2022-05-03 MAJÓWKA NA ŚLĄSKU 30.04–3.05.2022

IV dzień
Rano zadowoleni i wyspani postanowiliśmy wracać rowerami do domu bez wspomagania przez Polskie Koleje Państwowe. Grupa samochodowa straciła jednego uczestnika, gdyż Pan Tadeusz tak polubił nasze towarzystwo, że nie dał się „zapakować” do auta i postanowił wracać z nami.

Pojechaliśmy do Kalet, ponieważ Piotr postanowił odprowadzić nas lasami aż do Krupskiego Młyna. Jechaliśmy przez Mikołeskę, Koty do Potepy. Tam przewodnik pokazał nam starą kapliczkę, która wyglądała jakby tam obradowali rycerze okrągłego stołu.

Historia
Kaplica została ufundowana w 1672 roku przez hrabiego Georga Leonharda de Colonna von Fels, który był wówczas panem okolicznych ziem, jako wotum dziękczynne za uratowanie życia. Podczas polowania miał on zostać zaatakowany przez watahę wilków, udało mu się jednak uratować swoje życie dzięki wspięciu się na wielką lipę, co hrabia uznał za przejaw Bożej opieki. Tuż obok drzewa (które ostatecznie trafione piorunem w latach 80. XX wieku uległo zniszczeniu) wzniesiono kaplicę Bożego Grobu wg projektu Marcina Grochowskiego z Tworoga[3][5]. Architekt przed przystąpieniem do prac udał się do Głogówka, gdzie w 1634 roku wybudowano kaplicę Bożego Grobu wzorowaną na oryginalnej kaplicy jerozolimskiej w kształcie z 1555 roku[3][5]. Pod koniec XIX wieku przed potępską kaplicą ufundowano kamienny krzyż z napisem SEQUERE ME (pol. Pójdź za mną), rokiem 1888 oraz figurką Matki Boskiej[3][5].

Pooglądaliśmy, odpoczęliśmy chwilę na wielkich krzesłach i pojechaliśmy do Krupskiego Młyna. Na wiszącym moście zrobiliśmy pożegnalną fotkę z Piotrem i ruszyliśmy w dalszą drogę, a on wrócił do Kalet. W Zawadzkiem wstąpiliśmy na lody, a potem rowerowym szlakiem koło działek i leśniczówki dotarliśmy do Domu Opieki w dawnym zameczku Goeringa. Przejechaliśmy przez mostek i zrobiliśmy sobie przerwę śniadaniową nad Małą Panwią. Potem jechaliśmy dalej przez Staniszcza Wielkie i Małe, a pech majówkowy znów się uaktywnił. Kazimierz złapał gumę, a mi odpadł koszyk na bidon, on naprawił to szybko, a ja koszyk wyrzuciłam bo nie nadawał się już do niczego i pojechaliśmy dalej do Krasiejowa. Zrobiliśmy sobie przerwę w naszym ulubionym barze, a Pan Tadeusz zamówił sobie obiad. I to był błąd, bo potem zamiast jechać to spać mu się zachciało i mocno zostawał w tyle. Ale po przetrawieniu jakoś się pozbierał i nas dogonił na żółtym szlaku. W okolicach Dębskiej Kuźni w stronę domu oddalił się Pirat, a my bez przeszkód dotarliśmy do Opola mając na liczniku 95 km. Grupa samochodowa odstawiła na pociąg Euzebiusza, i szwendała się w okolicach Tarnowskich Gór do wieczora, a o swoich przygodach napiszą w odrębnej relacji.

Odwiedzający

Odwiedza nas 777 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie