2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2021-08-02-11 Letnia wyprawa w okolice Lublina – dzień 1 i 2

Kilka lat temu zwiedzaliśmy rowerowo wschód Polski patrząc jak buduje się green velo. Wtedy dotarliśmy do Lublina, ale nie zdążyliśmy go zwiedzić, bo czas nas gonił, więc pozostał pewien niedosyt.

W tym roku postanowiliśmy podjechać pociągiem do Dęblina i zacząć wyprawę w tych okolicach gdzie skończyliśmy, a potem zatoczyć koło do Kielc, albo Częstochowy, by znowu wskoczyć w pociąg i wrócić do Opola. Ja opracowałam wstępnie trasę i zabytki, które chcieliśmy obejrzeć. Kazimierz przeliczył kilometry, podzielił trasę na dzienne odcinki. Janusz kupił bilety, poszukał noclegów w PTSM-ach i tym podobnych tanich miejscach, zabraliśmy Helenkę i Marzenkę do towarzystwa i w poniedziałek skoro świt ruszyliśmy pociągiem do Dęblina.

2.08.2021 Dzień pierwszy Opole - Puławy.

Odjazd pociągu intercity relacji Wrocław - Lublin godz. 4.56. Spotkaliśmy się wszyscy na dworcu, obstawialiśmy, że spóźni się Marzena, a tym razem zaskoczył nas Kazimierz, który wjechał na dworzec razem z pociągiem. Zapakowaliśmy się bez problemu, chociaż mieliśmy miejsca rozrzucone po 3 przedziałach parami bo tak rozłożone są miejsca rowerowe. Mieliśmy z Kazimierzem pecha bo koło nas zajęła miejsce lekko rozwydrzona młodzież, zachowywali się głośno i arogancko, przez moment nawet wpadliśmy z nimi w słowną polemikę, bo ciężko było słuchać przekleństw i bzdur, które wygadywali. Na szczęście szybko okazało się, że pyskacze pomylili przedziały i w Częstochowie przesiedli się do Marzeny i jej umilali dalszą podróż, a my mieliśmy już spokój. Po godz. 10-tej byliśmy już w Dęblinie, wysiadka poszła sprawnie, na peronach były windy, więc nie musieliśmy się męczyć z targaniem rowerów po schodach. Trochę pobłąkaliśmy się po mieście szukając wejścia do twierdzy, ale niestety stacjonuje tam wojsko więc jeśli ktoś chce ją zwiedzać to jest to z lekka utrudnione. Trzeba się skontaktować z Towarzystwem Przyjaciół Dęblina i pod pozorem zwiedzania ichniejszej Izby Tradycji, która się mieści w zabudowaniach twierdzy, można zobaczyć wszystko. Niestety dowiedzieliśmy się o tym za późno dopiero przy Szkole Orląt, od przypadkowo spotkanego tam emeryta lotniczego. Wysłuchaliśmy od niego kilka ciekawych historii, obejrzeliśmy stojące na zewnątrz samoloty i helikoptery, ponieważ muzeum w poniedziałki jest zamknięte. Następnie zwiedziliśmy stary cmentarz wojenny i udaliśmy się bursztynowym szlakiem do Gołębia, by obejrzeć piękny kościół i kaplicę loretańską w stylu manierystycznym ufundowaną przez Ossolińskich prawie 200 lat temu. W tej miejscowości natrafiliśmy na Muzeum Dziwnych Rowerów, które założył i prowadzi pozytywnie zakręcony p. Majewski. Wstąpiliśmy by zobaczyć wytwory jego myśli technicznej, które momentami przypominały rowerowe wynalazki naszego Brunka. Czego tam nie było: poziomki, rower patriotyczny, riksze, dziwne składaki, bicykl, dwuślad, rower z pałąkami w którym można było zawisnąć na szelkach głową w dół. Konstruktor- gawędziarz prezentował jak się jeździ na tych dziwadłach, opowiadał historie z nimi związane /niektóre grały w filmach/, przybliżył nam też historię kościoła i kaplicy, a na koniec pokazał nam „Muzeum Pijaństwa” w osobnym pomieszczeniu miał ogromny zbiór butelek po różnorodnych trunkach. Odradził nam jazdę wałami do Puław, gdyż ścieżki są tam zaniedbane i zarośnięte. Po dotarciu do Puław zjedliśmy obiad w przydrożnym barze nad Wisłą, jedni flaki, inni pyszne placki z sosem kurkowym, zależnie od upodobania. Po objedzie pojechaliśmy szukać PTSM-u, zrzuciliśmy sakwy i pojechaliśmy na miasto. Obejrzeliśmy pałac Czartoryskich, świątynię Sybilii z zewnątrz, park, sarkofag, tarasy, tunele oraz sporą grupę spacerujących tam pawi, rynku w tym mieście nie znaleźliśmy bo go nie ma, a komary zaczęły ciąć, więc uciekliśmy do schroniska. W tym dniu przejechaliśmy około 55 km.

Koszty:
bilety na pociąg 47 zł
nocleg 45 zł
obiad 22 zł
muzeum rowerów 20 zł
zakupy 22 zł
-----------
156 zł

3.08.2021 Dzień drugi Puławy – Lublin.

Wyjazd 8.30, jedziemy na zwiedzanie wnętrz pałacu Czartoryskich. Są tam zbiory malarstwa, biżuterii, broni, naczyń, a w świątyni Sybilli niespodzianka. Kiedyś były tam skarby, które teraz można obejrzeć przez okulary 3D- bardzo ciekawe doświadczenie, można dotknąć i zobaczyć coś, czego tak naprawdę tam nie ma. Po zwiedzaniu udaliśmy się na poszukiwanie bursztynowego szlaku, który poprowadził nas przez ogromny most na boczną drogę do Janowca. Tam obejrzeliśmy z zewnątrz ruiny zamku, Marzena pobiegła na punkt widokowy, my zjedliśmy kanapki i jak wróciła pojechaliśmy na prom, żeby się przeprawić na drugą stronę Wisły. Ścieżką rowerową skąd roztaczał się piękny widok na zamek i katedrę, dojechaliśmy do Kazimierza Dolnego. Zwiedziliśmy Sanktuarium Matki Boskiej Kazimierskiej, rynek, studnię, kamieniczki, katedrę i cmentarz żydowski na skraju miasta. Bocznymi drogami, przez Zaborze, Wąwolnicę z lekka pod górkę dotarliśmy do Nałęczowa. Obejrzeliśmy park zdrojowy, fontannę, Dom Zdrojowy - w pałacu Małachowskich jest w remoncie. Zrobiliśmy kilka zdjęć z „brązowym” Bolesławem Prusem siedzącym na ławeczce, takimiż kaczkami i na bicyklu. Pojechaliśmy na obiad do stołówki „W starej aptece” - dziś były schaby tradycyjne, po kaszubsku i z diabełkiem, niezbyt drogie a dobre. Po obiedzie ruszyliśmy ścieżka rowerową, a potem główną drogą na Lublin, zostawiliśmy bagaże w Akademiku Politechniki, gdzie mielismy nocleg i pojechaliśmy na miasto. Na deptaku zaskoczył nas przelotny deszczyk, który przeczekaliśmy pod drzewkiem. Gdy przestało padać ruszylismy na zwiedzanie miasta, obejrzeliśmy, bramę, rynek, kamieniczki, zamek, a na mokrym bruku Helenka się śliznęła i upadła, ale na szczęście nic jej się nie stało. Zrobiliśmy kilka zdjęć, załapaliśmy się na pokaz fontann, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy na nocleg. Warunki jak to w akademiku - średnie, łazienki na korytarzu, trochę ciasno, kuchnia niby była ale nie do użytku i bez naczyń. W tym dniu zrobiliśmy ok. 75 km.

Koszty:
bilet na zamek 18 zł
nocleg 54 zł
obiad 25 zł
prom 7 zł
zakupy 33 zł
-----------
137 zł

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 100 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie