2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2021-08-02-11 Letnia wyprawa w okolice Lublina – dzień 3 i 4

4.08.2021 Dzień trzeci – Lublin.

Do Lublina dotarliśmy późnym popołudniem, więc pozostaliśmy tu jeszcze jeden dzień, bo znowu nie zdążylibyśmy go pozwiedzać. Nie było problemu z przedłużeniem pobytu, ponieważ tłoku w akademiku nie było. Wyjechaliśmy na miasta rowerkami o 8:30, na zwiedzanie. Helenka poszła pieszo, bo trochę była obolała i chciała od roweru odpocząć, a poza tym ma tam rodzinkę i chciała się z nimi spotkać. My zaczęliśmy zwiedzanie od zamku, który jest piękny ale historie ma raczej tragiczną bo w różnych okresach dziejowych był więzieniem. Mieliśmy szczęście bo akurat w tym dniu wstęp był wolny i tylko za wejście na wieżę musieliśmy zapłacić 10 zł /a byłoby 40/. Było kilka wystaw stałych ale najważniejszym punktem jest kaplica bogato zdobiona freskami, kolekcja malarstwa polskiego i nie tylko z XVIII i XIX w. piękne meble – tu na uwagę zasługuje stół z odbitą łapą diabła jak mówią legendy. Była sala poświęcona pradziejom ze zbiorami broni, naczyń i biżuterii. Kolejna wystawa to były regionalne rzeźby i sztuka ludowa. Następnie wdrapaliśmy się na wieżę by obejrzeć panoramę miasta, a po drodze czytaliśmy przerażające historie z czasów wojennych starając się sobie wyobrazić jak w małej salce wieży mogło się pomieścić 100 więźniów. Podczas zwiedzania zamku kilka razy mijaliśmy się z Helenką, która wędrowała w swoim tempie. W pobliżu zamku był cmentarz żydowski, ale wejścia do niego nie znaleźliśmy, pobliska cerkiew też była zamknięta. Wróciliśmy na miasto zwiedziliśmy kościół i klasztor dominikanów ze zbiorami naczyń i szat liturgicznych, których trzeba było poszukać w bocznym skrzydle wędrując krętymi korytarzami. Następnie pojechaliśmy do browaru, ale zwiedzanie jest tam możliwe tylko w sobotę, więc co niektórzy mogli tylko skosztować perlistych wyrobów Marzenż zjedli najpyszniejsze w swoim życiu flaki, a ja z Kazimierzem rycerski placek - taki sobie. Po obiedzie znów wsiedliśmy na rowery i zobaczyliśmy pałace Czartoryskich, Lubomirskich, Pomnik ofiar getta, Kościół Adwentystów Dnia 7, kościół i cmentarz Ewangelicko-Augsburski, pomnik Unii Lubelskiej, pomnik Piłsudskiego poszwendaliśmy się po Ogrodzie Saskim, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy na nocleg, bo już się wieczór zrobił. Dla niewtajemniczonych dodam, iż tereny wschodnie to zawsze był tygiel kultur, religii i narodów. Gdzie wszyscy w zgodzie żyli, stąd tyle tam jest do zwiedzania i można zobaczyć kościoły, cerkwie i synagogi. Niestety nie zawsze od środka, gdyż są zamknięte i pewnie wcześniej trzeba się umawiać, a my czasu na to nigdy w trasie nie mamy. Plącząc się po mieście zrobiliśmy ok. 20 km.

Koszty:
nocleg 54 zł
bilet na wieżę 10 zł
obiad 26 zł
zakupy 10 zł
---------
100 zł

5.08.2021 Dzień czwarty Lublin – Chełm.

W nocy dość mocno padało, ranek nadal był pochmurny, wyjechaliśmy tradycyjnie o 8.30 i zaczęliśmy od wizyty w sklepie gdzie Marzena poprzedniego dnia robiła zakupy. Ekspedientka pomyliła się i doliczyła jej 20 zł do rachunku, oddała bez problemu, a na przeprosiny dołożyła paczkę ciastek i w lepszym nastroju pojechaliśmy dalej szukać ścieżek rowerowych w kierunku Świdnika. Mieliśmy farta, bo napotkany rowerzysta chętnie pojechał z nami i wyprowadził nas z miasta mimo padającego deszczu i własnych planów. Jechaliśmy dalej bocznymi drogami, po drodze zwiedziliśmy w Łańcuchowie modrzewiowy pałacyk w stylu zakopiańskim projektowany przez Witkacego. Cały dzień padało niezbyt mocno ale uciążliwie. Helenka źle się czuła i umówiła się z synem, który podjechał po nią w miejscowości Szpica i zabrał do domu. W dalszą trasę ruszyliśmy już w czwórkę, a że innych dróg nie było to trochę krajówką, potem drogą powiatową wśród szumu samochodów ciężarowych aż do Rejowca - koszmar. Na dodatek pokazały się górki i droga w deszczu i pod wiatr była średnio przyjemna. Przed Chełmem w zajeździe zjedliśmy objad i znaleźliśmy schronisko PTSM - dostaliśmy 2 duże wygodne sale, była wyposażona kuchnia, łazienki, dostaliśmy ręczniki i pościel -full wypas. W tym dniu mimo paskudnej pogody zrobiliśmy 97 km, a zwiedzać miasta wieczorem nam się już nie chciało. I na całe szczęście bo rozpętała się taka burza i ulewa, że młodzi ze schroniska co tam się wybrali, wrócili przemoczeni do suchej nitki, bo woda płynęła ulicami po kolana.

Koszty:
nocleg 30 zł
obiad 12 zł
zakupy 21 zł
---------
63 zł

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 102 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie