2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2019-06-16 X Rajd "Szlakiem Rud Żelaza"

Jest to impreza rowerowa, w której corocznie uczestniczy spora grupa rajdersów. Tym razem było nas 11-tu chociaż nie wszyscy co jechali to do mety dojechali z różnych powodów. Jak zawsze też nie wszyscy razem wyruszyli, bo nie odczytali na stronie informacji, że wyruszamy punktualnie o 9-tej, a nawet ci co wiedzieli – to się nie wyrobili. Okazało się, że niepotrzebnie z Januszkiem na zbiórkę pod pomnik goniliśmy, bo punktualny był tylko Herbercik, który z nami do Brynicy dojechał, ale na trasę i tak nie wyruszył, tylko do domu zawrócił. Marzena goniła nas mocno spóźniona, ale i tak wpadła na boisko w Brynicy przed jeszcze bardziej spóźnionym Jackiem i Romciem. Uprosiliśmy organizatorów by zaczekali na tych co tradycyjnie z placu Mickiewicza wyruszyli z 15 minutowym spóźnieniem. Udało nam się wylicytować dla nich trochę czasu, ale jak na dodatek Kazimierz złapał gumę to już dłużej czekać nie chcieli. Wpisaliśmy ich tylko na listę, zarezerwowaliśmy pakiety startowe /koszulkę i prowiant/, a na odprawie dowiedzieliśmy się, że mamy prowadzić grupę, bo przewodnik zaniemógł. Krystian Cz. pokrótce omówił trasę i kazał kierować się biało - czerwonymi wstążkami, którymi oznakował wszystkie leśne krzyżówki. Podprowadził nas tylko kawałek do lasu i ze swoim błogosławieństwem wyprawił w dalszą drogę. Ja liczyłam, że jak Kazik dojedzie to poprowadzi, ale niestety do pomocy miałam tylko Jacka, a właściwie do towarzystwa /bo wiadomo jak Jacuś lubi gubić się nie tylko w lesie/. Marzena i Janusz zostali chwilę, by czekać na Pana Tadeusza, Kazia, Kasię, Leszka i Grześka, którzy gdzieś tam się błąkali po Brynicy. Ale, że za długo to trwało to postanowili nas gonić i jechali już na tyłach zabezpieczając grupę w razie jakiejś awarii. Ja dobrałam sobie do pomocy młodzież, która z ochotą zabawiła się w podchody wypatrując kolorowych wstążek Krystiana na drzewach. W sumie jechało nas około 30-tu osób. Bez problemu przez Kosowce dotarliśmy do restauracji "Bartosz" w Jełowej. Tu zatrzymaliśmy się na pół godziny z nadzieją, że grupa Kazimierza do nas w tym czasie dołączy. Ale niestety, musieliśmy już ruszać, a oni nadal byli gdzieś w lesie. Pojechaliśmy prosto na Grabie, sprawnie przeskoczyliśmy "krajówkę" /Jacuś i Romcio zabezpieczali/ i za Kobylnem koło stadniny znowu wjechaliśmy w las. Dalej prościuteńko droga prowadziła do Bierdzan. Było trochę piachu i kałuż po wczorajszym deszczu, ale ogólnie nie było źle. Trafiliśmy do drewnianego kościółka, zrobiliśmy kolejną przerwę, by wszyscy mogli go obejść w koło i obejrzeć. Próbowałam się dopukać na pobliską plebanię, ale niestety - nikogo nie było by nam otworzył kościół. A szkoda bo ma zabytkowe i unikatowe polichromie tzw. Bierdzańską Śmierć. Po zrobieniu grupowej fotki pojechaliśmy dalej już asfaltowymi drogami do Laskowic, zatrzymując się pod kolejnym drewnianym kościółkiem. Czas mieliśmy dobry, ale pogoda się z lekka psuła i zaczęło padać, toteż postanowiliśmy jechać dalej do Budkowic i tam przeczekać, a po drodze spotkaliśmy naszych zagubionych rajdersów, którzy przeczekali deszcz na CPN-ie. Okazało się, że Kaziowi suport się posypał i musiał wracać do Opola. Do Budkowic dotarliśmy koło 13-tej, a druga znacznie liczniejsza grupa, którą miał tu przyprowadzić krótszą trasą Krystian będzie dopiero koło 15-tej. Mieliśmy więc sporo czasu wolnego na obiad, lody, czy zwiedzanie okolicy jak się komu podobało. Ustaliliśmy tylko miejsce i godzinę zbiórki pod zabytkową "Farską stodołą". Większość i tak spotkała się w restauracji "Budkowiczanka" gdzie serwowano dobre obiady i nie tylko. W miłym towarzystwie czas szybko mija i po konsumpcji tego co tam sobie każdy zamówił lub miał w pakiecie startowym /2 batoniki, jabłko i 2 wody mineralne/, pojechaliśmy na spotkanie z drugą grupą pod stodołę. Tam też dołączył do nas Sławek i udaliśmy się na lekcję historii, którą poprowadził znany nam już pan Molek.

Nasi panowie tak się wdali z nim w historyczne dyskusje, że trzeba ich było wyganiać, bo pierwsi już odjeżdżali. Ja w tym czasie zdążyłam dokonać pamiątkowego wpisu do księgi pamiątkowej i pilnowałam by nie tylko rajdersi się tam podpisali. Dalej mieliśmy jechać główną drogą na Zagwiździe, a było nas sporo, więc organizatorzy podzielili nas na mniejsze 15 osobowe grupki, żeby jazda przebiegła sprawnie i bezpiecznie. Spotkaliśmy się wszyscy na wylocie z miejscowości Zagwiździe gdy wjechaliśmy do lasu na "Rudną Aleję", która doprowadziła nas prosto na metę w Brynicy. Tu czekała na nas kawa, ciasto, grill i darmowa beczka piwa od sponsorów. Po posiłku Krystian przeprowadził losowanie nagród połączone z konkursem wiedzy na tematy związane z hutnictwem i rudami żelaza wg numerów na koszulkach. A, że nagród było sporo to ciągnęło się to dwie godziny i prawie wszystkie numery zostały wylosowane i nagrodami obdarowane- a było nas około 150 osób na tym rajdzie. Na koniec odbyło się losowanie nagrody głównej, czyli roweru Maxim, który wygrała dziewczynka z Brynicy. Organizatorzy wystawili też na licytację śliczny rowerek marki Gudereit, o który walczyli dzielnie dwaj mechanicy z Brynicy i poszedł za całkiem przyzwoitą sumkę, która zasili konto Stowarzyszenia Odnowy Wsi. Po tych rowerowych atrakcjach odbył się konkurs rzucania rudą, w którym my raczej nie starujemy, bo nie mamy szans z miejscowymi osiłkami /mamy silniejsze nogi niż ręce/. Zbliżała się już dwudziesta i trzeba było wracać by zdążyć przed zmrokiem, więc dyskoteka ominęła nas bokiem. Wracaliśmy znów w podgrupach mniej więcej tak jak przyjechaliśmy - wcześniej zerwali się Leszek, Grzesiek i Kasia. Sławek zdążył jeszcze zlustrować nowo wybudowaną ścieżkę rowerową, którą potem wszyscy przetestowaliśmy z przyjemnością. W domu byliśmy po 21-szej, a na liczniku miałam 90 km, inni trochę mniej lub więcej, zaliczając kolejną udaną imprezę tej wiosny

 

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 208 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie