2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2016-09-11 Wielka wyprawa na Kluczbork

W poprzednią niedzielę umawialiśmy się, że w obecną pojedziemy do Olesna, ale w tygodniu odkryłam z Jackiem S. nową drogę do Kluczborka i kąpielisko /a tam też już dawno nie nie byliśmy/. Ponad to zapowiadał się wielki upał, więc namówiłam wszystkich by wycieczkę do Olesna przełożyć na kolejną niedzielę, a dziś jechać na Kluczbork. Wyruszyliśmy w jedenastkę w tym jeden nowicjusz..

Jechaliśmy bocznymi drogami  przez Kępę, koło "Żwirka"  na Luboszyce, Kolanowice, Łubniany, Dąbrówkę, Jełową, lasami, mocno dziurawą drogą na Laskowice, potem Tuły. Obok starego młyna zjedliśmy drugie śniadanie i posłuchaliśmy szumu wody, gdy Kazimierz podnosił zaporę, podtapiając mnie z lekka. Po chwili pojechaliśmy dalej obejrzeć:

"Perełkę architektury", "Najpiękniejsze dzieło Alexisa Langera", "Jeden z piękniejszych kościołów neogotyckich na Śląsku".
Kościół w Tułach wybudowano w roku 1856. Uroczyste poświęcenia kościoła odbyło się 9 Lipca roku 1857 przez biskupa wrocławskiego Henryka Förstera. Samodzielną parafie erygowano tu 5 czerwca 1858 roku. Wcześniej Tuły należały najpierw do parafii Bogacica a następnie do parafii Lasowice Wielkie. Laskowice przyłączono do parafii w 1898 roku, wcześniej należały do parafii Stare Budkowice.
Zanim wybudowano w Tułach kościół znajdowała się tu co najmniej od pierwszych lat XIX wieku kaplica zamkowa. To w niej Ernest Karol von Blacha chrzcił swoje dzieci. Jeden z jego synów Edward von Blacha postanowił wybudować w Tułach kościół. Miało być to podziękowanie za narodziny syna.
Kościół jest wybudowany w stylu neogotyckim. Jest jednym z pierwszych dzieł znanego architekta Alexisa Langera. Lekka strzelista budowla otoczona jest cmentarzem. Zachwyca każdy detal wysokiej wieży czy wschodniej ściany. Wewnątrz wszystko harmonijnie połączone, w strzelistym ołtarzu głównym pieta, naprzeciw wysoki chór a powyżej gwiaździste niebo.
Po lewaj stronie przed kościołem jest pałac, który postanowiliśmy obejrzeć z bliska, więc wjechaliśmy przez otwarte bramy i opstrykaliśmy go z każdej strony.

 Pałac zbudowany był w XVIII w. przez von Blachów, jako podstawowy element założenia pałacowo-parkowego; rozbudowany w latach 1856-57. Od 1867 r. w rękach von Fuerstenbergów. Po II wojnie światowej znacjonalizowany, wykorzystywany głównie przez PGR. W latach 90. XX w. porzucony, popadł w ruinę.
Konstrukcja w stylu barokowym, murowana, otynkowana, na rzucie prostokąta, o powierzchni użytkowej ok. 570 m2 i kubaturze ok. 6500 m3. W wejściu portal zamknięty łukiem. Wewnątrz zachowane dekoracje. Na ryzalicie w tylnej elewacji istniał kiedyś zabytek gnomoniki - zegar słoneczny. W otoczeniu m.in. spichlerz z I poł. XIX w., park ze starodrzewem.
Obecnie teren założenia znajduje się w rękach prywatnych, jest ogrodzony i dozorowany.


Po obejrzeniu pałacu pojechaliśmy piaszczystą drogą prosto, za kościołem w las na miejscowość Oś. Tu zawrócił Herbert, bo nie lubi takich dróg, a jego rowerem ciężko przebić się przez piachy.  Reszta jechała dalej i przez kolonię Jasienie, Kuniów do Kluczborka. Na samym wjeździe na deptak była knajpka gdzie za 10 zł zjedliśmy niedzielny obiad : rosół kluski i rolady z kapustą. Najbardziej zadowolony był Sławek, który zaliczył 3 rosołki/ za tych co nie mogli, badź nie chcieli/. Nie wszyscy chcieli jeść obiad, więc pojechali na lody i ciastka do cukierni, gdzie wkrótce dojechali na deser "obiadowicze". Zadowoleni i syci udaliśmy się na kąpielisko, gdzie cześć pływała, a reszta się tylko moczyła na brzegu bo upał był nieznośny. Po kąpieli zaczeliśmy szukać drogi do domu po drugiej stronie zalewu. Trafiliśmy do Chocianowic, gdzie weszliśmy pomodlić się do drewnianego kościółka, bo był otwarty. Potem jechaliśmy przez Lasowice Małe, Wielkie/ mineliśmy 2 zamknięte drewniane kościółki/ przeskoczyliśmy główną drogę Opole-Kluczbork i znów wylądowaliśmy w Tułach. Tak dotarliśmy do najgorszego odcinka naszej trasy/ dziurawki/ z Laskowic do Jełowej. Upał nadal dawał się we znaki, więc wszyscy szukali wodopoju. Znaleźliśmy karczmę w Jełowej, gdzie każdy schładzał się czym mógł i na co miał ochotę. Po przerwie ruszyliśmy dalej gubiąc po drodze kolejnych uczestników wycieczki. Kazimierz się spieszył, więc się ulotnił po angielsku, a  nowicjusz nie miał sił jechać dalej i postanowił odpocząć na przystanku w Dąbrówce Łubniańskiej. My pojechaliśmy na dożynki w Luboszycach ogladając po drodze słomiane dekoracje i pięknie odrestaurowanego trabiego, z którym Januszek zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie. A reszta udała się na poszukiwanie kołacza i jakież było nasze zdumienie, że mimo późnej pory jeszcze był i rozdawali go za darmo łącznie z kawą. Najedliśmy się do woli, /niektórzy zabrali nawet na wynos/ i ruszyliśmy w podgrupach do domu. Jedni przez Zawadę i las na Malinkę i ZWM, a drudzy przez Kępę w stronę miasta i na Damboniowo. Do domu dojechaliśmy już na światłach po 19-tej  robiąc ok. 115 km. Była to pęknie spędzona rowerowa niedziela, chłopaki zadowolone, bo dużo kilometrów, była kąpiel, obiad i ciasto  i wszystko za pół darmo – dawno nam już tak dobrze nie było.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 569 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie