2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

E.T.

E.T.

Wiosną, podczas pandemii, odkryłam ciekawe miejsce w lesie koło Kadłuba pod jakże znaczącą w tym czasie nazwą – Choleraberg, co w wolnym tłumaczeniu może być określane, jako “Choleryczna Górka”. Faktycznie to miejsce nie dość, że urokliwe to jest związane z występującą na tym terenie około 150 lat temu epidemią cholery. Pochowano tam 23 osoby – jest krzyż na wzgórzu, pamiątkowy kamień i tablica opisująca te wydarzenia.

Pierwszy dzień astronomicznego lata nas nie rozpieszczał i zamiast słońcem powitał nas deszczem, a właściwie mżawką :( Ale to nie przeszkodziło, co niektórym, na zbiórkę przyjechać, żeby sprawdzić ilu “pozytywnie zakręconych” chętnych do jazdy będzie. I tym sposobem zebrała się nas 6-teczka, bo Sławek tylko wpadł pogadać.

Tegoroczna wiosna zaskoczyła nas wszystkich wybuchem pandemii koronawirusa :( dlatego mieliśmy długą przerwę w naszych wspólnych rowerowych wycieczkach, a co za tym idzie – pisemnych relacjach. Zaległości nazbierało się znacznie więcej – opóźniło się też nasze tradycyjne wiosenne ognisko na rozpoczęcie sezonu, ponieważ obowiązywał zakaz zgromadzeń.

Kolejna słoneczna niedziela tej zimy :) której próżno szukać u nas na nizinach, więc co niektórzy w góry za nią pojechali, toteż na zbiórkę zbyt wielu się nie stawiło. Ale grupka nasza, choć nieliczna, to śliczna :) postanowiła odwiedzić Kamień Śląski. Pojechaliśmy przez Królewską Wieś i Malinę, dalej lasem do Kosorowic.

Nie wiem czy ktoś z nas zwrócił rano uwagę na niecodzienną datę dnia dzisiejszego – same zera i dwójeczki :) Podobna następna będzie 20 lutego, a następna podobna nie prędko nastąpi :( Ciepło było ok. 8 stopni, ale wietrznie i mimo protestów Sławka pojechaliśmy z wiatrem, a nie jak zwykle pod wiatr, łamiąc klubową tradycję :)

W tym roku zrobiło się małe zamieszanie, co do godziny zbiórki. Prezes ustalił 11-tą, Marek na fejsie wpisał, tak jak w zeszłym roku, 11-tą piętnaście. Jacuś przekleił to na naszą stronę i utworzyły się 2 grupy - jedni pojechali wcześniej, inni 15 minut później, ale wcale się tym nie zmartwili, bo ci pierwsi w tym czasie już chrustu nagromadzili :)

Zima w tym roku jeszcze nie dojechała, więc korzystamy z ciepełka i nadal jeździmy w dość sporym składzie. Tego poranka zebrało się nas aż 13- tu chętnych, a czternasta spóźnialska dogoniła nas po drodze. Trochę trudno się teraz wydostać z miasta, bo wszędzie są wykopki, ale przedarliśmy się jakoś przez Oleską, koło basenu, a potem Harcerską dotarliśmy na Budowlanych.

Nasza sobotnia wycieczka nie była rowerowa, ale równie udana i wesoła jak zawsze, a może nawet bardziej. Przybyliśmy tam różnymi środkami lokomocji, a niektórzy nawet i pieszo, na zaproszenie Pana Tadeusza – dostojnego jubilata, który w restauracji postanowił uczcić swoje 80-te urodziny. Zebrała nas sie całkiem spora grupa rajdersów/17 osob/- zajęliśmy pół sali przy stołach, a parkiet to później opanowaliśmy w dość znacznym stopniu.

Dzisiaj na zbiórce było sporo rajdersów /12 osób/ i chociaż trochę zimno to słoneczko nadal pięknie świeciło :) Zastanawialiśmy się gdzie jechać i wybór padł na Krasiejów. Co prawda Kazimierz nie bardzo wierzył, że uda nam się tam dojechać, ale poprowadził nas w tamtym kierunku ścieżkami rowerowymi przez miasto, potem skręciliśmy na Suchy Bór i "Madejową kamionkę". I tu niespodzianka – ten rok był mało deszczowy i udało nam się przejść suchą nogą na półwysep, gdzie zawsze stała woda i rzęsa na bajorze :)

Pogoda nadal nas rozpieszcza słońcem i ciepełkiem, więc na zbiórkę stawiło się aż 17 osób chętnych do rowerowej jazdy :) Zjawił się nawet dawno nie widziany Jacek S i wytrwał z nami do końca. W zeszłym tygodniu szwendaliśmy się po większych i mniejszych śluzach i tamach na Odrze, a dzisiaj Kazimierz wymyślił, że nadeszła pora by pozwiedzać okoliczne elektrownie wodne :) Wyruszyliśmy najpierw przez Chabry i Kępę do Luboszyc na prywatną elektrownię na Małej Panwi. Tam spotkaliśmy pracownika, który nam trochę opowiedział o historii jej powstania i obecnym funkcjonowaniu. Po krótkim postoju pojechaliśmy polami do drugiej elektrowni pomiędzy Kolanowicami a Biadaczem. Tu postój był nieco dłuższy, bo niektórzy zdążyli już zgłodnieć, inni chcieli porzucać latającym talerzem, a potem Kazimierz zdradził nam tajemnicę, że w tej elektrowni do wytwarzania podciśnienia, by przetoczyć wodę z jednej strony na drugą - używają zwykłego domowego odkurzacza. Bogatsi w tą wiedzę pojechaliśmy dalej :) /zostali tylko Teresa z Wojtkiem, bo mieli inne plany/, a my przez Kolanowice, na Węgry, a potem polna drogą w stronę firmy utylizacji zwierząt. I tu zaskoczyłam rajdersów, bo pokazałam im nieznaną elektrownię wodną, ładny mosteczek, na którym zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia i pojechaliśmy dalej przez Osowiec na Srebrne Jeziorko.

Strona 2 z 14

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 74 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie