lustro kałuży, która mi do identyfikowania deszczu służy – nagle się wygładziło.

Błyskawicznie podjęłam decyzję, choć zrobiło się już trochę późno 9.30 - wyjazd o 10, a ja bez śniadania i wciąż jeszcze w piżamie, toteż musiałam nabrać przyspieszenia. Jajecznicę łykałam wciągając spodnie i w sekund pięć byłam gotowa do jazdy. Jakież było moje rozczarowanie, gdy wytargałam rower z piwnicy – a tu znów zaczęło padać. Ale, że prognozy w moim telefonie były dość optymistyczne, postanowiłam na zbiórkę pojechać, skoro już opuściłam domowe zacisze. Uratował mnie studencki kwadrans, który zawsze dajemy spóźnialskim. Mimo tej niezbyt miłej pogody zebrało się 10 osób na placu – pokazali się nawet dawno nie widziani Wojtek z Tereską. Ustaliliśmy, że jedziemy przez Wyspę Bolko w stronę Komprachcic, bo wiatr wiał z tamtej strony. Początkowo lekko nie było i za Wyspą pożegnali się Wojtek i Teresa, a my przez Chmielowice i Osiny dojechaliśmy do Komprachcic. Na małym skwerku przysiedliśmy na ławeczkach by trochę odpocząć, napić się, a co głodniejsi zdążyli wciągnąć kanapkę. Z Komprachcic pojechaliśmy na Polską Nową Wieś, a później nową ścieżką rowerową (w budowie) do Wawelna, tu skręciliśmy na Dąbrowę Niemodlińską. Wiatr, teraz boczny, nam ciągle dokuczał i utrudniał jazdę, ale byliśmy dzielni i dotarliśmy pod sam pałac. Zrobiliśmy kilka fotek z każdej strony, porównując stan techniczny budowli – z biegiem lat coraz bardziej opłakany, wspominając jak spacerowaliśmy tam kiedyś po komnatach, a ja nawet miałam tam zajęcia, dawno temu gdy budynkiem zarządzała Opolska WSP. Gdy ruszyliśmy przez park w dalszą drogę Sławomir z Elą postanowili się odłączyć, gdyż zachciało im się oglądać ptaszki nad Sangowskimi stawami, a Herbert wrócił do Opola. My woleliśmy poszukać wystruganych ptaszków przy Ciepielowickim pałacu. Kilka było, ale ten pałac to już kompletna ruina, aż żal patrzeć jak walą się dachy i powoli rozpadają się ściany, za każdym razem bardziej gdy go odwiedzamy. Na boisku za parkiem Kazimierz wypatrzył tablicę z okolicznymi szlakami rowerowymi i daliśmy się wciągnąć w polne drogi i piachy, ale na krótko, bo po chwili wylądowaliśmy na nowej asfaltowej ścieżce, która zaprowadziła nas do Karczowa. Teraz jechało się już pięknie – bo z wiatrem, a asfalcik pachniał świeżością. W Karczowie obejrzeliśmy kolejny pałac, kościół katolicki i ewangelicki – nawet nie wiedziałam, że taki tam jest i to w całkiem dobrym stanie. Z Karczowa malowniczymi polnymi drogami, czasem trochę błotnistymi – dąbrowskim szlakiem przez pola i laski dotarliśmy do Sławic. Potem mostem koło Zakrzowa przeskoczyliśmy Odrę i zakończyliśmy imprezę nad kamionką Silesia, podziwiając rozgrzanych w saunie morsów, jak chłodzą się w zimnej wodzie. Trudno zrozumieć tą przyjemność ludziom ciepłolubnym, bo woda w tej kamionce nawet w lecie wymaga dużego samozaparcia by się w niej zanurzyć. Do domu dotarliśmy przez Chabry koło godz. 15.30 a na liczniku miałam 53 km.

P.s.

Pod dąbrowskim pałacem Sławek i ja oderwaliśmy się od grupki. Sławek zapragnął pooddychać leśnym powietrzem na Sangowem i tym pomysłem mnie zaraził. Na Stawie kołysały się dwa łabędzie, innych ptaków jak na lekarstwo. Rozpogodziło się, widoki mieliśmy urocze. Myszkowaliśmy po lesie odkrywając co rusz jakąś ciekawostkę nie tylko przyrodniczą. Do domu wracaliśmy z wiatrem i to była jedna z dwóch pozytywnych jego stron dzisiejszego dnia. Pierwsza to pierwszorzędna czystość powietrza, które wdychaliśmy przez sześć godzin.

  • ARWAL

    Projektowanie stron www

  • Publikacja
    Publikacja

    Historia lokalna

  • Pro Cyklo
    Pro Cyklo

    Naprawa rowerów

  • MCOP Opole
    MCOP Opole

    Miejskie Centrum Organizacji Pozarządowych

  • Promocja
    Promocja

    Rowerem i pieszo przez czarny ląd

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie