2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2021–04–04 W pogoni za wielkanocnym króliczkiem

Mimo świąt i niezbyt przychylnej pogody zebrała się grupka rajdersów nieliczna, a śliczna – przejedzonych świątecznym śniadaniem i gotowych do jazdy. Zdecydowaliśmy jechać wkoło Turawy, więc ruszyliśmy ul. Ozimską w górę skręcając koło działek w stronę lasu, bo trochę wiało.

Po drodze pokazałam im „Leśnego starca” – czyli ponad 300-letni dąb schowany w lesie koło Niwek. Trudno do niego trafić, gdy już się rozwiną liście, bo się dobrze maskuje, ale teraz póki jeszcze nic nie kwitnie – jest najlepsza pora, ponieważ nawet ze ścieżki można go wypatrzeć. Ja, co roku „ Leśnego starca” odwiedzam, by drogi do niego nie zapomnieć. Tym razem było dość mokro, sporo błotnistych kałuż i ciernistych krzewów drogi do niego broniło, ale nasz prezes Kazimierz zgrabnie nas przez te bagna przeprowadził. Dąb jest ogromny i naprawdę warto go zobaczyć. Wokół jest dziewiczy krajobraz, co bardzo doceniają dziki, żyjące w okolicznych lasach, bo mają tam swoje bajorko, w którym lubią się poczochrać. Nasze „klubowe Ołyńce-Odyńce” – tym dzikim pozazdrościły i na brzegu zgrabnie przycupnęły próbując trochę w tym błotku się wytaplać. Gdy już nacieszyliśmy oczy tym leśnym uroczyskiem pojechaliśmy do Niwek by sobie pstryknąć fotkę z mistrzem Halupczokiem, tu pożegnał nas Bruno, który się spieszył na niedzielny obiad. My zrobiliśmy sobie przerwę przy stole na boisku dzieląc się czekoladowymi jajeczkami, bo tym razem nikt ochoty wielkiej na jedzenie jeszcze nie miał. Po chwili pojechaliśmy dalej na Średnie jezioro, a na asfalcie pożegnał nas Czesiek P., który również poczuł zapach świątecznego obiadu. W okrojonym składzie okrążyliśmy jezioro skracając też trasę /początkowo mieliśmy objechać Duże Jezioro, potem Srebrne/ ale w końcu dębową aleją pod wałami dotarliśmy do Turawy, potem w Kotorzu Małym skręciliśmy na Węgry. Tu podziwialiśmy piękne zającowe dekoracje w jednym z domów, co ja nie omieszkałam wyfocić w zastępstwie Jacusia – nieobecnego fotografa klubowego. W polach za Kolanowicami spotkała nas niespodzianka – przemknął nam bokiem wielkanocny zjączek, ale jajeczek w trawie niestety nie pogubił. Po tym miłym świątecznym akcencie przez Luboszyce, koło Żwirka dotarliśmy na popas przy ulubionej przez naszych panów stacji BPI. Posiedziałam z nimi chwilkę, ale zimno mi się zrobiło, więc ich porzuciłam, by nie przeszkadzać w męskich rozmowach. I tak wykręciliśmy jakieś 45 km, a ile spaliliśmy kalorii razem czy osobno to liczyć nie będę, bo ani nie lubię, ani nie potrafię – zostawiam to mądrzejszym mistrzom klubowych kalkulacji. Dość, że mogłam spokojnie poleżeć do kolacji, bez wyrzutów sumienia z przejedzenia…

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 134 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie