2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2021–02–28 Polami, parkami, pod górkę i pod wiatr …

Kolejna ciepła niedziela w lutym, tyle, że trochę wietrzna, co wcale nie przeszkadza kolejnym rajdersom wychylać się ze swoich zimowych legowisk. Frekwencja była całkiem niezła, choć jak zwykle Grzesiu nas tylko obfotografował i wyprawił w drogę, a „Wojtki” odprowadziły do rogatek miasta. Postanowiliśmy, że jedziemy pod wiatr by z nim wracać i wypadło w kierunku zachodnim. Kazimierz poprowadził nas ul. Budowlanych na Zakrzów, a tam Sławomir na ul. Korneckiego wypatrzył ciekawe malowidło naścienne, które nie do końca rozszyfrowaliśmy.

Pewne skojarzenia były z sądem ostatecznym, czy naukami jakiegoś proroka, ale właściwie to nie wiemy, co autor miał na myśli - chociaż ładne jest. Zapytałam przygodnie spotkanych autochtonów, ale też nie umieli mi wyjaśnić, co przedstawia. Dowiedziałam się tylko, że mieszkają w tym domu artyści – malarze, a fresk jest formą autoreklamy i kto chce może sobie u nich jakiś zgrabny landszafcik zamówić. Po tych przeżyciach artystycznych pojechaliśmy przez działki w kierunku Wróblina, a po drodze wypatrzyłam pierwsze nieśmiałe oznaki wiosny w postaci przebiśniegów i krokusów. Gdy wydostaliśmy się na asfalt, trzeba było wdrapać się, nie dość, że pod górkę, to jeszcze pod wiatr na odrzański most, którym przeprawiliśmy się na druga stronę rzeki i pojechaliśmy do Sławic. Tu Sławomir przejął dowodzenie i wyprowadził nas tyłami tej miejscowości na lipową aleję, która polami zawiodła nas do Żelaznej. Dalej pojechaliśmy już asfaltem obejrzeć nowo założony park w Niewodnikach w pobliżu pałacu. Teren jest całkiem spory, ładnie zagospodarowany z ławeczkami, drewnianą sceną, tablicami informacyjnymi, ale sporo czasu upłynie zanim posadzone tam drzewka cień zmęczonym wędrowcom dadzą. Po krótkiej przerwie śniadaniowej pojechaliśmy do Naroka, by obejrzeć kolejny pałac w dużo lepszym stanie (ale tylko z zewnątrz, bo w środku jest nadal budowa). Zrobiliśmy tam kilka fotek i zawróciliśmy w stronę Dąbrowy Niemodlińskiej do następnego parku i pałacu, gdzie dotarliśmy błotnistą ścieżką, znowu pod górkę i pod wiatr. Dalej było już tylko więcej górek i wiatru aż do Skarbiszowa. Kolejny park i kilka kamieni po skarbiszowskim zamku minęliśmy bokiem bez zatrzymywania się, bo za dużo już tych postojów było. Za Skarbiszowem, na poboczu, Sławomir wypatrzył duże bryły rudy darniowej i zawrócił mnie z drogi, by mi to pokazać. A w tym czasie reszta oddaliła się dość znacznie, a z powodu wiejącego w oczy wiatru ciężko ich było dogonić. Udało nam się to dopiero w Ciepielowicach przy kolejnym zrujnowanym pałacyku i parku, którego ciekawostką jest „ptasia aleja”. Każdy Rajders, który jedzie nią pierwszy raz, musi te drewniane okazy sztuki ludowej na drzewach odnaleźć – tym razem padło na Helenę, ale poradziła sobie bez problemu. W trakcie naszej wycieczki stan liczebny naszej grupy ulegał ciągłym zmianom, tradycyjnie już Adam gubił się kilka razy, a potem odnajdywał, a w Ciepielowicach koło pałacu spotkaliśmy Marka, który obrał drogę z wiatrem i jechał od strony Wawelna tam, skąd my już wracaliśmy, tzn. do Naroka i dalej do Dobrzenia. Mile zaskoczeni pogadaliśmy chwilę i pojechaliśmy dalej do kolejnego parku w Chróścinie Op. pooglądać kacze zaloty nad stawkiem. Zrobiliśmy kilka zdjęć, dokończyliśmy domowy prowiant i ruszyliśmy w drogę powrotną. Kazimierz mimo protestów ominął naszą ulubioną drogę przy torach i zdecydował prawem prezesa, że wracamy przez Żerkowice, Chmielowice i Wyspę Bolko. A to ulubione miejsce weekendowych spacerów Opolan, więc tłok panuje tam niemiłosierny na wszystkich alejkach, aż trudno się przedostać. Nie inaczej było i tym razem, ale jakoś przejechaliśmy bokiem i Jacuś zrobił nam pożegnalne zdjęcia na tle sztucznych żyraf w ostatnim już parku – nowo założonym z okazji 800- lecia naszego miasta – i rozjechaliśmy się do domów.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 54 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie