2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

E.T.

E.T.

Niedzielny pogodny poranek :) Jak zwykle Grzesiek policzył uczestników wycieczki i zrobił kilka fotek. Klubowiczów niewielu, bo w rozjazdach.

Kończy się już wrzesień, i choć w kalendarzu jesień, to pogoda wciąż letnia ... toteż jeździmy daleko i coraz dalej :) W tą niedzielę zaniosło nas aż do Kędzierzyna. Co prawda na start koło hotelu Solidaris dotarliśmy samochodami – Wojtek z Teresą, ja ze Sławkiem i z Krysią, a Józek pociągiem, ale po okolicy jeździliśmy rowerami. Rajd organizował Kędzierzyński MOSiR we współpracy z PTTK i był przełożony w czasie, bo w poprzednim terminie mocno padało. Aleeee jak powiada przysłowie, co się odwlecze to ... nie uciecze i faktycznie tak było :)

Po raz ósmy nasz klub zorganizował ten rajd w ramach obchodów Dni Zrównoważonego Transportu :) Spotkaliśmy się jak zwykle w niedzielę, tym razem o 10-tej na pl. Mickiewicza. Było nas sporo, bo 47 osób (a może więcej, bo ciągle dojeżdżali i odjeżdżali) - w tym zdecydowana większość osób spoza naszego klubu, w różnym wieku, co nas bardzo ucieszyło :)

Po oficjalnym zakończeniu trasy rajdu „Na luzie za miasto” i obejrzeniu „Alei Gwiazd Kabaretu” w Kosorowicach pojechaliśmy do Tarnowa Opolskiego pooddychać "lepszym powietrzem" na niedawno wybudowanej tam tężni :) Tu Marzena powiedziała nam, że w Krapkowicach jest Święto Dyni. Sprawdziliśmy na Jacusiowym i Józkowym GPS-e, która trasa krótsza i pojechaliśmy polami na Kamień Śląski.

Zgodnie z naszą klubową tradycją spotykamy się trzy razy w roku na ognisku – tym razem witaliśmy jesień :) Chętnych imprezowiczów naliczyłam w sumie 21. Przybywali i odjeżdżali w różnym czasie, zgodnie z naszą klubową maksymą – każdy jedzie i baluje ile ma czasu i potrzebuje :) Na stole każdy stawiał co miał, na słodko i wytrawnie, grunt, że wystawnie, więc były: ciasteczka, czekoladki, kiszona fasolka, papryka, kapusta.

Od soboty pogoda bardzo się popsuła i mimo, że imprez dożynkowych w okolicy było kilka to niedzielny wyjazd na którąkolwiek stał pod wielkim znakiem zapytania. Od rana lało dość intensywnie, a mnie wyrywały z błogiego lenistwa telefony z zapytaniem "co robimy"?

Lato czas wyjazdów i rozjazdów, więc na zbiórce było nas niewielu, a ja wybrałam się po raz pierwszy podczas tych wakacji i ledwo zdążyłam, bo w swoim wakacyjnym rozleniwieniu obudziłam się o 8.30 i w tempie ekspresowym musiałam się pozbierać :( Śniadania nie zdążyłam zjeść, bo chleb był zamrożony, więc wrzuciłam go razem z serkiem do sakwy, przegryzłam w locie jakieś parówki, co się uchowały w lodówce i pognałam na plac.

W pogodynce zapowiadali, że będzie bardzo gorąco, więc trzeba było wymyślić krótką leśną trasę najlepiej z wodnym finałem. Po długich dyskusjach wybraliśmy Kamień Śląski, ale wyruszyliśmy trochę spóźnieni, ponieważ na zbiórce mieliśmy nieoczekiwanych gości. Przyjechały dwie dziewczyny z Fundacji Na Kole i uczyły nas jak zainstalować odpowiednią aplikację na smartfony by nabijać im kilometry podczas naszych wycieczek. To może pomóc w zdobyciu funduszy na zakup kolejnych rowerów tandemów przeznaczonych dla osób niewidomych i niedowidzących, z którymi ta organizacja współpracuje promując aktywny wypoczynek właśnie w rowerowy sposób. W internecie prowadzona jest do września akcja - ranking organizacji pozarządowych pod nazwą "odLOTTOwa Jazda", której program ma na celu przede wszystkim promowanie aktywności fizycznej i zaangażowania społecznego.

Jest to impreza rowerowa, w której corocznie uczestniczy spora grupa rajdersów. Tym razem było nas 11-tu chociaż nie wszyscy co jechali to do mety dojechali z różnych powodów. Jak zawsze też nie wszyscy razem wyruszyli, bo nie odczytali na stronie informacji, że wyruszamy punktualnie o 9-tej, a nawet ci co wiedzieli – to się nie wyrobili. Okazało się, że niepotrzebnie z Januszkiem na zbiórkę pod pomnik goniliśmy, bo punktualny był tylko Herbercik, który z nami do Brynicy dojechał, ale na trasę i tak nie wyruszył, tylko do domu zawrócił. Marzena goniła nas mocno spóźniona, ale i tak wpadła na boisko w Brynicy przed jeszcze bardziej spóźnionym Jackiem i Romciem. Uprosiliśmy organizatorów by zaczekali na tych co tradycyjnie z placu Mickiewicza wyruszyli z 15 minutowym spóźnieniem. Udało nam się wylicytować dla nich trochę czasu, ale jak na dodatek Kazimierz złapał gumę to już dłużej czekać nie chcieli. Wpisaliśmy ich tylko na listę, zarezerwowaliśmy pakiety startowe /koszulkę i prowiant/, a na odprawie dowiedzieliśmy się, że mamy prowadzić grupę, bo przewodnik zaniemógł. Krystian Cz. pokrótce omówił trasę i kazał kierować się biało - czerwonymi wstążkami, którymi oznakował wszystkie leśne krzyżówki. Podprowadził nas tylko kawałek do lasu i ze swoim błogosławieństwem wyprawił w dalszą drogę. Ja liczyłam, że jak Kazik dojedzie to poprowadzi, ale niestety do pomocy miałam tylko Jacka, a właściwie do towarzystwa /bo wiadomo jak Jacuś lubi gubić się nie tylko w lesie/. Marzena i Janusz zostali chwilę, by czekać na Pana Tadeusza, Kazia, Kasię, Leszka i Grześka, którzy gdzieś tam się błąkali po Brynicy. Ale, że za długo to trwało to postanowili nas gonić i jechali już na tyłach zabezpieczając grupę w razie jakiejś awarii. Ja dobrałam sobie do pomocy młodzież, która z ochotą zabawiła się w podchody wypatrując kolorowych wstążek Krystiana na drzewach. W sumie jechało nas około 30-tu osób. Bez problemu przez Kosowce dotarliśmy do restauracji "Bartosz" w Jełowej. Tu zatrzymaliśmy się na pół godziny z nadzieją, że grupa Kazimierza do nas w tym czasie dołączy. Ale niestety, musieliśmy już ruszać, a oni nadal byli gdzieś w lesie. Pojechaliśmy prosto na Grabie, sprawnie przeskoczyliśmy "krajówkę" /Jacuś i Romcio zabezpieczali/ i za Kobylnem koło stadniny znowu wjechaliśmy w las. Dalej prościuteńko droga prowadziła do Bierdzan. Było trochę piachu i kałuż po wczorajszym deszczu, ale ogólnie nie było źle. Trafiliśmy do drewnianego kościółka, zrobiliśmy kolejną przerwę, by wszyscy mogli go obejść w koło i obejrzeć. Próbowałam się dopukać na pobliską plebanię, ale niestety - nikogo nie było by nam otworzył kościół. A szkoda bo ma zabytkowe i unikatowe polichromie tzw. Bierdzańską Śmierć. Po zrobieniu grupowej fotki pojechaliśmy dalej już asfaltowymi drogami do Laskowic, zatrzymując się pod kolejnym drewnianym kościółkiem. Czas mieliśmy dobry, ale pogoda się z lekka psuła i zaczęło padać, toteż postanowiliśmy jechać dalej do Budkowic i tam przeczekać, a po drodze spotkaliśmy naszych zagubionych rajdersów, którzy przeczekali deszcz na CPN-ie. Okazało się, że Kaziowi suport się posypał i musiał wracać do Opola. Do Budkowic dotarliśmy koło 13-tej, a druga znacznie liczniejsza grupa, którą miał tu przyprowadzić krótszą trasą Krystian będzie dopiero koło 15-tej. Mieliśmy więc sporo czasu wolnego na obiad, lody, czy zwiedzanie okolicy jak się komu podobało. Ustaliliśmy tylko miejsce i godzinę zbiórki pod zabytkową "Farską stodołą". Większość i tak spotkała się w restauracji "Budkowiczanka" gdzie serwowano dobre obiady i nie tylko. W miłym towarzystwie czas szybko mija i po konsumpcji tego co tam sobie każdy zamówił lub miał w pakiecie startowym /2 batoniki, jabłko i 2 wody mineralne/, pojechaliśmy na spotkanie z drugą grupą pod stodołę. Tam też dołączył do nas Sławek i udaliśmy się na lekcję historii, którą poprowadził znany nam już pan Molek.

Jak co roku chętnych na wyjazd do Strzelec było sporo, bo jak wiadomo impreza fajna i dobrze zorganizowana i prowadzona przez Klub „Kamienie Szlachetne” i przez tamtejszy Urząd Miasta hojnie sponsorowana. Tym razem także organizatorzy formalnie ograniczyli liczbę zgłoszeń do 4 osób, ale nas było 13- tu i wszystkich przyjęto i ugoszczono, podobnie jak i reprezentantów innych klubów. A zjechali się tłumnie z Tarnowskich Gór, Głuchołaz, Zawadzkiego, Lublińca i samych Strzelec też, w sumie było nas ponad 80 osób. Nasza grupa stawiła się na zbiórce pod strzeleckim ratuszem o różnym czasie i w różnych konfiguracjach. Sławek z Cześkiem "Piratem" przyjechali razem na rowerach z samego Opola, tak samo jak Grzesiek G, Bercik i Kasia, którzy jechali osobno, choć w tym samym kierunku.

Strona 2 z 13
  • ARWAL

    Projektowanie stron www

  • Publikacja
    Publikacja

    Historia lokalna

  • Pro Cyklo
    Pro Cyklo

    Naprawa rowerów

  • MCOP Opole
    MCOP Opole

    Miejskie Centrum Organizacji Pozarządowych

  • Promocja
    Promocja

    Rowerem i pieszo przez czarny ląd

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 1156 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie