2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2021-08-02-11 Letnia wyprawa w okolice Lublina – dzień 5 i 6

6.08.2021 Dzień piąty Chełm – Zamość.

Będąc parę lat temu w tych okolicach pominęliśmy Chełm, a potem bardzo żałowałam, gdy poczytałam o jedynych w Europie dostępnych do zwiedzania podziemiach kredowych. Niestety jak się na miejscu dowiedzieliśmy trzeba rezerwować wejście kilka dni wcześniej, ale że ja się nigdy nie poddaje, to licząc na łut szczęścia o 9.30 ruszyliśmy pod bramę muzeum. No i wypłakałam wejście używając całego swego uroku osobistego i krasomówstwa na godzinę 10-tą. Ale mówiąc szczerze to Kazimierz był mocno zawiedziony bo wszystko jest wybetonowane, a w zwiedzaniu bardzo przeszkadzały małe dzieci płaczące i niesione na rękach przez nawiedzonych rodziców. Zagłuszali ciekawie opowiadającego przewodnika, a atrakcja w postaci Ducha Bielucha w jednej z komór tylko ich strach, płacz i zmęczenie nasiliła. Oryginalne były tam tylko podłogi, niektóre komory i ekspozycje. Ja pracując z dziećmi wiem, że na wakacjach trzeba się od nich trzymać z daleka. Nie miałam tak negatywnych odczuć i byłam zadowolona, że to zwiedziłam, przynajmniej nie będę żałowała, że coś niesamowitego znów mnie ominęło. Z podziemi wyszliśmy na rynku, więc udaliśmy się na zwiedzanie kamieniczek, potem Bazyliki z obrazem Matki Boskiej Chełmskiej, weszliśmy na wieżę by obejrzeć panoramę miasta i okolic. Cerkiew i synagogę obejrzeliśmy z daleka, bo zamknięte, zwiedziliśmy najstarszy tam kościół Apostołów i klasztor pijarów. Wróciliśmy po rowery, kupiliśmy pyszne cebulaki – miejscowy specjał i posileni ruszyliśmy szukać green velo. Spotkana w schronisku samotna rowerzystka z Warszawy jechała nią już 3 tygodnie i bardzo ja zachwalała. Faktycznie dobrze się nią jedzie bo prowadzi bocznymi drogami, rowerowymi szlakami, lub pasem awaryjnym, tyle że trochę okrężna drogą. A my przy padającym deszczu i wietrze wiejącym w twarz musieliśmy sobie trasę skracać, a nie wydłużać, tym bardziej, że omijała Zamość. Tak więc, jechaliśmy nią jak nam pasowało, modyfikując trasę. Po drodze zrobiliśmy sobie przerwę śniadaniową pod drewnianym kościółkiem, który kiedyś był cerkwią, ponieważ Kazimierz bardzo pilnował diety i regulaminowych przerw posiłkowych. Gdy wjechaliśmy na drogę powiatową deszcz ustał, ale pokazały się spore górki, zjazdy i podjazdy po mokrej drodze, a boczny wiatr podcinał nam nie tylko skrzydła ale i koła. Trzeba było bardzo uważać, bo peleryny przypominały spadochrony i nie ułatwiały jazdy. Nie było gdzie zjeść po drodze, więc zrobiliśmy zakupy i w schronisku zjedliśmy słoikowy obiad odgrzewany w mikroweli. To był nasz najtańszy nocleg - za 18 zł od osoby dostaliśmy, pościel, papier, mydło i kuchnie do dyspozycji. W tym dniu zrobiliśmy ok. 70 km.

Koszty:
nocleg 18 zł
zakupy 37 zł
bilety do podziemi 20 zł
wieża 6 zł
-----------
81 zł

7.08.2021 Dzień szósty Zamość – Biłgoraj.

O 8.30 wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta, obejrzeliśmy forty obronne, kościół franciszkanów, katedrę z pięknym srebrnym tabernakulum, ogromny rynek, kamieniczki na środku którego stoi pałac Zamojskich, w którym obecnie jest siedziba władz miejskich. Na rynku odbywał się właśnie Festiwal smaków i Marzena zanurkowała między stragany w poszukiwaniu atrakcji i kazała sobie namalować tatuaż na dziecięcej strefie. Znaleźliśmy synagogę i musieliśmy poczekać do 10- tej na zwiedzanie, ale była dość skromnie wyposażona. Po obejrzeniu ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Szczebrzeszyna i Roztocza, ale pomyliliśmy drogę, znaleźliśmy się po niewłaściwej stronie krajówki i szlak prowadził nas na powrót do Chełma. Postanowiliśmy skrócić sobie drogę polnymi drogami, ale nie warto było bo wpadliśmy w trawy i torowiska i trochę się namęczyliśmy zanim wróciliśmy do cywilizacji. Niestety zamiast na Roztocze trafiliśmy na krajówkę i w hałasie ciężarówek dotarliśmy na rynek do Szczebrzeszyna. Zrobiliśmy sobie zdjęcie ze słynnym Chrząszczem, który okazał się być świerszczem, ku niezadowoleniu miejscowych. Obejrzeliśmy kościół, rynek, studnie, synagogę i cerkiew. Tereny wschodnie to mocno patriotyczny region, tu najdłużej walczyły liczne ugrupowania partyzantów i żołnierzy niezłomnych. Stąd też dużo tu cmentarzy, tablic i pomników poświęconych ich pamięci. Ja szukałam cmentarza żołnierzy AK - chciałam znaleźć grób 18-letniego partyzanta, który poległ w bitwie nieopodal miasteczka. Obiecałam 89-letniej mamie mojej koleżanki, że znajdę grób jej brata i zapalę mu świeczkę. Wypytałam miejscowych i trafiłam na cmentarz, gdzie jest pomnik i kwatery żołnierzy AK, zapaliłam świeczkę, zrobiłam zdjęcia i wysłałam babci. Wywołało to jej ogromne wzruszenie i falę wspomnień, u mnie też, bo to spotkanie z żywą i trudną historią naszej ojczyzny. W pobliżu cmentarza znajdują się lessowe wąwozy, pojechaliśmy tam, ale było po deszczu i jazda w takich warunkach była mało komfortowa, więc zawróciliśmy na green velo i pojechaliśmy do Zwierzyńca. To miejscowość uzdrowiskowa, perła Roztocza, ale mi będzie się już na zawsze kojarzyć z ogromnym bólem i zmarnowanym urlopem. Na tarasie widokowym koło rzeki Wieprz w centrum parku brakowało tylko jednej deski i ja miałam ogromnego pecha, że nie zauważyłam tego cofając się w tył i wpadłam, a właściwie to zapadłam się całym swoim ciężarem i wysokością lewą noga pod taras. Ból nie wyobrażalny, ciężko było mi się pozbierać, na szczęście nic sobie nie połamałam, ale noga puchła w oczach i siniała. Strach pomyśleć co by było gdyby tam wpadło dziecko. To była sobota, lekarza nie uświadczysz, apteka zamknięta, posiedzieliśmy chwilę przy zabytkowym browarze, oni pokręcili się po festynie, ale mi się już nic tam nie podobało. Już nic nie chciałam widzieć na Roztoczu i powoli powlekliśmy się jeszcze 20 km do Biłgoraja - najpierw po leki do apteki, zakupy do sklepu i na nocleg w schronisku tym razem marki SSM. Ja od tej pory codziennie smarowałam nogę maściami, okładałam lodem, gdy byliśmy w schroniskach, a żeby jechać dalej łykałam na drogę tabletki przeciwbólowe. Wiem, że nie powinnam dalej jechać, ale nie jest to takie proste, byliśmy na drugim końcu Polski, pociągów brak, a gdyby nawet dojechać do torów to bez rezerwacji na rowery trudno się wydostać. Nie chciałam nikomu ani sobie psuć wakacji, Januszek zadzwonił do swojej córki lekarki po konsultacje telefoniczne, proponował, że ze mną wróci, ale ja nie chciałam, póki mogłam kręcić. Noga z dnia na dzień wyglądała coraz bardziej koszmarnie. Udo było granatowe, spuchło, krwiak się rozlewał powoli i systematycznie zgodnie z prawem grawitacji w dół, potem puchła łydka i coraz trudniej było zginać nogę przy kręceniu, ale jakoś dawałam radę. W tym dniu zrobiliśmy ok. 70 km.

Koszty:
nocleg 32 zł
obiad 13 zł
zakupy 25 zł
synagoga 7 zł
----------
77 zł + 35 zł w aptece.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 34 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie