2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2021-06-13 W poszukiwaniu kwitnących rododendronów do Mosznej...

Niedzielny poranek powitał nas silnymi podmuchami wiatru, więc postanowiliśmy przed nim schronić się w lesie, a że sezon na kwitnące rododendrony jeszcze trwa to wybór trasy do Mosznej był jedynie słuszny.

Pojechaliśmy przez wyspę Bolko, Wójtową Wieś, Domecko do Nowej Kuźni, a tam drewnianą kładką dotarliśmy do wieży widokowej. Z jej wysokości obejrzeliśmy dość mocno zarośnięty staw, przekąsiliśmy co nieco, zrobiliśmy kilka zdjęć i pojechaliśmy do lasu na rzymkowicką jedynkę. To bardzo ładna droga przez las i sucha mimo padającego wczoraj deszczu. Jechaliśmy nią dość długo, aż do skrętu na Chrzelice. Wyjechaliśmy pod nadajnikiem, ale zdjęć w tym miejscu nie robiliśmy, bo to zabronione. Z Chrzelic przez Łącznik dotarliśmy na ciasteczko co Peli, a po konsumpcji skręciliśmy na Ogiernicze, żeby boczkiem, boczkiem dostać się do parku. Gdy stanęliśmy przy pałacowej fontannie i zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, Czesiu P. przypomniał sobie, że gdzieś zapodział mu się plecak. Postanowił wrócić do cukierni bo myślał, że tam właśnie go zostawił, a my udaliśmy się na zwiedzanie parku. Trzeba przyznać, że coraz tam ładniej, zamek ma już zmienione dachy, a obecnie go piaskują, więc odzyskuje swą dawną urodę. Gdy tak się zachwycaliśmy zamkiem i kwitnącymi wkoło krzewami rododendronów, zadzwonił Czesiu, że do nas wraca, bo przypomniał sobie, że plecak zostawił - ale w domu. Uśmialiśmy się trochę, ale postanowiliśmy na niego zaczekać, bo byliśmy ciekawi czy do nas trafi - wszystkim powszechnie wiadomo, że ma kłopoty z orientacją w terenie. No i trochę się naczekaliśmy, a gdy już zniechęceni ruszaliśmy w dalszą drogę, okazało się, że nasz globtroter pokonał wszystkie przeciwności losu i nas odnalazł. Co prawda to sam nie bardzo wiedział którędy, bo nie jechał tą drogą co wcześniej z nami, ale i tak ucieszyliśmy się niezmiernie i razem ruszyliśmy niebieskim szlakiem za cmentarzem Thelewinklerów w kierunku Racławiczek. Dotarliśmy bez problemów, bo tydzień wcześniej sprawdziłam tą trasę, wtedy pobłąkałam się trochę i wylądowałam w Kujawach, ale wiedziałam gdzie popełniłam błąd i tym razem się udało. Z kolei w Racławiczkach Kazimierzowi trochę się drogi pomyliły, ale w porę go zawróciłam i pojechaliśmy jak trzeba przez Ścigów na Strzeleczki. Tam wjechaliśmy do lasu, na kolejna piękną i szeroką aleję w kierunku Prószkowa. Po drodze zatrzymaliśmy się na krótki popas pod wiatą myśliwych, a później ścieżką dydaktyczną udaliśmy się do miasteczka. Po drodze zgubiliśmy Elę i Sławomira, którzy wypatrzyli jakieś ciekawostki w lesie, zostali mocno w tyle, nie chcieli nas gonić i kazali nam jechać dalej. Trasa była dość długa, a Helenka osłabiona po chorobie zaczęła zostawać w tyle w okolicach Domecka, to zostałam razem z nią, by nie czuła się osamotniona, a reszta bandy pognała dalej . My wróciłyśmy do Opola w trochę wolniejszym tempie, rozstałyśmy się na ulicy Armii Krajowej, ja pojechałam dalej przez ul. Rodziewiczówny i jakież było moje zdziwienie, gdy koło kamionki spotkałam chłopaków. Ale mówiąc szczerze to miałam przeczucie, że mogą kręcić się w tej okolicy, bo to ich rejony z dzieciństwa i już kiedyś też ich tam znalazłam - nie szukając wcale. Uśmialiśmy się serdecznie, Kazimierz pooprowadzał nas po rekultywowanych terenach wyburzonej cementowni Piast, gdzie powstają nowe tereny rekreacyjne i ścieżki rowerowe dookoła kamionki. Po tych wspominkach rozjechaliśmy się do domów, bo pora zrobiła się ku temu odpowiednia, a na liczniku 93 km. Wreszcie - jak za dawnych dobrych czasów, gdyż ostatnio to wciąż wkoło komina jeździliśmy, gdyż jak nie lało, to wiało i w daleką trasę nikomu jechać się nie chciało.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 102 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie