2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2020–07–18 VII Jakubowy rajd rowerowy

Tym razem nietypowo, bo w sobotę wybraliśmy się z PTTK–iem i grupą Opolskich Pielgrzymów na rajd rowerowy Jakubowym Szlakiem :) Spotkaliśmy się pod katedrą – Ela, Józek, Jacek, Wojtek z Tereską i ja. Nabożeństwo miało być krótkie, ale się przedłużyło, więc w trasę wyruszyliśmy ze sporym opóźnieniem :( Chętnych do jazdy było sporo, dlatego podzielono nas na cztery grupy i ruszyliśmy ścieżką rowerową za katedrą w stronę ronda, potem ul. Budowlanych do Wróblina.

Tam się trochę pogubiliśmy szukając „Winnicy opolskiej”. Ciekawe miejsce koło obwodnicy, gdzie miejscowi ogrodnicy założyli w zacisznym zakątku winnicę. Właściciel przyjechał, by osobiście nas oprowadzić, zdradził kilka szczegółów jej powstania i hodowli, pokazał jak pięknie zawiązały się grona – malutkie jeszcze, więc do degustacji się nie nadawały ani w postaci stałej czy płynnej :) Gdy się już wszystkie zagubione owieczki odnalazły, ruszyliśmy dalej w stronę Czarnowąs do klasztoru Norbertanek, gdzie mieści się Dom Pomocy dla dzieci, młodzieży i dorosłych, którzy się tam już zdążyli zestarzeć. Powitała nas siostra Maria, która zarządza tym obiektem i opowiedziała w skrócie o historii budowli, zakonu i podopiecznych. Zwiedziliśmy kaplicę, pooglądaliśmy ogród, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie grupowe i pojechaliśmy, początkowo betonówką, tyłami Czarnowąs przez Borki do Dobrzenia Wielkiego. Dotarliśmy do nowo oddanego Albergue, a właściwie to byliśmy świadkami jego otwarcia i poświęcenia. Podobno brakowało takiego miejsca noclegowego dla pielgrzymujących jakubowym szlakiem między Brzegiem, a Opolem i prywatni ludzie postanowili takie utworzyć w swoim obejściu. Pięknie wyremontowali starą stodołę, a nas pierwszych pielgrzymów przywitali chlebem i solą w strojach regionalnych. Po części oficjalnej zaproszono nas na ogrody i częstowano – staropolskim obyczajem – „czym chata bogata”. Było na bogato, bo ciast wszelakich i pysznych nam nie szczędzono i napitków. Oprócz kawy i ziołowej herbatki i wino słodziutkie się znalazło, co znacznie poprawiło nam humorki, a gospodynie umiliły nam konsumpcję występem artystycznym. Jacuś objedzony jak bąk pojechał się szykować na jutrzejszy wyjazd w góry, bo jak zwykle jeszcze był w rozsypce, a reszta udała się do zabytkowego drewnianego kościółka św. Rocha w Dobrzeniu. Tu zmówiliśmy kolejną dziesiątkę różańca i czekaliśmy, aż przejdzie ulewny deszcz, który nas dopadł. Na szczęście, chociaż gwałtowny był, to równie szybko odszedł, a w tym czasie pan Franciszek, były dyrektor szkoły w Chróścicach, gawędziarz i kronikarz tych okolic opowiadał nam miejscowe ciekawostki. Na koniec zrobiliśmy kolejne „społeczne foto”, gdyż rajd był sponsorowany i cały czas towarzyszył nam wóz techniczny i fotoreporterzy z „Gościa Niedzielnego”. Gdy przestało padać bocznymi drogami dojechaliśmy do kolejnego kościoła w Chróścicach. Tu już p. Franciszka nie dopuszczono do głosu, obejrzeliśmy kościół, odmówiliśmy różaniec, a że byliśmy już mocno spóźnieni, szybko ruszyliśmy do Starych Siołkowic, gdzie w salce parafialnej było zakończenie rajdu – poczęstowano nas pierogami, a na koniec rozdano różne mapki, foldery i pamiątkowe drobiazgi. Kolejno wszyscy zaczęli się rozjeżdżać w stronę domów – Wojtek z Teresą najkrótszą drogą asfaltami, bo troszkę Teresce rower szwankował. My z Elą i Józkiem i p. Franciszkiem wybraliśmy polna drogę wzdłuż Odry przez Biadaszki i Babilas. Raz była lepsza, raz gorsza, jak to polne drogi, prowadził p. Franciszek umilając nam jazdę swoimi opowieściami o historii mijanych domów i ich mieszkańców. I dobrze się jechało dopóki przewodnikowi „elektryka” w rowerze się nie wyczerpała i znów wróciliśmy do „pielgrzymkowego” tempa, no cóż „coś za coś” – nie wypadało miłego człowieka w polach samego zostawić. Pożegnaliśmy p. Franciszka pod Dobrzeniem, gdzie zamieszkuje i ścieżką nadodrzańską wróciliśmy do Opola. Kilometrów za wiele nie było, coś koło 60–ciu, ale trochę nowych miejsc, ludzi i historii poznaliśmy i miło czas spędziliśmy :) TEwa, zdjęcia Józek

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 266 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie