2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2019-09-22 "Święto Dyni" w Krapkowicach

Po oficjalnym zakończeniu trasy rajdu „Na luzie za miasto” i obejrzeniu „Alei Gwiazd Kabaretu” w Kosorowicach pojechaliśmy do Tarnowa Opolskiego pooddychać "lepszym powietrzem" na niedawno wybudowanej tam tężni :) Tu Marzena powiedziała nam, że w Krapkowicach jest Święto Dyni. Sprawdziliśmy na Jacusiowym i Józkowym GPS-e, która trasa krótsza i pojechaliśmy polami na Kamień Śląski.

Objechaliśmy miejscowość bokiem i ruszyliśmy w stronę Kamionka. Tu nastąpił kolejny rozpad grupy, ponieważ Jacuś uparł się na leśne drogi, a co niektórzy uwierzyli w jego „przewodnickie umiejętności” i pojechali za nim – jak zwykle na około :( Ja z Marzeną nie dałyśmy się nabrać i pognałyśmy asfalcikiem omijając łukiem Gogolin i Krapkowice, prosto na stadion w Otmęcie, gdzie królowały olbrzymie Banie :) Obejrzeliśmy różne ciekawe okazy dyniowe i nie tylko, olbrzymie i całkiem malutkie, różne wytwory sztuki ludowej i mistrzów karwingu – jak wycinali dyniowe i arbuzowe ludziki :) Zanim dotarli Jacusiowi podróżnicy, zdążyłyśmy podegustować zupy dyniowej, makaronu, ciast, chleba ze smalcem i karminadli, mrożonych bezików, słodkich dżemików, kompotów – oczywiście z dynią w roli głównej. Gdy oni dojechali, też co nieco skosztowali, pooglądaliśmy występy zespołów ludowych, naszych rodzimych "Afrykanek" tańczących pięknie zumbę i fragmenty występu kabaretu "Nowaki". Mieliśmy ochotę na placki dyniowe ale za nimi to godzinę trzeba było w kolejce stać, a nikomu się nie chciało. Beata i Sebastian zamówili sobie jakiś obiad, Marzena i Józek na nich czekali, a ja z Jacusiem zerwałam się na kąpiel, bo zrobiło się już późno, a do kamionki Bolko godzina drogi, a chcieliśmy wejść przed zachodem słońca, bo potem coraz zimniej. Udało się, zaliczyliśmy pierwsza bazę – czyli pół godziny pływania i do domu. Gdy wychodziliśmy z wody, Marzena zameldowała, że oni też już dotarli. W sumie połączyliśmy zgrabnie dwie imprezy i miło spędziliśmy dzień, robiąc około 70 km. Może niektórzy nawet ciut więcej. 

Ostatnio zmieniany czwartek, 03 październik 2019 16:25

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 1827 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie