2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

E.T.

E.T.

Od soboty pogoda bardzo się popsuła i mimo, że imprez dożynkowych w okolicy było kilka to niedzielny wyjazd na którąkolwiek stał pod wielkim znakiem zapytania. Od rana lało dość intensywnie, a mnie wyrywały z błogiego lenistwa telefony z zapytaniem "co robimy"?

Lato czas wyjazdów i rozjazdów, więc na zbiórce było nas niewielu, a ja wybrałam się po raz pierwszy podczas tych wakacji i ledwo zdążyłam, bo w swoim wakacyjnym rozleniwieniu obudziłam się o 8.30 i w tempie ekspresowym musiałam się pozbierać :( Śniadania nie zdążyłam zjeść, bo chleb był zamrożony, więc wrzuciłam go razem z serkiem do sakwy, przegryzłam w locie jakieś parówki, co się uchowały w lodówce i pognałam na plac.

W pogodynce zapowiadali, że będzie bardzo gorąco, więc trzeba było wymyślić krótką leśną trasę najlepiej z wodnym finałem. Po długich dyskusjach wybraliśmy Kamień Śląski, ale wyruszyliśmy trochę spóźnieni, ponieważ na zbiórce mieliśmy nieoczekiwanych gości. Przyjechały dwie dziewczyny z Fundacji Na Kole i uczyły nas jak zainstalować odpowiednią aplikację na smartfony by nabijać im kilometry podczas naszych wycieczek. To może pomóc w zdobyciu funduszy na zakup kolejnych rowerów tandemów przeznaczonych dla osób niewidomych i niedowidzących, z którymi ta organizacja współpracuje promując aktywny wypoczynek właśnie w rowerowy sposób. W internecie prowadzona jest do września akcja - ranking organizacji pozarządowych pod nazwą "odLOTTOwa Jazda", której program ma na celu przede wszystkim promowanie aktywności fizycznej i zaangażowania społecznego.

Jest to impreza rowerowa, w której corocznie uczestniczy spora grupa rajdersów. Tym razem było nas 11-tu chociaż nie wszyscy co jechali to do mety dojechali z różnych powodów. Jak zawsze też nie wszyscy razem wyruszyli, bo nie odczytali na stronie informacji, że wyruszamy punktualnie o 9-tej, a nawet ci co wiedzieli – to się nie wyrobili. Okazało się, że niepotrzebnie z Januszkiem na zbiórkę pod pomnik goniliśmy, bo punktualny był tylko Herbercik, który z nami do Brynicy dojechał, ale na trasę i tak nie wyruszył, tylko do domu zawrócił. Marzena goniła nas mocno spóźniona, ale i tak wpadła na boisko w Brynicy przed jeszcze bardziej spóźnionym Jackiem i Romciem. Uprosiliśmy organizatorów by zaczekali na tych co tradycyjnie z placu Mickiewicza wyruszyli z 15 minutowym spóźnieniem. Udało nam się wylicytować dla nich trochę czasu, ale jak na dodatek Kazimierz złapał gumę to już dłużej czekać nie chcieli. Wpisaliśmy ich tylko na listę, zarezerwowaliśmy pakiety startowe /koszulkę i prowiant/, a na odprawie dowiedzieliśmy się, że mamy prowadzić grupę, bo przewodnik zaniemógł. Krystian Cz. pokrótce omówił trasę i kazał kierować się biało - czerwonymi wstążkami, którymi oznakował wszystkie leśne krzyżówki. Podprowadził nas tylko kawałek do lasu i ze swoim błogosławieństwem wyprawił w dalszą drogę. Ja liczyłam, że jak Kazik dojedzie to poprowadzi, ale niestety do pomocy miałam tylko Jacka, a właściwie do towarzystwa /bo wiadomo jak Jacuś lubi gubić się nie tylko w lesie/. Marzena i Janusz zostali chwilę, by czekać na Pana Tadeusza, Kazia, Kasię, Leszka i Grześka, którzy gdzieś tam się błąkali po Brynicy. Ale, że za długo to trwało to postanowili nas gonić i jechali już na tyłach zabezpieczając grupę w razie jakiejś awarii. Ja dobrałam sobie do pomocy młodzież, która z ochotą zabawiła się w podchody wypatrując kolorowych wstążek Krystiana na drzewach. W sumie jechało nas około 30-tu osób. Bez problemu przez Kosowce dotarliśmy do restauracji "Bartosz" w Jełowej. Tu zatrzymaliśmy się na pół godziny z nadzieją, że grupa Kazimierza do nas w tym czasie dołączy. Ale niestety, musieliśmy już ruszać, a oni nadal byli gdzieś w lesie. Pojechaliśmy prosto na Grabie, sprawnie przeskoczyliśmy "krajówkę" /Jacuś i Romcio zabezpieczali/ i za Kobylnem koło stadniny znowu wjechaliśmy w las. Dalej prościuteńko droga prowadziła do Bierdzan. Było trochę piachu i kałuż po wczorajszym deszczu, ale ogólnie nie było źle. Trafiliśmy do drewnianego kościółka, zrobiliśmy kolejną przerwę, by wszyscy mogli go obejść w koło i obejrzeć. Próbowałam się dopukać na pobliską plebanię, ale niestety - nikogo nie było by nam otworzył kościół. A szkoda bo ma zabytkowe i unikatowe polichromie tzw. Bierdzańską Śmierć. Po zrobieniu grupowej fotki pojechaliśmy dalej już asfaltowymi drogami do Laskowic, zatrzymując się pod kolejnym drewnianym kościółkiem. Czas mieliśmy dobry, ale pogoda się z lekka psuła i zaczęło padać, toteż postanowiliśmy jechać dalej do Budkowic i tam przeczekać, a po drodze spotkaliśmy naszych zagubionych rajdersów, którzy przeczekali deszcz na CPN-ie. Okazało się, że Kaziowi suport się posypał i musiał wracać do Opola. Do Budkowic dotarliśmy koło 13-tej, a druga znacznie liczniejsza grupa, którą miał tu przyprowadzić krótszą trasą Krystian będzie dopiero koło 15-tej. Mieliśmy więc sporo czasu wolnego na obiad, lody, czy zwiedzanie okolicy jak się komu podobało. Ustaliliśmy tylko miejsce i godzinę zbiórki pod zabytkową "Farską stodołą". Większość i tak spotkała się w restauracji "Budkowiczanka" gdzie serwowano dobre obiady i nie tylko. W miłym towarzystwie czas szybko mija i po konsumpcji tego co tam sobie każdy zamówił lub miał w pakiecie startowym /2 batoniki, jabłko i 2 wody mineralne/, pojechaliśmy na spotkanie z drugą grupą pod stodołę. Tam też dołączył do nas Sławek i udaliśmy się na lekcję historii, którą poprowadził znany nam już pan Molek.

Jak co roku chętnych na wyjazd do Strzelec było sporo, bo jak wiadomo impreza fajna i dobrze zorganizowana i prowadzona przez Klub „Kamienie Szlachetne” i przez tamtejszy Urząd Miasta hojnie sponsorowana. Tym razem także organizatorzy formalnie ograniczyli liczbę zgłoszeń do 4 osób, ale nas było 13- tu i wszystkich przyjęto i ugoszczono, podobnie jak i reprezentantów innych klubów. A zjechali się tłumnie z Tarnowskich Gór, Głuchołaz, Zawadzkiego, Lublińca i samych Strzelec też, w sumie było nas ponad 80 osób. Nasza grupa stawiła się na zbiórce pod strzeleckim ratuszem o różnym czasie i w różnych konfiguracjach. Sławek z Cześkiem "Piratem" przyjechali razem na rowerach z samego Opola, tak samo jak Grzesiek G, Bercik i Kasia, którzy jechali osobno, choć w tym samym kierunku.

W tym roku Bytomski Klub rowerowy "Catena" zorganizował swój wiosenny rajd do Pawełek już w maju, więc i tym razem nie zobaczyliśmy kwitnących rododendronów na plantacji w rezerwacie Brzoza, w lesie ok. 4 km od Pawełków. Coś nie mamy do nich szczęścia – figurują tylko w nazwie rajdu. W zeszłym roku już przekwitły, a w tym roku jeszcze nie zdążyły zakwitnąć. Ale w dobrej zabawie nie przeszkodziło nam to wcale, bo jak się tyle osób pozytywnie zakręconych w jednym miejscu spotka to zawsze jest wesoło. Piątek – trasa dojazdowa. Tegoroczna wiosenna reprezentacja naszego klubu była nieco skromniejsza niż w roku ubiegłym, ale i tak, jak zawsze pojechaliśmy w podgrupach. Pierwszy wyruszył Marek swoimi drogami – a właściwie torami kolejowymi – przez Gliwice, aby kompleksowo pozwiedzać miasto (w ubiegłym roku zwiedzał tylko radiostację i palmiarnię).

Niby wiosna coraz bliżej i słonko cieplej grzeje, ale tylko z rana, bo prognozy na dalszą część dnia zapowiadały opady deszczu, więc po dłuższej dyskusji postanowiliśmy jechać nad staw nowokuźnicki. Postanowiliśmy kręcić się w pobliżu Opola, by szybko wrócić do domu, gdy się rozpada.

W niedzielny poranek pogoda raczej nie zachęcała do wyjścia z domu, aleeee nie dotyczy to rajdersów, ponieważ na zbiórce stawiło się aż 7- miu wspaniałych, w tym 2 kobiety, co w zimie raczej jest rzadkością :)

Klubowe powitanie Nowe Roku 2019 wycieczką rowerową Tradycyjnie, jak co roku, spotkaliśmy się na pl. Mickiewicza o godz. 11:00 na zbiórce wycieczki rowerowej połączonej z ogniskiem. Pierwsza 12-to osobowa grupa wyjechała po kwadransie na kąpielisko Bolko zobaczyć morsów kąpiących się w jeziorze. Następnie cztery osoby dojechały jeszcze z miejsca zbiórki po kolejnym kwadransie oraz pozostali klubowicze i sympatycy bezpośrednio na ognisko.

w tym roku i chociaż było pochmurno, dżdżyście na zbiórkę przyturlało się kilkoro rajdersów znudzonych świątecznym lenistwem. Postanowiliśmy pojechać do Szczedrzyka na "Farmę Mikołajów", ale gdy dojechaliśmy do ul. Głogowskiej dość mocno się rozpadało i nasza grupa rozjechała się w kilku kierunkach. Sławek zawrócił do domu, Janusz pojechał przed siebie, a JureczeK zaprosił resztę na ping ponga.

Strona 1 z 11

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 359 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie