2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

Zgodnie z przysłowiem – “w marcu jak w garncu” – ta niedziela bardzo różniła się od poprzednich. Ochłodziło się znacznie, a na dodatek mocno wiało, toteż na zbiórkę znacznie mniej rajdersów przygnało. Na zbiórce Grzesiu R. nie zapomniał o dzieńkobietowym święcie i częstował panie – cukierkami o wdzięcznym imieniu „Grześ”, potem zrobił nam grupowe zdjęcie i wyprawił w trasę.

Kolejna ciepła niedziela w lutym, tyle, że trochę wietrzna, co wcale nie przeszkadza kolejnym rajdersom wychylać się ze swoich zimowych legowisk. Frekwencja była całkiem niezła, choć jak zwykle Grzesiu nas tylko obfotografował i wyprawił w drogę, a „Wojtki” odprowadziły do rogatek miasta. Postanowiliśmy, że jedziemy pod wiatr by z nim wracać i wypadło w kierunku zachodnim. Kazimierz poprowadził nas ul. Budowlanych na Zakrzów, a tam Sławomir na ul. Korneckiego wypatrzył ciekawe malowidło naścienne, które nie do końca rozszyfrowaliśmy.

Luty kolejny raz zaskoczył nas w tym roku, najpierw siarczystymi mrozami i niespotykanymi od lat wielu opadami śniegu, a następnie gwałtownym ociepleniem. W niedzielę słoneczko tak nam zaświeciło, że sporą grupę rajdersów z norek zimowych wygoniło - nawet tych od dawna nie widzianych. Niektórzy przyszli się tylko przywitać, inni pojechali kawałek, ale i tak w niezłym składzie ruszyliśmy przez rozkopane miasto w kierunku Kępy, potem przez Krzanowice i Czarnowąsy pojechaliśmy na Świerkle.

Po raz szósty, dzięki Heńkowi z TTH oraz Leszkowi i innym pomocnikom, we wiacie koło Jeżowego Stawu zapłonęło ognisko. Świętowaliśmy Boże Narodzenie śpiewem i smakołykami przygotowanymi przez Heńka ?

Początek nowego roku, zima straszy chłodem, ale nie wszystkich rajdersów. Zebrała nas się przepisowa liczba i myśleliśmy dokąd pojechać, a że dawno nie byliśmy w tych stronach, to padło na Rogów Opolski. Ruszyliśmy przez wyspę Bolko, Wójtową Wieś, Chmielowice i Domecko. Po drodze Kazimierz dopompował swój rowerek, ponieważ od jakiegoś czasu ma kłopot z tylnym kołem, a w hurtowniach części brak - chyba pandemia wymiotła je z półek.

Już nie pamiętam, które to ognisko w naszym klubie, ale tradycja to tradycja i żadna pandemia tego zmienić nie może. Było nas mniej niż zwykle, ale Nowy Rok powitać w gronie rowerowych przyjaciół wypada. Spotkaliśmy się dopiero o jedenastej, by się wszyscy wyspać zdążyli, podzieliliśmy się na dwie grupy zgodnie z zaleceniami by zgromadzeń nie urządzać. Kazimierz poprowadził grupę pierwszą, a ja czekałam jeszcze chwilę na spóźnialskich czyli Jacusia i Grażynkę, aż w końcu trochę zniecierpliwieni ruszyliśmy gdy zobaczyliśmy ich z daleka.

Ktoś, kiedyś napisał “Wichrowe wzgórza”, a ja odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy wciąż tylko wieje i wieje, nawet u nas na nizinach. A jak wiadomo, wtedy jazda rowerem w otwartym polu jest mało przyjemna, więc trzeba chować się po lasach. Nie inaczej było ostatniej niedzieli. Pomysły, co do trasy, były różne, ale w końcu zwyciężyła opcja – Turawa, bo do tych lasów mamy najbliżej, a i jezioro o każdej porze roku oglądać lubimy.

Niedzielny poranek powitał nas słoneczkiem, ale za ciepło to wcale nie było, wiał dość silny wiatr, który skłonił nas do jazdy po okolicznych lasach. Ale zanim tam wyruszyliśmy Sławomir zgłosił wniosek formalny by odwiedzić naszego nestora, czyli Pana Tadeusza, który rok temu hucznie obchodził swoje 80-te urodziny, a my razem z nim. Teraz niestety z powodu pandemii na niedzielne wycieczki nie jeździ i trochę się za nim stęskniliśmy, to pojechaliśmy pod jego dom, by się przywitać i o zdrówko zapytać.

Jest coraz zimniej, wyjeżdżamy o 10- tej, a dni są coraz krótsze tak jak i nasze niedzielne wycieczki. Co nie znaczy wcale, że są mniej ciekawe. Zawsze jest wesoło, bo jak wiadomo, nie ważne gdzie, ale, z kim się jedzie, a nasza ekipa, choć nieliczna to nadal jest zgrana i śliczna. Kazimierz zaproponował by się pokręcić w okolicy wielkich kominów elektrowni – matki, Januszkowej żywicielki, by za nią za bardzo nie tęsknił na zasłużonej emeryturze.

Nadeszło mikołajkowe ocieplenie, a my spodziewając się grudniowych mrozów nieopatrznie ustaliliśmy, że od grudnia jeździmy na dziesiątą. Większość była zadowolona, bo nie każdemu chce się zrywać skoro świt, ale byli tacy, którym rower się z piwnicy wyrywał i cierpieli bardzo. A najbardziej nasz prezes Kazimierz, który od rana wystroił się w czapkę mikołajkową, kupił worek cukierków i nie mógł się doczekać by je rozdawać.

Strona 1 z 38
  • ARWAL

    Projektowanie stron www

  • Publikacja
    Publikacja

    Historia lokalna

  • Pro Cyklo
    Pro Cyklo

    Naprawa rowerów

  • MCOP Opole
    MCOP Opole

    Miejskie Centrum Organizacji Pozarządowych

  • Promocja
    Promocja

    Rowerem i pieszo przez czarny ląd

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 162 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie