2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9…

2022-04-30 MAJÓWKA NA ŚLĄSKU 30.04–3.05.2022

I dzień
W tym roku zamiast w czeskich górach postanowiliśmy spędzić weekend majowy na Śląsku. Piotr i Ewa z bytomskiej Cateny pomogli nam to zorganizować, zaplanowali trasę i atrakcje, a także byli naszymi przewodnikami przez trzy dni.

Jacek znalazł nam noclegi w domkach campingowych nad zalewem w Zielonej k/Kalet. Sławek zabrał do samochodu Tadzia, Jacka i Euzebiusza, a ich rowery na dach i wyruszyli do Kalet ok. godz. 10-tej. Kazimierz, Janusz, Czesiek Pirat i ja spotkaliśmy się na dworcu o 9.26 by pojechać pociągiem do Pyskowic. Zaczęło się bardzo wesoło, bo Kazimierz pomylił nazwy miejscowości i wykłócał się z kasjerką, która chciała nas wysłać z trzema przesiadkami do Pszczyny. Dobrze, że nadeszliśmy w odpowiednim momencie i wyprostowaliśmy temat, ponieważ i tak jechalibyśmy najpierw pociągiem do Pyskowic, tyle że zapłacilibyśmy więcej. Na peronie w Pyskowicach czekał na nas Adam, który przyjechał tam rowerem i czekając na nas załatwił w międzyczasie z miejscowymi dzieciakami wejście do nieczynnego Muzeum Parowozów. Jednak jak się okazało tylko połowicznie, gdyż kluczy nie było, a podczas szukania ich właściciela po okolicy zepsuł się mój rower. Nie wiem jakim cudem dojechałam na dworzec w Opolu, ale w Pyskowicach posypała się piasta i trzeba było szukać serwisu. Mieliśmy dużo szczęścia bo znaleźliśmy sklep połączony z serwisem, a miły właściciel robił co mógł by reanimować mój rower. Znalazł w magazynie ostatnie pasujące do mojego roweru koło i w godzinę uwinął się z wymianą. Ale to nie był koniec moich kłopotów, podczas jazdy próbnej zapomniałam ze szczęścia zapiąć gumową sprężynę i wkręciła się w nowe koło. Było nam wstyd wracać się już do serwisu i koledzy sami ponownie rozkręcili mi rowerek, śrubokrętem odhaczyli i wyskubali poszarpane gumy i w końcu ruszyliśmy w trasę. Wyjeżdżając z miasta natrafiliśmy na ogromne modele mamutów i nosorożca przy jednej ze szkół i zrobiliśmy sobie z nimi sesję zdjęciową. Po kilku przejechanych razem kilometrach Adaś pognał do przodu i tyle go widzieliśmy. W Łubiach skręciliśmy lekko by obejrzeć pałac w którym obecnie jest Dom Pomocy Społecznej, ale nas przegonili, bo obcym wchodzić nie wolno. Następny piękny pałac oglądaliśmy w Brynku i tu mój pech przeszedł na Cześka, który wypuścił drona by sfilmować go z góry, a on nie chciał wrócić - ledwo go dowołał.

Pałac wraz z całym przynależącym do niego zespołem parkowym i ogrodem botanicznym zbudowany został w 1829 roku przez Bernarda von Rosenthala z Wrocławia dla księcia Adolfa zu Hohenlohe-Ingelfingen[3]. W roku 1872 rozbudowany został o skrzydła. W 1904 r. pałac wraz z okolicznymi dobrami kupił hrabia Hugo II Henckel von Donnersmarck z Siemianowic. Ostatnia przebudowa miała miejsce w roku 1905 według projektu architekta z Wrocławia Karola Grossera. Pałac przebudowany w stylu eklektycznym, dwupiętrowy, z tarasem z kamienną balustradą i loggią od południa. Nad portykiem znajdują się dwie jońskie kolumny. Boki korpusu flankują dwie wieże z cebulastymi hełmami. Nad wejściem kartusz herbowy oraz attyką, przedstawiającą postacie myśliwego, robotnika, rolnika i rybaka. Dach pałacu mansardowy, wewnątrz mieści się biblioteka z drewnianą boazerią i izba pamięci narodowej. W zachodnim skrzydle znajduje się pałacowa kaplica nakryta cebulastym hełmem z latarnią, połączona z pałacem galerią. W latach PRL-u w kaplicy umiejscowiono sklep. Dopiero w 1991 r. sekularyzowaną kaplicę oddano kościołowi. Obecnie w budynku pałacu mieści się internat Zespołu Szkół Leśnych i Ekologicznych im. Stanisława Morawskiego.

Z tyłu za pałacem znaleźliśmy bramę, a za nią zielony szlak, który lasami zaprowadził nas prosto do Kalet. Po drodze zdążyliśmy zrobić zakupy, zjeść grillowane kiełbaski i chleb z „tłustym”. Zadzwoniłam do Adama gdzie się zagubił, ale on już wracał do Opola bo taki miał plan. Nad zalewem o wdzięcznej nazwie Zielona znaleźliśmy nasze domki, a przywitał nas Euzebiusz, bo reszta pojechała poszwendać się po lasach i na lody do Tarnowskich Gór. Gdy wrócili zrobiliśmy grilla, podzieliliśmy się opowieściami o dzisiejszych przygodach i poszliśmy na pokoje, bo zimno się zrobiło. Do ogrzewania domków były farelki, a do mycia bojlerki, było zimno, więc we wszystkich domkach ludzie powłączali iiii światło siadło na godzinę. Odechciało nam się mycia po ciemku, poubieraliśmy się w dresy i poszliśmy spać. W tym dniu zrobiliśmy ok. 55 km.

Ostatnio zmieniany czwartek, 19 maj 2022 14:45

  • ARWAL

    Projektowanie stron www

  • Publikacja
    Publikacja

    Historia lokalna

  • Pro Cyklo
    Pro Cyklo

    Naprawa rowerów

  • MCOP Opole
    MCOP Opole

    Miejskie Centrum Organizacji Pozarządowych

  • Promocja
    Promocja

    Rowerem i pieszo przez czarny ląd

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 257 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie