2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2020-10-10 Jesienne ognisko na kamionce “Bolko”

Jak co roku zamiast żegnać lato - rajdersi wolą witać jesień przy ognisku, kiełbaskach, pląsach i śpiewach :) Ale tym razem była to impreza dla twardzieli, których jak się okazało zbyt wielu nie ma :( Pogoda nie zachęcała do spotkań na świeżym powietrzu, ale Jacuś przekonał mnie, że w jego okolicy słońce się przebija, więc nie będzie źle :) Toteż mimo czarnego nieba z mojej strony i silnego wiatru, zebrałam się w sobie i pojechałam.

Na miejscu zastałam Kazimierza, Sławka, Jacusia i Euzebiusza, którzy rozpalali już grilla. Postanowiliśmy szybko usmażyć kiełbaski i przenieść się pod wiatę, bo wiatr się wzmagał i zaczął padać deszcz :( Sławek dostarczył nam służbowe rozciągane widełki do smażenia i mieliśmy dwa w jednym - czyli połączenie grilla z ogniskiem. W trakcie imprezy dojechała Marzena z Sergiejem, potem jeszcze Januszek i Józek, którzy też się tej pogody nie przestraszyli. Jacuś - mistrz karaoke odpalił samograja, ale za długo nie pograł, bo akumulatory padły i musiał podłączyć swoją komórkę by nam umilić śpiewy i tańce :) Usilnie namawialiśmy go na morsowanie, ale się nie dał, twierdząc, że nie należy łączyć aktywności i przyjemności. Szybko zaczęło się ściemniać, robiło się zimno, a nie wszyscy byli na to przygotowani - i tu z pomocą znowu pospieszył nam Sławomir. Przytargał kilka dodatkowych okryć ze swojego podręcznego magazynku. Mnie się najbardziej spodobała wojskowa peleryna - obszerna, ciepła i nieprzemakalna, a że w klubie mam stopień generała – to jak najbardziej mi pasowała. Wyglądałam jak skrzyżowanie Batmana z nietoperzem i nawet próbowałam trochę polatać na tym wietrze. Sławek wystroił się w lekko podrasowany „oficerski” płaszcz marynarski i wtedy żaden wiatr i deszcz nie był nam straszny. Pozostali uczestnicy też nie przybyli z pustymi rękami - ja przywiozłam kiszone ogórki, Marzena czekoladę, ale furorę zrobiła Sergiejowa marchewka na ostro. Posileni przenieśliśmy się pod wiatę, gdzie Sławomir raczył nas kawałami i innymi morskimi opowieściami, a gdy już nagadaliśmy, pośmialiśmy i zmarzliśmy – to deszcz i wiatr pogonił nas w stronę domu – dobrze, że w plecy wiało :) TEwa, zdjęcia Józek.

Więcej w tej kategorii:

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 126 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie