2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2020–11–22 Grodzisko w Krośnicy

W sobotę pojeździłam sobie z Helenką po lasach czarnymi i zielonymi szlakami, więc postanowiłam je pokazać innym rajdersom w niedzielę. Ruszyliśmy z placu Mickiewicza ul. Ozimską ścieżkami rowerowymi przez kolonię Gosławicką. Ścieżka nam się trochę urywała, bo jest częściowo w budowie, aleją Narciarzy dotarliśmy do lasu, potem drogą przy torach do Suchego Boru. Pierwsza przerwa śniadaniowa dla tych, co w domu nie zdążyli była przy madejowej kamionce.

Po konsumpcji żółtym szlakiem boczkiem, boczkiem minęliśmy Dębie, obejrzeliśmy leżakujące w polu krowy w pobliżu ładnego agrofolwarku, przeskoczyliśmy asfalcik i dalej polną drogą dotarliśmy do Raszowej. Tu kolejna przerwa na boisku pod wiatą, a potem wskoczyliśmy na czarny szlak do Boryczy. Ale tam nie dojechaliśmy, bo zawróciliśmy z lekka by moim nowo odkrytym zielonym szlakiem dostać się do Krośnicy. Był trochę kamienisty potem piaszczysty i panowie zaczęli marudzić, a na koniec pospadali z rowerów i je pod górkę pchali, co ja z radością uwieczniłam na fotkach. Okazało się w praktyce, co to znaczy słaba płeć i jak błędnie ta nazwa jest używana - dzień wcześniej wcale z Helenką nie rozpaczałyśmy, że asfaltu w lesie nie rzucili. Jak się już panowie nastękali i rowerki na górkę podepchali to Sławomir przypomniał sobie, że już kiedyś tu był i zna drogę do grodziska. Wszyscy zawrócili w las, a po drodze Kazimierz pokazał nam źródełko skąd kobiety w dawnych czasach brały wodę do wyrobu masła. W 1994 postawiono w tym miejscu nad strumykiem, mały domeczek, który pooglądaliśmy z każdej strony tak jak później grodzisko, do którego doprowadził nas Sławomir. A jadąc do niego przecięliśmy czarny szlak, którym wcześniej się poruszaliśmy nie wiedząc jak blisko grodziska jesteśmy. A było warto go poszukać, bo miejsce jest urokliwe, porośnięte buczyną, a wzgórki i pagórki otacza meandrujący strumień. Kazimierz wtarabanił się tam rowerem, reszta pieszo, a Sławomir swoim zwyczajem opowiedział parę kawałów i prawdziwych historii odnośnie grodzisk i nie tylko. To grodzisko jest w lesie między Raszową, a Krośnicą, do której zawróciliśmy i pojechaliśmy dalej trzymając się zielonego szlaku w stronę Dańca. Po drodze przejeżdżaliśmy koło farmy danieli. I znów było, co oglądać, bo ogromny samiec z wielkimi „łopatami” dumnie pozował nam do zdjęć wraz ze swoimi łaniami, których sporo miał w haremie. W Dańcu minęliśmy „ryneczek” i izbę regionalną im. Miętusa i za wsią wróciliśmy znów na żółty szlak do Dębia. Ale tym razem pojechaliśmy trochę inaczej i wylądowaliśmy w środku wsi koło kościoła. Tu Sławkowi znowu włączył się szwendacz i pociągnął nas w pola na ścieżkę dydaktyczną, którą już od dawna chciał zobaczyć i do tej pory nie potrafił nas do tego namówić. Tym razem mu się udało i dotarliśmy do wzgórka pokrytego imponująco wyglądającymi krzaczorami, oznaczonymi wieloma tablicami edukacyjnymi z jakiegoś unijnego projektu. Niestety wybraliśmy się już trochę za późno by zobaczyć, co tam naprawdę rośnie, bo o tej porze roku wszystko już przekwitło, liście opadły i trudno było cokolwiek rozpoznać. Obeszliśmy górkę wkoło, a najbardziej zaintrygowały nas trzy tabliczki zgrupowane na pustym polu. Podeszliśmy by przeczytać, co tam kiedyś rosło - podobno wierzby, ale chyba ktoś je wyciął, albo same uległy biodegradacji. Zaspokoiliśmy swoją ciekawość, przy okazji zrobiliśmy ciekawe zdjęcia i ruszyliśmy w drogę powrotną, ale w kierunku Chrząstowic, bo ta od strony Dębia była dłuższa i kamienisto-błotnista. Gdy dojechaliśmy do dawnego młyna z daleka widzieliśmy naszą ekologiczną górkę - faktycznie wygląda jak grodzisko – stąd Sławkowa fascynacja tym miejscem. Z Chrząstowic bocznymi drogami wróciliśmy do Suchego Boru, omijając ścieżkę rowerową w Lędzinach, bo nam się kojarzy z psami atakującymi rowerzystów i rocznicą Januszkowego wypadku. Stąd do miasta było już niedaleko, byliśmy w domu o całkiem przyzwoitej porze, zrobiliśmy około 60 km, a przy okazji odkryliśmy ciekawe miejsca, które mijaliśmy wielokrotnie nie wiedząc nawet jak blisko się znajdują.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 239 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie