2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2019-11-17 Rajd po okolicznych elektrowniach wodnych

Pogoda nadal nas rozpieszcza słońcem i ciepełkiem, więc na zbiórkę stawiło się aż 17 osób chętnych do rowerowej jazdy :) Zjawił się nawet dawno nie widziany Jacek S i wytrwał z nami do końca. W zeszłym tygodniu szwendaliśmy się po większych i mniejszych śluzach i tamach na Odrze, a dzisiaj Kazimierz wymyślił, że nadeszła pora by pozwiedzać okoliczne elektrownie wodne :) Wyruszyliśmy najpierw przez Chabry i Kępę do Luboszyc na prywatną elektrownię na Małej Panwi. Tam spotkaliśmy pracownika, który nam trochę opowiedział o historii jej powstania i obecnym funkcjonowaniu. Po krótkim postoju pojechaliśmy polami do drugiej elektrowni pomiędzy Kolanowicami a Biadaczem. Tu postój był nieco dłuższy, bo niektórzy zdążyli już zgłodnieć, inni chcieli porzucać latającym talerzem, a potem Kazimierz zdradził nam tajemnicę, że w tej elektrowni do wytwarzania podciśnienia, by przetoczyć wodę z jednej strony na drugą - używają zwykłego domowego odkurzacza. Bogatsi w tą wiedzę pojechaliśmy dalej :) /zostali tylko Teresa z Wojtkiem, bo mieli inne plany/, a my przez Kolanowice, na Węgry, a potem polna drogą w stronę firmy utylizacji zwierząt. I tu zaskoczyłam rajdersów, bo pokazałam im nieznaną elektrownię wodną, ładny mosteczek, na którym zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia i pojechaliśmy dalej przez Osowiec na Srebrne Jeziorko.

Tu pożegnał nas Bercik, a my zrobiliśmy sobie dłuższy postój śniadaniowy, pooddychaliśmy świeżym powietrzem, nasyciliśmy oczy pięknymi widokami i znów poprowadziłam ich leśnymi ścieżkami na Marszałki, a potem dalej na Turawskie Jezioro – na kolejną elektrownię. Pooglądaliśmy, opstrykaliśmy i część pojechała dołem polną drogą, a co silniejsi wepchali rowery schodami na wał i kontynuowali swoją rowerową wędrówkę patrząc na wszystkich z góry, podziwiając jezioro, aż po horyzont. I jak w piosence ... ty pójdziesz górą ... a ja doliną i tak na końcu wału się spotkaliśmy :) a na dodatek całkiem niespodziewanie trafiliśmy na dawno nie widzianych znajomych - Adama i Ewę. Pogadaliśmy chwilę i pojechaliśmy do baru nad Średnie Jezioro, bo co niektórym chciało się kawy, a innym zupki. Niestety kolejka była spora i zrezygnowaliśmy, została tylko Ala i Marzena – postanowiły czekać na Sergieja, który dzwonił, że tam do nich dojedzie. My pojechaliśmy dalej lasem w koło jeziora, a w Szczedrzyku wdrapaliśmy się na wał i dojechaliśmy nim do przepompowni w Jedlicach :) Znowu obejrzeliśmy, opstrykaliśmy, poczekaliśmy na Jacka i Elę, którzy się trochę zapóźnili oglądając ptaki na jeziorze. Po krótkim postoju zawróciliśmy drogą pod wałami do Szczedrzyka, a potem skręciliśmy w las na Dębską Kuźnię. Znowu objęłam prowadzenie, bo Kazimierz udawał, że tej drogi nie zna , tak jak i poprzedniej - na wałach w Szczedrzyku :( Ta droga jest bardzo malownicza, chociaż w lecie trochei piaszczysta, a teraz błotnista, ale byliśmy dzielni i przedarliśmy się przez rozlewiska, jak kto potrafił, jedni pieszo inni rowerami :) Wylądowaliśmy w Dębskiej Kuźni i bocznymi drogami przez wieś dotarliśmy do Chrząstowic i tu nastąpił rozpad grupy. Ja zostałam z Jackiem S. bo coś mi tam szwankowało w hamulcach i on pomagał mi ten feler usunąć. Kazimierz z Januszkiem pognał na ścieżkę rowerową, a goniła ich Ela z Helenką. Drugi Jacuś pojechał z Robertem, Moniką i Romanem na Suchy Bór i do domu dotarł przez Metalchem. Byłam już pod domem jak zadzwoniła Marzena, że też już są w pobliżu Opola. Gdy zabrałam się do pisania relacji, zadzwoniła Ela z przykrą wiadomością, że Janusz miał wywrotkę :( I tu ku przestrodze muszę napisać, że nawet na ścieżce rowerowej nie możemy czuć się bezpieczni i apeluję do tych co kasków nie lubią, by sobie nie lekceważyli tego elementu wyposażenia rowerzysty. Otóż, pewna pani spacerowała z psem, którego nie opanowała i wpadł Januszowi pod koła i chociaż zachowała się bardzo poprawnie, bo zadzwoniła po męża i pomogli Januszowi w transporcie do szpitala :( to gdyby nie miał kasku ... nawet nie chcę myśleć co mogło by się wydarzyć, ponieważ po upadku nadaje się do wyrzucenia. Tak, że z ciężkim sercem kończę tą relację i dzień, który się tak pięknie zapowiadał … :( TEwa, zdjęcia TEwa i Jacek

 

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 1161 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie